Nowe plakaty
No i ta kolorystyka. Ciepłe czerwienie, jasne postacie, trochę czerni... do moich ścian pasują idealnie. Czarne ramki i szerokie białe passe-partout ładnie oddzielają plakaty od pomarańczowego tła. Bo kolorów jest tu już wystarczająco dużo, niech chociaż będzie wiadomo, gdzie kończy się plakat, a zaczyna pokój ;)
Ten styl najprościej nazwałbym francuskim plakatem filmowym retro. Rysunkowa grafika z połowy XX wieku, trochę karykaturalna, z uproszczonymi kształtami i dużymi plamami koloru. Długie nogi, małe głowy, postacie powyginane, ale bardzo charakterystyczne. Do tego litery, które też nie muszą stać równo na baczność. Ostatnio właśnie takie rzeczy do mnie przemawiają.
Po lewej „Jour de fête”, czyli „Dzień świąteczny” z 1949 roku. Tati gra tu wiejskiego listonosza François, który podczas festynu ogląda film o błyskawicznej pracy amerykańskiej poczty. No i postanawia, że on też tak może. Ma rower, ma zapał, czego więcej trzeba? Jak się okazuje, samo zwiększenie prędkości nie załatwia wszystkiego. Za to bardzo skutecznie zwiększa zamieszanie.
Po prawej „Mon oncle”, czyli „Mój wujaszek” z 1958 roku. Tutaj Tati jest panem Hulot, który odwiedza rodzinę mieszkającą w przesadnie nowoczesnej willi. Dom pełen urządzeń, wszystko zaprojektowane, uporządkowane i strasznie zadowolone z siebie. Tylko człowiek trochę przeszkadza w tej doskonałości. Hulot nie bardzo do tego świata pasuje, za to jego mały siostrzeniec woli towarzystwo wujka od życia wśród tych wszystkich cudów techniki. I trudno mu się dziwić. Przy wujku przynajmniej coś się dzieje ;)
W tych filmach dużo wynika z samego patrzenia. Gest, sposób chodzenia, drobna pomyłka albo dźwięk w odpowiednim momencie. To właśnie lubię. To humor bliski pantomimie i dawnej komedii niemej, chociaż filmy są dźwiękowe. Nie trzeba każdej zabawnej rzeczy od razu obgadać. Ktoś próbuje zrobić coś całkiem zwyczajnego, a po chwili sytuacja zaczyna się rozłazić. I człowiek siedzi, patrzy, jak to się dalej posypie.
A same plakaty? Widać podobieństwo jednego do drugiego? Dla mnie wyglądają jak para. Podobne tło, podobne proporcje, ta sama lekkość rysunku. Można by pomyśleć, że wyszły spod jednej ręki. Tymczasem projekt „Dnia świątecznego” jest autorstwa René Pérona, a „Mojego wujaszka” Pierre’a Étaixa, który pracował również przy samym filmie. Jeden Tati, ale dwóch rysowników.
U mnie i tak tworzą komplet. Najważniejsze, że podobają mi się oba i nie trzeba pod nie przemalowywać pokoju ;)
Zobacz też
- Filmy i seriale na długie jesienne wieczory. Więcej filmowych klimatów, tym razem do oglądania.
- Pierdolnik. Mój pokój od nieco mniej dekoracyjnej strony.




Komentarze
Prześlij komentarz