Do lasu. Po wakacjach (w końcu)

Pogoda wymarzona na długi spacer.

I najlepsze (albo najgorsze) jest to, że zwlekałem z nim całe wakacje. Wiecie jak to jest: “jeszcze zdążę”, “w przyszły weekend”, “dziś mi się nie chce”, a potem nagle robi się wrzesień i człowiek udaje, że tak miało być.

Dziś poszliśmy z Andrzejem. Z Nowej Wsi w stronę Malca, z planem “las”. Tylko że zanim do tego lasu dotarliśmy, wyszło… bardziej po polach i łąkach. I dobrze. Bo to, co było po drodze, wyglądało o tej porze roku naprawdę zjawiskowo.

Te bujne trawy i trzciny, szeleszczące na wietrze. Żółte plamy nawłoci. Niebo czyste, jasne, jakby ktoś je dopiero co przetarł. Taka polska jesień w wersji “ładna”, nie “mokro i po wszystkim”.

A w samym lesie też było dobrze. Chłodniej, ciszej. Inny zapach.

Ciekawe, czy cała jesień będzie taka ładna.



Skraj brzeziny z wysoką trawą i jasnym światłem wpadającym między pnie.
Brzozy i trawy. Proste rzeczy, a cieszą.

Pole z wysoką trawą, w tle pasmo wzgórz oraz widoczne słupy i linie energetyczne pod błękitnym niebem.
Pola pod górami - to mi zawsze dobrze robi na głowę.

Wysokie trzciny i żółte kwiaty na skraju łąki pod błękitnym niebem.
Trawy i trzciny robiły dziś cały klimat.

Mężczyzna w okularach siedzący w wysokich trawach, pod światło, z plecakiem na ramionach.
Ja w wersji: “chwila, posiedzę”.


Widok z zadrzewionego miejsca na zielone pole i wąską ścieżkę, w tle zarys wzgórz.
Wejście w zieleń i nagle robi się ciszej.

Szeroki krajobraz łąk i pól pod intensywnie niebieskim niebem, po prawej linia drzew.
Niebo jak otwarta przestrzeń — aż szkoda wracać.

Zachód słońca z dramatycznymi chmurami rozciągniętymi nad ciemniejącym horyzontem.
Wieczór robił się teatralny.

Zobacz też:

Komentarze

Popularne posty