Żółta rzeka

Soła... prawie jak Rzeka Żółta.

Prawie, bo tamta płynie w Chinach, a ta przez Kęty, ale wizualnie na ten moment różnica trochę się zatarła. Po ostatnich deszczach Soła nadal niesie tyle mułu, że bardziej przypomina wielką, brunatną zupę niż rzekę do popołudniowego chillu.


Deszcze już ustały, ale woda nie oczyszcza się od razu. To nie jest tak, że przestaje padać i znowu mamy przejrzystą Sołę z kamyczkami na dnie. Rzeka musi przepchnąć przez siebie cały ten syf: glinę, piach, gałęzie, trawy i wszystko, co zabrała po drodze z wyższych partii.

Idę nad brzeg z nadzieją, że będzie już trochę normalniej, a tu dalej żółtobrunatny żywioł. Gęsty, ciężki i niezbyt zachęcający do siadania blisko wody. Niby spokojniejszy niż kilka dni temu, ale nadal taki, któremu się za bardzo nie ufa.

Pozostaje patrzeć, jak to wszystko powoli spływa w dół. Trzeba dać jej czas. Innego wyjścia i tak nie ma.

Na razie Soła jest żółta.

I chyba trochę obrażona.

Zobacz też

Komentarze

Popularne posty