Porąbka – Hrobacza Łąka 2014

Częściej niż do samej Porąbki jeździliśmy do Wielkiej Puszczy. Tym razem postanowiliśmy sprawdzić, co kryje się trochę dalej, za rąbkiem sukni Porąbki, i ruszyć w stronę Hrobaczej Łąki.

Wyszła z tego całkiem konkretna wycieczka. Była zapora, jezioro, górskie widoki, upał, oberwanie chmury, szlak zamieniony w potok, salamandry, niebieskie ślimaki i oczywiście schronisko. Czyli właściwie wszystko, czego można oczekiwać od letniego dnia w Beskidzie Małym.

Nasza trasa w dużym skrócie wyglądała tak: Porąbka → progi wodne na Wielkiej Puszczy → ujście potoku do Soły → zapora w Porąbce → Żarnówka → Hrobacza Łąka → powrót tą samą drogą.

Z Kęt do Porąbki

Do Porąbki dostaliśmy się z Kęt autobusem miejskim. Z centrum skierowaliśmy się najpierw w stronę potoku Wielka Puszcza i znajdujących się na nim charakterystycznych progów wodnych.

To miejsce dobrze znamy. Latem przyciąga sporo ludzi, którzy przychodzą tutaj posiedzieć nad wodą i trochę ochłodzić się w upalne dni. Sam przysiółek Wielka Puszcza leży w dolinie potoku o tej samej nazwie, który jest prawobrzeżnym dopływem Soły. Gmina Porąbka również opisuje Wielką Puszczę jako jedno z częściej odwiedzanych miejsc w okolicy i dobrą bazę wypadową w Beskid Mały.

Płytka woda, kamienie i niewielkie kaskady tworzą tutaj bardzo przyjemny klimat. Tego dnia słońce grzało już od samego początku, więc okolice potoku prezentowały się wyjątkowo wakacyjnie.

Progi wodne na potoku Wielka Puszcza otoczone zielenią w słoneczny letni dzień.
Progi wodne na potoku Wielka Puszcza w Porąbce.

Kamienne progi i płytkie koryto potoku Wielka Puszcza wśród drzew.
Wielka Puszcza i jej niewielkie kaskady.

Mężczyzna fotografujący z metalowej kładki nad potokiem Wielka Puszcza w Porąbce.
Chwila na kładce nad Wielką Puszczą.

Mężczyzna stojący na kładce nad potokiem Wielka Puszcza, w tle progi wodne.
Przy progach wodnych na Wielkiej Puszczy

Tam, gdzie Wielka Puszcza wpada do Soły

Od progów poszliśmy dalej, aż do ujścia Wielkiej Puszczy do Soły.

Tutaj zatrzymaliśmy się na chwilę. Wąski potok nagle otwiera się na znacznie szersze koryto rzeki, a wokół robi się dużo więcej przestrzeni. Było spokojnie, bardzo zielono i zwyczajnie szkoda było od razu ruszać dalej.

Na zdjęciach Andrzej i Grzesiek.


Spokojna tafla Soły przy ujściu potoku Wielka Puszcza, w tle zielone beskidzkie wzgórza.
Ujście potoku Wielka Puszcza do Soły.

Dwóch mężczyzn stojących na kamienistym brzegu przy ujściu Wielkiej Puszczy do Soły.
Chwila odpoczynku nad Sołą.

Mieliśmy też okazję zrobić panoramę całego miejsca. Dopiero na szerokim ujęciu dobrze widać różnicę pomiędzy niewielkim górskim potokiem a szeroką Sołą.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w stronę zapory.


Panoramiczny widok miejsca, w którym potok Wielka Puszcza wpada do rzeki Soły.
Panorama ujścia Wielkiej Puszczy do Soły

Wzdłuż Soły do zapory

Droga prowadziła nas wzdłuż rzeki. Po drodze minęliśmy jeszcze niewielki potok Mała Puszcza, a po pewnym czasie pomiędzy wzgórzami zaczęła pojawiać się zapora.

Im byliśmy bliżej, tym bardziej konstrukcja wychodziła zza drzew.

I trzeba przyznać, że z daleka wygląda ciekawie, ale dopiero z bliska można zobaczyć jej prawdziwą skalę.


Soła, w oddali  zapora na jeziorze Międzybrodzkim

Bastek (ja) za mną droga na zaporę


Wąski uregulowany potok Mała Puszcza płynący kamiennym korytem wśród zieleni.
Potok Mała Puszcza w Porąbce.

„Osuwisko czynne”

Niedaleko zapory trafiliśmy na tablicę, której trudno było nie zauważyć:

UWAGA! ZAKAZ WSTĘPU. OSUWISKO CZYNNE. ZAGROŻENIE ŻYCIA I ZDROWIA.

Poszliśmy kawałek dalej... i żadnego osuwiska nie zobaczyliśmy.

Hmm.

Pewnie było gdzieś dalej.

