Po pracy, nad Sołą
Człowiek wychodzi z pracy, mruga dwa razy, bo słońce jeszcze mocno daje po oczach, i zamiast wracać prosto na etat kanapowy, skręca w stronę rzeki. Dzisiejszy zachód nad Sołą to był dokładnie ten moment, kiedy wszystko inne przestaje mieć znaczenie.
Szum rzeki. Żadnych powiadomień i wielkich planów na wieczór. Zwykła rzecz, a jednak jakoś łatwiej się po tym oddycha. Siedzisz, patrzysz jak woda płynie, słońce powoli chowa się za horyzontem i nawet komary jeszcze nie zorientowały się, że przyszedł darmowy bufet.
Bo w sumie, co może być lepszego od pleneru po pracy? Żeby tylko każdy czwartek tak wyglądał.
Zobacz też:
- Foto: Na rower czas - bo czasem wystarczy skręcić w dobrą stronę i już dzień mniej przypomina obowiązek.
- Foto: Tymczasem nad Sołą - Soła w codziennym wydaniu.
- Foto: Bez fryzury - ten sam maj, ta sama okolica.




Cudo!!!
OdpowiedzUsuń