Prawie jak filmik relaksacyjny
Prawie jak filmik relaksacyjny.
No. Prawie.
Jak byłem dzieckiem, miałem akwarium. Duże — przynajmniej wtedy wydawało mi się, że to był jakiś ocean w salonie. I ja, gdy tylko mogłem, siadałem przy szybie i gapiłem się godzinami na rybki: jak krążą, jak znikają za rośliną, jak nagle wszystkie mają ważniejsze sprawy.
To był relaks. Odbicie od rzeczywistości. Jakieś dziwne poczucie bezpieczeństwa.
Dziwne, bo rybki raczej nie czuły się przy mnie bezpiecznie — wielkie coś zaglądało im do domu i czasem jeszcze pukało w szybę. (Wiem. Dziecko.)
I teraz mam podobnie, tylko zamiast akwarium jest Soła. Stoję nad wodą, patrzę w dół, a tam rybki. W ostatnich latach jest ich pełno. Przemykają między kamieniami, błyskają i znikają, jakby ktoś przełączał kanały.
I człowiek się uspokaja. Samo patrzenie.
Zobacz też:
Zrelaksuj się Planeta Ziemia — klimat “uspokój się, człowieku”, tylko po bastkowemu.



Komentarze
Prześlij komentarz