Majówka, parasole i błoto, czyli nasza droga na Trzonkę

3 maja okazał się dniem deszczowym.

Nie takim „ojej, pokropiło przez pięć minut”, tylko takim, który od rana daje do zrozumienia, że majówka została anulowana przez chmurę z uprawnieniami administracyjnymi. Szaro, mokro, niezachęcająco. Pogoda idealna do tego, żeby zostać w domu, zrobić herbatę i udawać, że aktywność fizyczna to temat dla innych ludzi.

No więc poszliśmy w góry.

W imię normalności ;)

W spacerze udział wzięli: Robert, Dawid, Andrzej, ja i Bożenka. Kierunek: Wielka Puszcza i Trzonka. Czyli nie wyprawa na koniec świata, ale jednak wystarczająco daleko od Soły, żeby Soła mogła się poczuć zdradzona.


Piątka uśmiechniętych osób w kurtkach robi sobie selfie. Stoją ciasno obok siebie, chowając się przed deszczem pod prowizoryczną wiatą zbudowaną z drewnianych listewek i grubej, przezroczystej folii.
Cała ekipa w komplecie

Deszczowy spacer ma w sobie coś dziwnego. Wiadomo, że będzie mokro. Wiadomo, że buty oberwą, spodnie złapią wilgoć, kaptur zacznie żyć własnym życiem, a okulary, jeśli ktoś ma okulary, zamienią się w małe akwarium do patrzenia. A mimo to idziesz.

Bo jak już wyjdziesz, to okazuje się, że nie jest tak źle.

Jest gorzej, ale inaczej bo w fajnym towarzystwie. 

Las w deszczu pachnie mocniej. Wszystko jest przygaszone, mokre, trochę cięższe. Drzewa ociekają, ziemia mlaska pod butami, a ja w sumie jestem zadowolony, że w majówkę nie muszę mieć grilla, słońca i tłumu ludzi z plastikowymi tackami, żeby się liczyła.

Mogę mieć błoto.

Też jakiś wariant.

Szliśmy przez Wielką Puszczę w tym majowym deszczu, a potem dalej na Trzonkę. Z lekką głupawką. Po prostu spacer

A że pada?

Wtedy wychodzą ci, którzy albo bardzo lubią chodzić, albo mają coś nierówno pod kopułą.

U nas pewnie jedno i drugie.

Najlepsze w takich wyjściach jest to, że w trakcie człowiek może trochę narzekać. Nawet powinien. Narzekanie jest częścią tradycji. „Ale mokro”, „ale zimno”, „po co my tu idziemy”, „mogłem zostać w domu”, „uważaj, ślisko”. I tak dalej. Cała litania górsko-majówkowa.

A potem wracamy i myślimy: dobrze, że poszliśmy.

Bo jednak coś z tego zostaje. Trochę zmęczenia, deszczu w ubraniach, trochę zdjęć i filmu, trochę śmiechu po drodze. 

Byliśmy.

Odnotowano.

Film z tego dnia jest poniżej. Taki mały dowód, że 3 maja nie przesiedzieliśmy pod kocem. Chociaż koc miał bardzo mocną kampanię wyborczą.



Nie zawsze musi być ładnie, żeby było dobrze.

Czasami wystarczy las, deszcz, kilka osób i upór, który trudno odróżnić od rozsądku.

Może nawet nie trzeba odróżniać.

Zobacz też:

Foto: krótka wędrówka na Złotą Górkę - kolejny dowód, że czasem wystarczy krótka trasa, żeby głowa trochę odpuściła.

Foto: Trzonka i Złota Górka - bo Trzonka wraca jak znajome miejsce, które nie musi się specjalnie przedstawiać.

Gdy deszcz, to pod drzewo - deszczowe wyjścia mają swoją osobną logikę. Czasem mokrą.

Komentarze

Popularne posty