Szykuje się remont

Oj tak. Remont szykuje się i zbliża małymi kroczkami.

Na razie jestem na tym najprzyjemniejszym etapie, czyli oglądanie kolorów, przykładanie wzorników, wyobrażanie sobie, że to już jest zrobione i że nagle pokój wygląda jak miejsce, w którym naprawdę chce się siedzieć.

Katalog z aranżacjami wnętrz i próbkami kolorów farb trzymany w dłoni, w tle ciepło oświetlony pokój.
Wybór kolorów, czyli ten piękny etap remontu, kiedy wszystko jest jeszcze czyste i tylko w głowie.

Jak do tej pory wybrałem kolory farb.

I już sama ta myśl poprawia mi nastrój. Dziwne, ale tak jest. Niby jeszcze nic się nie wydarzyło. Ściany nadal są takie, jakie były. Meble stoją na swoich miejscach. Katalog leży w ręce, farba jeszcze w sklepie, wałek też pewnie gdzieś na półce i czeka na swój czas. A ja już mam w głowie małą zmianę.

Lubię takie momenty.

Zresztą samo malowanie też w sumie lubię. Jest w tym coś odprężającego. Człowiek bierze wałek, jedzie po ścianie i nagle widać efekt. Od razu. Bez filozofii. Było jedno, robi się drugie. Ściana po ścianie, pas po pasie. I potem ten moment, kiedy można stanąć kawałek dalej, popatrzeć i pomyśleć: no, jest dobrze.

Oczywiście zanim będzie dobrze, będzie przesuwanie, wynoszenie, zaklejanie, szukanie miejsca na rzeczy, które nagle nie mają żadnego miejsca. Klasyka. Ale jakoś mnie to nie zniechęca.

Jednej rzeczy tylko nie rozumiem.

Jak można nie malować za meblami?

Nie, naprawdę. Dla mnie to jest jakieś nie na miejscu. Ja odsuwam wszystko. Meble, szafy, co się da. Maluję za wszystkim, bo inaczej przecież człowiek sam sobie zostawia minę z opóźnionym zapłonem. Przyjdzie kiedyś taki dzień, że trzeba będzie coś przesunąć, przestawić, zmienić układ pokoju i masz babo placek - za szafą ściana z innej epoki.

Nie mówiąc już o samej świadomości.

Bo ja bym chyba nie zasnął, wiedząc, że tam za szafą mam niepomalowane. Niby tego nie widać, ale ja wiem. A skoro wiem, to koniec. Ściana może sobie stać ukryta, szafa może udawać, że wszystko jest w porządku, ale gdzieś z tyłu głowy i tak byłoby: tam jest niepomalowane, pająki, brud, kurz i w ogóle.

Także nie. Jak malować, to malować.

Zmiany są mile widziane. Zwłaszcza takie, które zaczynają się od wyboru farby, a kończą tym, że człowiek wchodzi do pokoju i przez chwilę ma ochotę powiedzieć: o, tu teraz mieszkam.

No to szykuje się remont.

Zobacz też:

Blog to taka dziwna rzecz - pasuje do tych małych, codziennych rozkmin, które niby są o niczym, ale jednak coś mówią.

Pierdolnik w starym pokoju - bo remont zawsze zaczyna się od spojrzenia na pokój i uczciwego: dobra, trzeba coś ruszyć.

Feng-shui symbol energetyzujący - trochę żartem, trochę nie, bo zmiana w pokoju potrafi udawać zmianę w głowie.

Komentarze

Popularne posty