Duże mrówki, małe mrowisko, bar i 15 km na nogach

Parę dni temu poszliśmy na spacer do Wielkiej Puszczy, konkretnie na Złotą Górkę. Byłem ja, Andrzej i Bożena.

Wielka Puszcza tego dnia wyglądała spokojnie: trochę łąki, trochę lasu, powietrze takie, że od razu człowiekowi chce się iść dalej. I w sumie szło się fajnie. Tylko że co jakieś 50–100 metrów mieliśmy kolejne spotkanie z lokalną cywilizacją.

Mrówki.

Serio, miałem wrażenie, że cała ta góra to jedno wielkie mrowisko. Kopce były spore, takie konkretne „halo, tu ktoś mieszka”. A mrówki… duże. Nie jakieś mikrusy do ignorowania, tylko takie, co wyglądają jakby miały własne cele życiowe i plan pięcioletni. Zresztą patrząc, jak się uwijają, to podejrzewam, że mają też lepszą logistykę niż my.

Na samej Złotej Górce jest za to widok piękny widok. Ta panorama na zdjęciu to okolice Andrychowa — patrzysz przez drzewa i nagle masz pod sobą taką miniaturę

Panorama na dolinę i zabudowania w oddali, widziana przez drzewa na skraju lasu.
Widok ze Złotej Górki na okolice Andrychowa
Mężczyzna w okularach stoi na słupku z rozłożonymi rękami, w tle las i polana.
Ja w wersji „lecę, ale tylko na chwilę”.
„gdzie my w ogóle jesteśmy?”.

Na koniec wpadliśmy do lokalnego baru w Wielkiej Puszczy. Trafiliśmy na coś w rodzaju mini-festynu / zabawy tanecznej, tylko w wersji kameralnej — sezonowe granie, kilka osób, klimat bardziej „kto chciał, ten przyszedł”, niż wielka impreza. Siedzieliśmy chwilę, popatrzyliśmy, posłuchaliśmy i było nawet sympatycznie.

I wtedy zaczęła się najlepsza część wycieczki.

Bo nam ostatni autobus uciekł. A tam, jak na złość, nie ma zasięgu. Czyli nie sprawdzisz nic, nie zadzwonisz, nie zrobisz magicznego „zaraz coś wymyślę”. Możesz co najwyżej popatrzeć na ekran i poczuć, jak rośnie w tobie cicha frustracja.

No to wymyśliliśmy.

Wracaliśmy na nogach z Wielkiej Puszczy do Kęt. Jakieś 15 km. Niby liczba, niby „spacer”, ale w praktyce po całym dniu to jest już ten rodzaj chodzenia, gdzie rozmawiasz coraz mniej, bo organizm przechodzi w tryb oszczędzania baterii. Zostają tylko kroki, ciemność, flash w aparacie i takie myśli w tle: jakim cudem mrówki mają lepszy system transportu niż my? :/

Nocne zdjęcie z lampą błyskową: kobieta i mężczyzna w bluzie z kapturem stoją na drodze, tło całkiem ciemne.
„to co, idziemy?”

Nocne selfie z lampą: mężczyzna w okularach i bluzie w paski z plecakiem, w tle druga osoba w kapturze.
Już wiem, że wracamy pieszo.

Dorzucam tu jeszcze filmik z tej wycieczki.


Zobacz też:

Komentarze

Popularne posty