Upalne popołudnie najlepiej spędza się nad wodą, a jeszcze lepiej nad wodą w Beskidach. Pół godziny drogi wystarczy, żeby gorący asfalt zamienić na kamień przy potoku i zanurzyć nogi w wodzie. Dziś właśnie taki był plan. Niezbyt ambitny, ale przy tej temperaturze jakoś nie miałem potrzeby go poprawiać ;)
 |
| Przystanek nad Jeziorem Czanieckim |
Wyruszyliśmy z Kęt we trójkę: ja, Andrzej i Bożenka. Przez Czaniec do Porąbki, a potem do Wielkiej Puszczy. Sama jazda zajęła nam około pół godziny, bez postoju nad Jeziorem Czanieckim. To taki kierunek na szybki wypad, kiedy chce się trochę ruszyć z domu, ale zostawić sobie więcej czasu na siedzenie niż na pedałowanie.
Nad jeziorem zatrzymaliśmy się około 14:00. Krótka przerwa, parę zdjęć. Przed nami woda, za nią zielone wzgórza, w oddali zapora. Andrzej przysiadł na barierce, ja oczywiście z aparatem. Jezioro Czanieckie, a my już w Porąbce. Ta nazwa zawsze trochę mnie zastanawia :)
 |
| Andrzej nad Jeziorem Czanieckim. |
Dalej ruszyliśmy do Wielkiej Puszczy. Potok towarzyszy drodze, więc nie trzeba daleko od niej odchodzić, żeby znaleźć się nad wodą. Nasz przystanek był na kamienistym brzegu, wśród lasu. Rowery sprowadziliśmy ze sobą, stanęły między kamieniami.
 |
Scott i coś ;p
|
Buty poszły na bok, nogi do potoku. I od razu przyjemniej. Woda płytka, dno pełne kamieni, do siedzenia też kamienie. Wybór spory, z wygodą już różnie. Ale kiedy stopy są w chłodnej wodzie, człowiek robi się mniej wymagający co do fotela.
 |
| Chłodzę się :) |
Potok przydał się również jako chłodziarka. Butelki wylądowały w wodzie między kamieniami, tuż pod ręką. Chłodzimy się my, chłodzą się napoje. Wszystko na swoim miejscu.
 |
Naturalna chłodziarka. Coś do nawodnienia i…
|
Ten wyjazd był też okazją do spotkania z Bożenką. Nie mieszka w Kętach, więc widujemy się wtedy, kiedy do nas zagląda. Bardzo lubię nasze wspólne wypady. Dobrze się bawimy w swoim towarzystwie i nie trzeba do tego szczególnego programu. Dziś wystarczyły rowery i kawałek potoku. Trochę posiedzieć, pogadać, pomoczyć nogi. Na takie popołudnie miałem ochotę.
 |
W upał najprzyjemniej przy wodzie. W oddali Andrzej i Bożenka.
|
 |
| Co dwie pary to nie jedna |
Gdyby ktoś chciał powtórzyć nasz wypad, kolejność jest prosta: Kęty, Czaniec, postój nad Jeziorem Czanieckim, Porąbka i Wielka Puszcza. Te pół godziny to nasz czas jazdy, nie obietnica dla każdego. A przy samym potoku rower lepiej już poprowadzić, bo kamieni jest tu zdecydowanie więcej niż miejsca między nimi.
Około 17:00 trzeba było wracać. Powroty zawsze są ciężkie, zwłaszcza gdy czas nagli, a tu jeszcze rower do wyprowadzenia po kamieniach. Bożenka prowadziła swój, Andrzej był już kawałek dalej. Jeszcze końcowe selfie w kapeluszu i można się zbierać.
Nogi najchętniej zostawiłbym w potoku. Niestety potrzebne do pedałowania.
 |
| Powroty zawsze są ciężkie, zwłaszcza gdy czas nagli. |
 |
| Końcowe selfie. |
Komentarze
Prześlij komentarz