Nie lubię „Lubię to”
Ten lubi to, tamten lubi tamto, a jeszcze inny lubi wszystko. Lubi jogurt, sklep, zdjęcie, artykuł, czyjąś minę, czyjś obiad, czyjś złoty cytat wrzucony na tablicę pięć minut po przebudzeniu.
Lubię to.
Lubię tamto.
Lubię, lubię, lubię.
![]() |
| No i właśnie tego przycisku czasem brakuje. |
Tylko ja mam czasem takie głupie pytanie: na pewno lubisz ten jogurt? Jadłeś go w ogóle? A to miejsce - byłeś tam? Widziałeś je? A ten sklep? Zrobiłeś w nim raz zakupy i już świata poza nim nie widzisz?
Czy można lubić wszystko?
Bo może można. Nie wiem. Fejs pokazuje, że można całkiem sprawnie. Wystarczy kciuk, jeden klik i po sprawie. Żadnego zastanawiania się, żadnego „czekaj, czy ja to naprawdę lubię?”. Klik. Następny.
A ja się potem zastanawiam, czy można na przykład lubić Opla, a jednocześnie nie lubić jego konstruktorów. Albo lubić artykuł, ale nie zgadzać się z połową tego, co jest w środku. Albo lubić zdjęcie, choć bardziej pasowałoby powiedzieć, że mi się podoba. Niby drobiazg, ale jakoś mnie gryzie.
Ciekawe, dlaczego wymyślono tylko jeden przycisk.
„Lubię to”.
A gdzie „nie lubię tego”? Gdzie „nie podoba mi się”? Gdzie przycisk dla tych wszystkich małych sprzeciwów, których nie chce się od razu ubierać w komentarz, bo komentarz brzmi już jak stanowisko w sprawie, a ja czasem chcę tylko kliknąć: nie. Po prostu nie.
Ktoś może powiedzieć, że przecież nikt mnie nie zmusza do klikania „lubię to”. I będzie miał rację. Jasne. Mogę nie klikać. Mogę ominąć. Mogę siedzieć cicho.
Tylko co mam zrobić, kiedy inni coś bardzo lubią, klikają aż miło, a ja tego bardzo nie lubię?
Mam dodać komentarz, którego i tak nikt nie przeczyta?
Czy mam udawać, że mnie nie ma?
Od drugiej strony też to dziwnie wygląda.
Co mnie właściwie obchodzi, że jakiś Marian, Janek czy Iwonka lubi jakiś post albo artykuł? Naprawdę mam z tego wyciągać wniosek, że to jest dobre? Że warto kliknąć? Że skoro ktoś polubił, to coś już zostało załatwione?
No właśnie. Chyba w tym wszystkim mniej chodzi o lubienie, a bardziej o ocenianie. Tylko takie szybkie, bez brania odpowiedzialności za zdanie. Kciuk w górę i koniec rozmowy.
A może powinno się mówić prościej: podoba mi się ten post. Podoba mi się ten artykuł. Podoba mi się ten obraz.
Albo: nie podoba.
Post tak naprawdę o niczym. Takie nagłe pytania po kilku minutach patrzenia na fejsową ścianę.
Fejsowy obłęd.
Niepodoba.
Zobacz też
Blog to taka dziwna rzecz - bo tu też chodzi o to, po co właściwie wrzuca się myśli w internet i co potem z nimi robią inni.
Krótkie formy pisane — dobre intencje - pasuje jako starszy trop do takich małych, nagłych rozkmin zapisanych bez wielkiego planu.

Komentarze
Prześlij komentarz