Straconka – Magurka – Międzybrodzie. Do jeziora z dzieciństwa

Plan był prosty: zielonym szlakiem z Bielska-Białej Straconki przez Hańderkulę na Magurkę, a później żółtym w dół do Międzybrodzia Bialskiego. Tym razem w składzie Andrzej, Grzesiek i ja.

Mała biała łódka przy drewnianym pomoście nad Jeziorem Międzybrodzkim, z górami w tle.
Jezioro Międzybrodzkie. Dokładnie to miejsce pamiętałem z dzieciństwa.

Cała trasa ma około 11 kilometrów. Ze Straconki na Magurkę według oznaczeń idzie się mniej więcej godzinę i kwadrans, a z Magurki do Międzybrodzia około dwóch i pół godziny. Sam szlak jest łatwy i przyjemny. Oczywiście pod warunkiem, że się go nie zgubi, ale do tego jeszcze dojdziemy.

Trasa: Straconka → Hańderkula → Magurka Wilkowicka → Międzybrodzie Bialskie
Dystans: około 11,4 km
Czas samego marszu: około 3 godz. 45 min
Powrót: autobusem z Międzybrodzia Bialskiego do Kęt


Zanim weszliśmy na właściwy szlak, zatrzymaliśmy się przy potoku Straconka. Spływająca z gór woda została tu poprowadzona przez kilka kamiennych progów. W sierpniowym słońcu wyglądało to bardzo spokojnie i sielankowo. Aż szkoda było od razu iść dalej.

Kamienne progi wodne na potoku Straconka otoczone zielenią w Bielsku-Białej.
Progi wodne na potoku Straconka. Początek bardzo spokojny.

Sebastian stojący przy potoku Straconka na początku trasy na Magurkę Wilkowicką.
Ja nad Straconką, jeszcze przed właściwym podejściem.

Kawałek dalej znajduje się Źródełko Walczoka. Zanim dostało kamienną obudowę, służyło mieszkańcom dawnej wsi Straconka jako miejsce poboru wody. W 1883 roku źródełko obudował Andreas Walczok, bielski architekt, budowniczy i właściciel pobliskiego kamieniołomu. Jego nazwisko oraz data zostały wykute nad wypływem i są tam do dziś.

Kamienne ujęcie Źródełka Walczoka z wodą wypływającą do niewielkiej niecki.
Źródełko Walczoka. Woda płynie, kamień pamięta rok 1883.

Wykuty w kamieniu napis A.J. Walczok oraz data 1883 nad wypływem źródełka.
A.J. Walczok, 1883. Podpis fundatora przetrwał.

Kozy wyrosły na szlaku

Zielony szlak prowadził spokojnie przez las i nie próbował od pierwszych metrów udowodnić nam, kto tu rządzi. Po drodze pojawiły się za to kozy. Po prostu wyrosły na ścieżce nie wiadomo skąd.


Czarno-biała koza z bliska zaglądająca w obiektyw na leśnym szlaku.
Kontrola szlaku. Dokumenty proszę

Były bardzo przyjacielskie i jeszcze bardziej ciekawskie. Jedna od razu zajrzała prawie do obiektywu, druga pozwoliła się głaskać. Nie wyglądały na zagubione. Raczej to my znaleźliśmy się na ich terenie i zostaliśmy poddani krótkiej kontroli.

Andrzej głaszczący czarno-białą kozę przy drzewie na szlaku.
Andrzej i jedna z naszych nowych znajomych.

Dalej szło się naprawdę przyjemnie. Trochę lasu, trochę otwartej przestrzeni i coraz szersze widoki. Bez męczenia się dla samej zasady.

Jasny trawiasty odcinek zielonego szlaku pod dużymi drzewami, z turystą w oddali.
Zielony szlak przez letnią Straconkę.

Andrzej oparty o pień drzewa na leśnym odcinku szlaku na Magurkę.
Andrzej podczas krótkiego postoju w lesie.

W pewnym momencie między drzewami otworzył się widok na Bielsko-Białą. Miasto zostało już wyraźnie niżej, a my byliśmy prawie na Magurce.

Panorama Bielska-Białej widziana między drzewami z zielonego szlaku na Magurkę.
Bielsko-Biała zostawało coraz niżej.

Pierwszy raz przy schronisku na Magurce

Na szczytowej polanie pojawiło się w końcu Schronisko PTTK na Magurce Wilkowickiej. Byłem tutaj pierwszy raz, więc najpierw obeszliśmy okolicę i pooglądaliśmy widoki.


