Soła sama wybiera sobie brzeg

 Na pierwszy rzut oka: Soła, kamienie i dwa ścięte pnie. Nic niezwykłego. Dopiero po chwili człowiek zauważa, że drzewa nie wyrastają przecież w środku rzeki.

Te pnie musiały kiedyś stać na brzegu, na wyspie albo na skraju jakiejś niewielkiej polanki. W miejscu na tyle suchym, żeby mogły tam rosnąć drzewa. Dziś dookoła jest woda, a ziemię zastąpiło kamienisko.

Drzewa zostały ścięte. Może zaczęły się przechylać po podmyciu, może groziły przewróceniem do nurtu, a może powód był zupełnie inny. Tego nie wiem. Dobrze widać za to coś ciekawszego: Soła przesunęła granicę między wodą a lądem.

Dwa ścięte pnie stojące w wodzie przy kamienistym brzegu Soły, obok łachy z jasnych otoczaków
Dwa pnie po dawnym brzegu. Soła ustawiła go już gdzie indziej.

Znam ją głównie z tych spokojniejszych dni. Latem bywa płytka, przejrzysta i rozlana między kamieniami. Można wejść do wody, znaleźć wygodną plażyczkę, usiąść, rozpalić ognisko. Po kilku wizytach już wiem, którędy najlepiej zejść, gdzie nurt jest słabszy, a gdzie mogę położyć koc. Zaczynam traktować to miejsce jak coś stałego.

I tu zaczyna się problem. Stały brzeg nad Sołą istnieje głównie w naszej głowie.

Na mapie rzeka jest niebieską linią. W terenie nie mieści się w jednej linii. Ma główny nurt, boczne odnogi, kamienne łachy, wyspy, zarośla i miejsca, które przy niskiej wodzie wyglądają jak zwyczajny ląd. My nazywamy je plażą albo polanką. Rzeka najwyraźniej traktuje je jako zapasowe koryto.

Soła ma niecałe dziewięćdziesiąt kilometrów, ale zbiera wodę z obszaru prawie 1400 kilometrów kwadratowych. Około dziewięćdziesięciu procent tej zlewni leży w Beskidach, dlatego ma charakter rzeki górskiej. W praktyce oznacza to: kiedy w górach porządnie popada, woda z ogromnego obszaru schodzi do jednego koryta.

Największe wezbrania Soły są zwykle krótkie, za to poziom wody potrafi na początku rosnąć bardzo gwałtownie. Długo jest spokojnie, a potem nagle nie jest. Kilka godzin wysokiej wody może zmienić więcej niż wiele miesięcy zwyczajnego przepływu.

Wtedy Soła nie niesie tylko wody. Zabiera ziemię, gałęzie, całe pnie, żwir i kamienie. Podmywa jeden brzeg, odrywa od niego kawałki gruntu, a w innym miejscu zwalnia i odkłada to, co zdołała przenieść. Jednocześnie niszczy i buduje. Taki remont bez projektu, pozwolenia i choćby przybliżonego terminu zakończenia.

Te wszystkie zaokrąglone kamienie też nie znalazły się tutaj dla ozdoby. Nurt przesuwa je po dnie, przetacza, obija jedne o drugie i powoli wygładza. Kiedy woda traci siłę, zostawia swój bagaż tam, gdzie akurat może. Powstaje nowa łacha albo wyspa. Przyjdzie następne wezbranie i część kamieni ruszy dalej. Nie muszą nawet wiedzieć dokąd. Są kamieniami, mają łatwiej.

W jednym z opracowań o karpackich dolinach rzecznych piszą, że w rejonie gminy Wilamowice Soła zmienia główny nurt praktycznie po każdym wezbraniu. Po każdym. Trudno chyba lepiej opisać jej charakter. To, co dziś jest spokojnym zakolem, jutro może przyjąć na siebie całą siłę wody. Ścieżka zniknie, pojawi się nowe kamienisko, a miejsce, w którym rosły drzewa, stanie się częścią rzeki.

Najdziwniejsze jest to, że po wszystkim Soła znowu wygląda niewinnie. Woda opada, robi się czystsza, kamienie schną. Można przyjść kilka dni później i pomyśleć, że właściwie nic wielkiego się nie wydarzyło. Tylko układ brzegu jakoś się nie zgadza. Brakuje paru drzew, polanki albo zejścia do wody, a po drugiej stronie pojawił się kawałek lądu, którego wcześniej nie było.

Człowiek lubi ponazywać miejsca. Polanka. Plaża. Nasze miejsce nad Sołą. Jak już coś nazwie, od razu wydaje mu się, że to będzie na niego czekało. Rzeka nie zna tych nazw. Dla niej brzeg nie jest granicą wyznaczoną raz na zawsze. Jest wersją roboczą.

Może dlatego tak często wracam nad Sołę i ciągle ją fotografuję. Nie da się zrobić jej jednego, ostatecznego zdjęcia. Za każdym razem jest trochę inna. Raz przyniesie wielki korzeń, innym razem usypie wyspę, a jeszcze kiedy indziej zabierze kawałek lądu razem ze ścieżką. Człowiek patrzy i próbuje sobie przypomnieć, jak to miejsce wyglądało wcześniej.

Na tym zdjęciu zostały dwa pnie. Taki nieplanowany znak: tutaj kiedyś był ląd.

Był. Soła miała inny pomysł.

Zobacz też

Gdy woda opada
Co zostaje nad Sołą, kiedy wysoka woda wreszcie wraca do koryta.

FOTO: Gdy woda opada – dzień 2
Drugi spacer po miejscach, które rzeka zdążyła urządzić po swojemu.

FOTO: Niebezpieczna rzeka
Krótka notka o tym, jak niewinnie potrafi wyglądać Soła, kiedy akurat niczego nie demoluje.

Komentarze

Popularne posty