Ogień za szybą, a ja wreszcie żyję
Sezon grzewczy rozpoczęty.
Zmarzluch ze mnie. No i co poradzić — ja po prostu kocham ciepło z ognia. Takie żywe. Takie, które nie jest „ustawione na 3”, tylko jest obecne.
Kaloryfer daje ciepło… poprawne. Grzejnik elektryczny też. Ale to wszystko jest takie „ciepło = ciepło” i koniec historii. A ogień? Ogień promieniuje. Oddycha. Mruga światłem po ścianach. I nagle człowiek łapie się na tym, że siedzi i patrzy, jakby miał wreszcie podłączoną ładowarkę do środka.
Nic nie zastąpi ciepła czerpanego bezpośrednio z ognia.
Ciepło. Ciepło. Ciepło.
![]() |
| Ogień za szybą i od razu jakoś normalniej. |




Komentarze
Prześlij komentarz