Gdy woda opadła

Soła.

Dziś w końcu udało nam się zejść na brzeg. Wcześniej nie było o tym mowy, bo woda stała wysoko i wyglądała tak, jakby nie życzyła sobie żadnych odwiedzin. Ani zdjęć, ani spacerów, ani mojego patrzenia z miną znawcy rzek. Słusznie zresztą.


Po tych ulewach z połowy maja wszystko było inne. W komunikatach pisali o alarmie przeciwpowodziowym, interwencjach straży, przekroczonych stanach wody i zabezpieczaniu wałów. Brzmiało poważnie, ale dopiero nad rzeką widać, co to znaczy w praktyce.

Krajobraz w porównaniu z tym sprzed dwóch tygodni był nie do poznania.

Brzeg Soły po majowych ulewach w 2014 roku, wezbrana rzeka, kamienie, zieleń i chmury nad okolicą Kęt.
Soła po opadnięciu. Spokojniejsza, ale już nie ta sama.

Zarośnięty brzeg Soły po ulewach, krzewy, kamienie, błoto i pochmurne niebo nad rzeką.
Po wielkiej wodzie zostaje cisza, błoto i dużo pytań do brzegu.

Rower stojący na kamienistym brzegu Soły po opadnięciu wody, wokół żwir, krzewy i drzewa.
Rower dla skali. I żeby było wiadomo, że jednak przyjechaliśmy.

Około 20 metrów brzegu zabrała woda. Tak po prostu. Miejsce, które jeszcze niedawno było naszym kawałkiem kamieni, piasku i krzaków, nagle przestało istnieć w tej samej formie. Zostały wyrwy, naniesione gałęzie, muł, połamane drzewa i ten dziwny porządek po żywiole.

Jak na księżycu.


Podmyty kamienisty brzeg Soły po wysokiej wodzie, naniesione gałęzie, drzewa i ciemne chmury.
Tu był brzeg. Teraz jest wersja po korekcie rzeki.

Chmury jeszcze wisiały ciężko nad wodą, Soła nadal płynęła szeroko i brudno, ale już bez tamtego naporu. Można było podejść bliżej, stanąć na kamieniach, zobaczyć, gdzie woda weszła, co podcięła, co przesunęła, a co zabrała i nie odda. Niby znam tę rzekę, a jednak po takich dniach patrzę na nią ostrożniej.

Kamienista ścieżka prowadząca do wezbranej Soły, krzewy po bokach, góry w tle i ciężkie majowe chmury.
Droga do wody. Trochę mniej pewna niż zwykle.

Bo to nie jest tylko ładne miejsce na zdjęcia, ognisko i siedzenie po pracy.

To też siła, która w kilka dni potrafi zmienić mapę naszej małej miejscówki. Bez ostrzeżenia w stylu: „przepraszam, tu będzie remont”.

Ale tak na marginesie, w końcu mogliśmy sobie zrobić małe ognisko nad Sołą.

Wiadomo. Najpierw oględziny po wielkiej wodzie, chwila zadumy, trochę szacunku do żywiołu.

A potem kiełbaska.

Bo życie musi się jakoś toczyć dalej.

Najlepiej przy ogniu.





romienie słońca przebijające się przez chmury nad szeroką rzeką Sołą po intensywnych opadach.
Światło piękne. Rzeka nadal podejrzana.

Rzeka Soła po wezbraniu, szeroka brunatna woda, kamienisty brzeg i drzewa w majowym świetle.
Woda opada, ale charakter jeszcze zostaje.

Zobacz też

Komentarze

Popularne posty