Synchronizacja przy ognisku

Lubię patrzeć w ogień... nawet w dzień. Nie potrzebuję do tego ciemności ani wielkiego stosu drewna. Małe ognisko nad Sołą też wystarczy. Siadam, patrzę i powoli się wyciszam. Jak widać, kamień w roli fotela również się sprawdza. Przynajmniej przez jakiś czas ;)

Co jest w tych płomieniach, że można się w nie gapić i nie mieć dosyć? Ciągle coś się zmienia. Język ognia się wydłuża, znika, zaraz pojawia się następny. Drewno trzaśnie, kawałek gałęzi opadnie. Niewiele się dzieje, a jednak jest na co patrzeć. I nie trzeba niczego zapamiętywać ani rozumieć. Można przegapić kawałek. Fabuła nadal będzie zrozumiała.


Mężczyzna siedzi bokiem na kamieniu i patrzy na małe ognisko na kamienistym brzegu Soły. Za nim stoją dwa rowery, obok rosną drzewa.
Synchronizacja w toku. Jeszcze trochę posiedzę.

Jest w psychologii coś takiego jak teoria regeneracji uwagi. Chodzi między innymi o to, że przyroda potrafi przyciągać wzrok bez ciągłego zmuszania się do skupienia. Patrzenie na chmury czy poruszające się liście może dawać odpocząć uwadze zmęczonej innymi zajęciami. Być może przy ognisku działa u mnie podobny mechanizm. Płomienie mnie zajmują, ale nie czuję się tym zajęciem zmęczony.

Do tego dochodzi ciepło, trzaskanie drewna, obok płynie Soła. Jest czego słuchać, jest na co patrzeć. To moje „niemyślenie” chyba nie oznacza całkowitej pustki w głowie. Bardziej chwilę, kiedy nie muszę każdej myśli ciągnąć dalej. Dymu w oczach do pełni szczęścia już nie potrzebuję.

Zresztą ogień od dawna miał znaczenie większe niż samo grzanie. W naszych sobótkowych zwyczajach rozpalano ogniska, śpiewano i tańczono wokół nich, a później skakano przez płomienie. Wierzono w oczyszczającą moc ognia i jego zdolność odpędzania złych sił. W ogniskach palono też zioła, którym przypisywano szczególne właściwości. Taka noc miała zabezpieczać ludzi i ich gospodarstwa przed tym, czego się obawiali.

W Iranie jest z kolei Chaharshanbe Suri, obchodzone w wieczór przed ostatnią środą perskiego roku. Tam również przeskakuje się przez ogień, wypowiadając słowa, których sens można oddać jako: oddaję ci swoją bladość, a biorę twoją czerwień. Bladość oznacza chorobę i osłabienie, czerwień zdrowie i siłę. Symbolicznie zostawia się więc w ogniu to, co człowieka męczy, żeby wejść w nowy rok w lepszej kondycji.

To jednak wierzenia, nie potwierdzone sposoby leczenia. Czuć się lepiej przy ognisku to jedno, a pozbyć się dzięki niemu choroby to już zupełnie inna sprawa. Do wyciszenia skoki przez płomienie też nie są mi potrzebne. Kamień mam dobry.


Mężczyzna w okularach i bordowych spodniach siedzi na dużym kamieniu przy ognisku nad Sołą i patrzy w obiektyw. W tle stoją dwa rowery.
Ogień jest. Miejsce siedzące też. Można się synchronizować ;)

No i jestem Lwem, czyli według astrologii należę do żywiołu ognia. Mogę więc sobie wmawiać, że wszystko się zgadza i dlatego tak mnie do niego ciągnie. Tyle że sam znak zodiaku niczego tu nie dowodzi. Ciepło, ruch płomieni i moje skojarzenia z odpoczynkiem są chyba wystarczającym wyjaśnieniem. Ale brzmi przyjemnie: Lew przy swoim żywiole ;)

Na razie siedzę nad Sołą i patrzę. Z czym dokładnie się synchronizuję, nie wiem. Wiem za to, że jest mi dobrze i jeszcze nie chce mi się wstawać.

Zobacz też

Komentarze

Popularne posty