Schronisko PTTK na Magurce Wilkowickiej widziane z rozległej szczytowej polany.
Schronisko PTTK na Magurce. Dotarliśmy.

Obok schroniska stoi dziwny nowoczesny budynek, wyglądający trochę jak skrzyżowanie bunkra z trybuną. To stacja sędziowska i zaplecze tras narciarstwa biegowego. Budynek ukończono w 2011 roku, a trasy oficjalnie otwarto rok później. Dach służy między innymi do obserwowania zawodów i testowania nart.

My też na niego weszliśmy. Nart nie mieliśmy, więc pozostało nam oglądanie widoków.

Nowoczesny budynek stacji sędziowskiej z wejściem na dach przy trasach biegowych na Magurce.
Stacja sędziowska tras biegowych. Dziwna, ale z dobrym dachem.

Panorama zalesionych grzbietów Beskidu Małego oglądana z okolic schroniska na Magurce.
Jeden z widoków w pobliżu schroniska na Magurce.

Później poszliśmy do schroniska coś zjeść i chwilę posiedzieć. Zamówiliśmy szarlotkę i piwko.

Po jedzeniu przenieśliśmy się na polanę. Trawa, cisza, słońce przebijające się przez chmury i przez moment żadnego powodu, żeby gdziekolwiek iść.

Sebastian leżący z zamkniętymi oczami w trawie na polanie przy schronisku na Magurce.
Odpoczynek na polanie. Wstawanie mogło poczekać.

Żółty szlak miał inne plany

W końcu trzeba było się podnieść i ruszyć w stronę Międzybrodzia Bialskiego. Z Magurki prowadzi tam żółty szlak. Zejście było łatwe, ale pod koniec oznaczenia zrobiły się słabsze. Na jednym z rozwidleń wybraliśmy szeroką leśną drogę, która wyglądała wystarczająco przekonująco.

Nie była.

Po pewnym czasie zorientowaliśmy się, że żółte znaki gdzieś zniknęły. Na szczęście błądzenie trwało może piętnaście minut i udało nam się wejść z powrotem na szlak bez zawracania.

Dwóch turystów stojących na szerokiej kamienistej drodze w bukowym lesie podczas zejścia z Magurki.
Gdzieś w tym miejscu żółty szlak przestał współpracować.

Po drodze trafiliśmy za to na zieloną ambonę. Skoro już zgubiliśmy szlak i znaleźliśmy ambonę, należało oczywiście na nią wejść. Przynajmniej jeden nieplanowany punkt wycieczki zrealizowaliśmy bez problemów.

Sebastian i Grzesiek stojący na zielonej drewnianej ambonie w lesie.
Ja i Grzesiek na ambonie. Skoro już ją znaleźliśmy...

Jezioro, które nocą znikało

Im niżej schodziliśmy, tym częściej między drzewami pojawiało się Międzybrodzie Bialskie i Jezioro Międzybrodzkie. Nad wodą wisiały ciężkie chmury, przy brzegu kołysały się łodzie, a całe miejsce wyglądało trochę tak, jak zapamiętałem je z dzieciństwa.



Byłem tutaj pierwszy raz od dawna. Dokładnie w tej części Międzybrodzia, przy jeziorze. Pod koniec lat osiemdziesiątych przyjeżdżałem tu z rodzicami na kemping i bardzo lubiłem te wyjazdy.

Samo jezioro, zwłaszcza po zmroku, wydawało mi się pełne sekretów i zagadek. Wieczorem siedziało się nad wodą, a rano brzeg potrafił być odsłonięty i wody prawie nie było. Pompowano ją nocą z Jeziora Międzybrodzkiego do górnego zbiornika elektrowni na Górze Żar, a później spuszczano z powrotem przez turbiny.

Dla dorosłych była to elektrownia szczytowo-pompowa. Dla dziecka jezioro, które przez noc potrafiło gdzieś zniknąć. Ta druga wersja była zdecydowanie ciekawsza.

Mała biała łódka przy drewnianym pomoście nad Jeziorem Międzybrodzkim, z górami w tle.
Jezioro Międzybrodzkie. Dokładnie to miejsce pamiętałem z dzieciństwa.

Przed powrotem do domu poszliśmy jeszcze na piwo do „Gościńca nad Jeziorem”. Potem wsiedliśmy w autobus do Kęt i tak zakończyła się nasza wycieczka ze Straconki przez Magurkę do Międzybrodzia.

Jezioro zostało za nami. Przynajmniej do nocy :)


Zobacz też

Komentarze

Popularne posty