Po pracy, nad Sołą

Człowiek wychodzi z pracy, mruga dwa razy, bo słońce jeszcze mocno daje po oczach, i zamiast wracać prosto na etat kanapowy, skręca w stronę rzeki. Dzisiejszy zachód nad Sołą to był dokładnie ten moment, kiedy wszystko inne przestaje mieć znaczenie.

Szum rzeki. Żadnych powiadomień i wielkich planów na wieczór. Zwykła rzecz, a jednak jakoś łatwiej się po tym oddycha. Siedzisz, patrzysz jak woda płynie, słońce powoli chowa się za horyzontem i nawet komary jeszcze nie zorientowały się, że przyszedł darmowy bufet.

Bo w sumie, co może być lepszego od pleneru po pracy? Żeby tylko każdy czwartek tak wyglądał.

Zobacz też:

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty