Leniwa środa nad Sołą (i rybki od fish peelingu)

Dziś po pracy z Andrzejem uciekliśmy nad Sołę. Taki dzień, że szkoda go było przepalić przed monitorem: ciepło, niebo czyste jak ekran po formacie i zero wymówek.

Mężczyzna siedzi na kamieniach przy płytkim brzegu rzeki, obok stoi rower, woda odbija jego sylwetkę, słoneczne niebo bez chmur.
Kamienie pod tyłkiem, stopy w wodzie — i nagle zaczyna się „rybie SPA”.

Rower w "kąt", buty w bok, plecak na kamienie. Brzeg jak zawsze — milion rozgrzanych otoczaków, ciepła ale chłodniejsza niż lipcowe powietrze woda i spokój, który zaczyna się dopiero wtedy, kiedy człowiek siądzie i przestanie się spieszyć.

Najlepsze było to, że woda przy brzegu była płytka i przyjemnie nagrzana… a ja chłodziłem stopy i nagle: pyk, pyk, pyk. Małe rybki zaczęły mnie szczypać w palce. Dziwne uczucie. Trochę jak łaskotki.

W Sole o tej porze jest masa narybku, więc one siedzą przy brzegu w cieplejszej wodzie i kręcą się non stop. I tu mnie dopadła rozkmina: czego one właściwie szukają?

Pierwsza myśl — że to coś na zasadzie fish spa. Tam używa się rybek (Garra rufa), które skubią martwy naskórek z nóg.
Tylko że w naturze te ryby normalnie jedzą raczej drobnicę, glony, plankton i detrytus, a skóra to bardziej „opcja awaryjna”, kiedy nie ma nic lepszego.

Więc podejrzewam, że moje stopy były po prostu… interesujące. Ciepłe. Ruchome. I pewnie z jakimś mikroskopijnym „coś” do skubnięcia. Albo po prostu rybie ADHD.

Do wpisu dorzucę też krótki filmik, bo oczywiście próbowałem je uchwycić. I oczywiście wyszło jak zwykle: kiedy nie nagrywam — przychodzą całymi oddziałami, kiedy nagrywam — nagle wszystkie mają pilne sprawy gdzieś w nurcie.

No i jak to przy każdym solnym posiedzeniu: piwko i chipsy musiały się pojawić. (Nie oceniam siebie. Ja tylko relacjonuję.) Siedzieliśmy tak do zachodu słońca, patrząc jak niebo robi się różowo-szare, a rzeka łapie ten spokojny połysk, jakby na chwilę zwalniała razem z nami.

Rzeka o zachodzie słońca, ciemne sylwetki drzew po obu stronach, jasne niebo z delikatnymi chmurami i smugą kondensacyjną.
Soła o zachodzie szumi głośniej, jakby ktoś ściszył cały świat.

Warto było się zresetować po pracy. Jutro może być gorzej, więc baterie naładowane :D
I serio — czasem tyle wystarczy: kawałek rzeki, chłodna woda i rybki, które robią ci nieproszone „SPA”.



Zobacz też:

Komentarze

Popularne posty