Żywokost, którego znowu nie zabrałem

Żywokost często spotykamy nad Sołą. Rośnie sobie spokojnie przy rzece, a potem nagle człowiek go zauważa i już widzi wszędzie.

Duże, szorstkie liście. Fioletowe, zwisające kwiaty. Taka roślina trochę niepozorna, a trochę jak z zielnika babci, w którym połowa rzeczy „była na wszystko”, a druga połowa była na tyle mocna, że lepiej było nie pytać.

Żywokost lekarski z fioletowymi zwisającymi kwiatami i dużymi zielonymi liśćmi rosnący nad rzeką Sołą wśród innych roślin.
Żywokost nad Sołą. Niby zielsko, a jednak nie takie zwykłe.

Już kilka razy miałem plan, żeby przesadzić sobie żywokost do ogrodu. Plan był prosty: wrócę, wezmę kawałek, posadzę, będzie rósł. Jak to plany. Ładne, niewinne, prawie wykonane.

Potem zapominałem.

A później przychodziła większa woda i zabierała roślinę gdzieś w siną dal. Soła robiła porządki po swojemu. Bez konsultacji. Żywokost znikał. Może nie chciał do ogrodu. Może wolał życie nad rzeką, z ryzykiem, błotem i widokiem na kamienie.

Też można.

Żywokost lekarski to stara roślina zielarska. Sama nazwa brzmi tak, jakby miała składać kości, łatać siniaki i przywracać ludzi do pionu po nieudanych pomysłach. I coś w tym jest, bo od dawna stosowano go zewnętrznie przy stłuczeniach, skręceniach, obrzękach i obolałych miejscach. W korzeniu i liściach są między innymi związki śluzowe, garbniki i alantoina, czyli coś, co kojarzy się z gojeniem i regeneracją skóry.

Ale tu zaczyna się ważne „ale”.

Żywokost to nie jest roślinka do robienia herbatki nad rzeką. Nie żuć, nie parzyć, nie udawać zielarza po obejrzeniu dwóch obrazków w internecie. Zawiera alkaloidy pirolizydynowe, które mogą szkodzić wątrobie, zwłaszcza przy stosowaniu wewnętrznym. Czyli prosto: z zewnątrz ostrożnie, do środka nie.

W terenie?

Najrozsądniej zrobić zdjęcie. Serio. Jeśli już koniecznie coś, to dawniej rozgnieciony liść przykładano zewnętrznie na stłuczenie albo obolałe miejsce, ale nie na otwartą ranę i nie jako wielkie leczenie wyprawowe. Bardziej chłodny, zielony okład awaryjny niż cudowna medycyna z krzaków.

Bo przyroda ma dużo mądrych rzeczy, tylko trzeba uważać, żeby nie zrobić z niej apteki samoobsługowej bez farmaceuty.

Na razie więc żywokost zostaje nad Sołą. Rośnie tam, gdzie mu dobrze: wilgotno, dziko, trochę przy wodzie, trochę przy ścieżce. Ja znowu patrzę, znowu planuję, że może kiedyś przesadzę go do ogrodu.

I pewnie znowu zapomnę.

A potem przyjdzie woda.

No właśnie.

Zobacz też

Komentarze

Popularne posty