Synchronizacja przy ognisku
Lubię patrzeć w ogień... nawet w dzień. Nie potrzebuję do tego ciemności ani wielkiego stosu drewna. Małe ognisko nad Sołą też wystarczy. Siadam, patrzę i powoli się wyciszam. Jak widać, kamień w roli fotela również się sprawdza. Przynajmniej przez jakiś czas ;)
Co jest w tych płomieniach, że można się w nie gapić i nie mieć dosyć? Ciągle coś się zmienia. Język ognia się wydłuża, znika, zaraz pojawia się następny. Drewno trzaśnie, kawałek gałęzi opadnie. Niewiele się dzieje, a jednak jest na co patrzeć. I nie trzeba niczego zapamiętywać ani rozumieć. Można przegapić kawałek. Fabuła nadal będzie zrozumiała.
![]() |
| Synchronizacja w toku. Jeszcze trochę posiedzę. |
Do tego dochodzi ciepło, trzaskanie drewna, obok płynie Soła. Jest czego słuchać, jest na co patrzeć. To moje „niemyślenie” chyba nie oznacza całkowitej pustki w głowie. Bardziej chwilę, kiedy nie muszę każdej myśli ciągnąć dalej. Dymu w oczach do pełni szczęścia już nie potrzebuję.
Zresztą ogień od dawna miał znaczenie większe niż samo grzanie. W naszych sobótkowych zwyczajach rozpalano ogniska, śpiewano i tańczono wokół nich, a później skakano przez płomienie. Wierzono w oczyszczającą moc ognia i jego zdolność odpędzania złych sił. W ogniskach palono też zioła, którym przypisywano szczególne właściwości. Taka noc miała zabezpieczać ludzi i ich gospodarstwa przed tym, czego się obawiali.
W Iranie jest z kolei Chaharshanbe Suri, obchodzone w wieczór przed ostatnią środą perskiego roku. Tam również przeskakuje się przez ogień, wypowiadając słowa, których sens można oddać jako: oddaję ci swoją bladość, a biorę twoją czerwień. Bladość oznacza chorobę i osłabienie, czerwień zdrowie i siłę. Symbolicznie zostawia się więc w ogniu to, co człowieka męczy, żeby wejść w nowy rok w lepszej kondycji.
To jednak wierzenia, nie potwierdzone sposoby leczenia. Czuć się lepiej przy ognisku to jedno, a pozbyć się dzięki niemu choroby to już zupełnie inna sprawa. Do wyciszenia skoki przez płomienie też nie są mi potrzebne. Kamień mam dobry.
![]() |
| Ogień jest. Miejsce siedzące też. Można się synchronizować ;) |
No i jestem Lwem, czyli według astrologii należę do żywiołu ognia. Mogę więc sobie wmawiać, że wszystko się zgadza i dlatego tak mnie do niego ciągnie. Tyle że sam znak zodiaku niczego tu nie dowodzi. Ciepło, ruch płomieni i moje skojarzenia z odpoczynkiem są chyba wystarczającym wyjaśnieniem. Ale brzmi przyjemnie: Lew przy swoim żywiole ;)
Na razie siedzę nad Sołą i patrzę. Z czym dokładnie się synchronizuję, nie wiem. Wiem za to, że jest mi dobrze i jeszcze nie chce mi się wstawać.
Zobacz też
- Popołudnie nad rzeką. Kolejne ognisko nad Sołą, tym razem tam, gdzie jeszcze niedawno biegła polna droga.
- Pierwsza imprezka w terenie w tym sezonie. Ogień w trochę bardziej towarzyskim wydaniu.
- Tymczasem nad Sołą. Krótka chwila na brzegu, kiedy rzeka wreszcie na to pozwoliła.





Komentarze
Prześlij komentarz