Tra la la... parasole dwa, czyli jak nie zmoknąć nad Sołą

Wybraliśmy się, a jakże inaczej, nad Sołę. Padało. Nie było to jednak żadną przeszkodą, żeby spędzić czas poza domem. Wystarczy odrobina inżynieryjnego zacięcia.

Zamiast trzymać parasole w rękach jak zwykli śmiertelnicy, postanowiliśmy zintegrować je z lokalną florą. Dwa parasole wbite na siłę w gałęzie robią za idealny dach. Architektura przetrwania, poziom ekspert. Ręce wolne, na głowę nie leje, a i widok na rzekę jest. Pełen profesjonalizm.


Dwa rozłożone parasole, jeden brązowo-oliwkowy, drugi niebieski, zaklinowane w gałęziach drzewa liściastego, tworzące prowizoryczne zadaszenie.
Architektura przetrwania w praktyce. Żaden deszcz nam nie straszny.

Swoją drogą, co jeszcze można zrobić, gdy urwanie chmury łapie człowieka w plenerze, a do cywilizacji daleko?

Opcja numer dwa: stary betonowy przepust albo most. Klasyka. Siedzisz w półmroku, pachnie mokrą ziemią, a pod tobą przepływa mętna woda. Romantyzm pełną gębą. Żeby tylko nic stamtąd nagle nie wypełzło.

Opcja numer trzy: czarny worek na śmieci 120 litrów, zawsze warto mieć w plecaku. Wycinasz trzy dziury i masz pelerynę godną Batmana po przejściach. Nikt nie zwraca na ciebie uwagi, a ty na nikogo, bo i tak wolałbyś, żeby nikt cię w tym nie zobaczył.

Ewentualnie można po prostu zmoknąć. Woda podobno nie gryzie. Raczej.

Zobacz też

Komentarze

Popularne posty