Spotkanie przy YouTube

YouTube... oczywiście.

Spotkanie miało być spotkaniem, czyli w teorii rozmowa, herbata, drinki, może jakieś normalne wymienienie zdań. Taki ambitny plan społeczny na sobotę.

W praktyce skończyło się jak zwykle.


Najpierw Andrzej coś chciał tylko pokazać. Jeden filmik. Krótki. Tylko na chwilę. Potem drugi, bo się skojarzył. Potem trzeci, bo jak już jesteśmy przy tym temacie, to tego nie można pominąć. I nagle rozmowa przestaje być rozmową, a zaczyna się wspólne siedzenie przed monitorem z miną ludzi, którzy podobno przyszli do mnie, ale jednak bardziej do internetu.

Tak działa YouTube.

Nie pyta, czy można. Po prostu wchodzi między ludzi i rozkłada się na biurku. Najpierw udaje dodatek do spotkania, a po pięciu minutach prowadzi całość. My tylko stoimy obok, klikamy dalej i mówimy: „jeszcze to zobacz”.

No i co zrobić.

Można było rozmawiać.

Można było.

Zobacz też

Komentarze

Popularne posty