Z nową fryzurą na podbój Aldi

Poszedłem do fryzjera. Trzeba w końcu wyglądać jak człowiek, a nie jak zapuszczony krzak. W salonie wszystko grało. Szybka akcja, włosy z głowy, portfel lżejszy. Nawet w ichnim lustrze wyglądało to znośnie.

Selfie mężczyzny z nową, krótką fryzurą, zrobione z bliska w domowym oświetleniu.
Głowa lżejsza o kilogram.


Potem po drodze wstąpiłem do Aldi.

 I tu zaczyna się prawdziwa przygoda z cyklu „logika marketów”.

Zawsze zastanawiało mnie, kto zarządza tym asortymentem na półkach i w koszach. Bo że to nie jest przypadek, to wiem na pewno. Musi być w tym jakiś głębszy zamysł psychologiczny. Idę między alejkami i patrzę do jednego z tych wielkich, metalowych koszy. A tam kombo ostateczne. W jednym miejscu, ramię w ramię, leżą: buty męskie, karma dla psów, jakieś mini bidoniki i rączki do kierownicy na rower. Tyle dobrodziejstwa w jednym pojemniku. Totalny miszmasz.

Sklepowy kosz wyprzedażowy wypełniony mieszanką towarów: butami męskimi, karmą dla zwierząt, bidonami i smyczami dla psów.
Pakiet przetrwania w promocji.

Wchodzisz po chleb, a wychodzisz w nowych butach, z nakarmionym psem na smyczy i z bidonem w garści. Ktoś, kto to projektuje, musi mieć niezłą fantazję. Albo po prostu o siedemnastej puszczają mu nerwy i każe wrzucać towar z palety jak leci.

W sumie praktyczne.

Zobacz też:

Komentarze

Popularne posty