Jak się jednak okazuje, ostrzeżenie wcale nie musiało być przesadzone. Najprawdopodobniej dotyczyło rozległego osuwiska Łaski w Międzybrodziu Bialskim, znajdującego się na stokach Kozubnika. Osuwisko mocno uaktywniło się podczas katastrofalnie mokrego 2010 roku i pozostaje aktywne. PIG zwraca też uwagę na dość częsty błąd: osuwisko nie znajduje się na Górze Żar, jak można czasem przeczytać, lecz właśnie na Kozubniku.

Co ciekawe, takie osuwisko niekoniecznie wygląda jak gigantyczna wyrwa w ziemi. Przemieszczać może się ogromny fragment zbocza porośniętego lasem, a nawet zabudowanego, dlatego stojąc obok można wcale nie zdawać sobie sprawy z jego rozmiarów.

Z perspektywy czasu tablicę z napisem „zagrożenie życia i zdrowia” chyba jednak należało potraktować trochę bardziej serio.


Żółta tablica ostrzegająca przed czynnym osuwiskiem i zagrożeniem życia przy leśnej drodze.
Ostrzeżenie przed czynnym osuwiskiem.

Zapora w Porąbce

Zapora to zdecydowanie jeden z najciekawszych punktów tej wycieczki.

Jej budowę rozpoczęto w 1921 roku, a zakończono w 1936. Była jedną z największych inwestycji hydrotechnicznych II Rzeczypospolitej. Betonowa zapora ma około 260 metrów długości i 38 metrów wysokości, a dzięki spiętrzeniu Soły powstało Jezioro Międzybrodzkie. Jej podstawowym zadaniem była między innymi ochrona doliny Soły przed powodziami oraz gospodarowanie wodą.

Z bliska najbardziej podobały mi się jej charakterystyczne łuki. Cała konstrukcja ma przez nie trochę nietypowy, niemal monumentalny wygląd.


Betonowa zapora w Porąbce z szeregiem arkad na tle zielonych wzgórz.
Zapora w Porąbce widziana od strony drogi.

Widok przez duży łuk konstrukcji zapory w Porąbce na zabudowania poniżej.
Jeden z charakterystycznych łuków zapory

Zaczęliśmy oczywiście trochę zaglądać w różne zakamarki. Schodziliśmy schodami biegnącymi wzdłuż konstrukcji i oglądaliśmy zaporę z miejsc, z których zwykle się jej nie widzi.

Do końca nie byliśmy pewni, czy właściwie możemy tam przebywać.

Ale skoro już tam byliśmy...

;)

Dwóch mężczyzn wchodzących po schodach biegnących wzdłuż konstrukcji zapory w Porąbce.
Zwiedzamy okolice zapory. Do końca nie wiemy, czy możemy tu chodzić ;)

Z góry można było spojrzeć w dół na urządzenia hydrotechniczne i koryto Soły. Górą zapory przebiegała droga, więc po chwili znaleźliśmy się po jej drugiej stronie.

Rząd wysokich betonowych arkad biegnących wzdłuż ściany zapory w Porąbce.
Charakterystyczne arkady zapory w Porąbce

Rząd wysokich betonowych arkad biegnących wzdłuż ściany zapory w Porąbce.
Charakterystyczne arkady zapory w Porąbce.

Urządzenia hydrotechniczne i betonowe elementy poniżej zapory w Porąbce widziane z góry.
Widok z zapory w dół.

Spokojna woda powyżej zapory oraz żółte budynki urządzeń hydrotechnicznych w Porąbce
Jezioro Międzybrodzkie od strony zapory.

Droga na koronie zapory w Porąbce z żółtymi zabudowaniami hydrotechnicznymi w tle.
Droga biegnąca przez koronę zapory.

Żarnówką w stronę Hrobaczej Łąki

Za zaporą zaczęła się właściwa górska część wycieczki.

Ruszyliśmy przez Żarnówkę w stronę Hrobaczej Łąki. Początkowo pogoda była wręcz idealnie letnia. A nawet trochę za bardzo.


Żarnówka, w oddali jezioro Międzybrodzkie

Było gorąco.

Bardzo gorąco.

Przy jednym z lokalnych sklepików zrobiliśmy sobie więc przerwę, żeby odpocząć, coś wypić i trochę dojść do siebie.

Tylko że z czasem zaczęło robić się podejrzanie duszno.


Mężczyzna odpoczywający przy drewnianym stole podczas upalnego dnia w Żarnówce.
Chwila przerwy przy lokalnym sklepiku. Upał i coraz większa duchota.

Nad górami zaczęły pojawiać się ciemne chmury. Początkowo wyglądały jeszcze niewinnie, ale chwilę później zobaczyliśmy wyraźną ścianę deszczu przesuwającą się pomiędzy wzgórzami.

I przesuwała się dokładnie w naszą stronę.


Widok na Jezioro Międzybrodzkie i góry pod ciężkimi, burzowymi chmurami.
Deszcz szedł prosto w naszą stronę.

Deszcz spadł jak kurtyna

W górach pogoda potrafi zmienić się naprawdę błyskawicznie.

Jeszcze kilka minut wcześniej było gorąco i duszno, a chwilę później przed nami wisiała niemal pionowa kurtyna deszczu.

Ta dopadła nas jakieś pięć minut później.

Próbowaliśmy schronić się pod gęstymi świerkami, ale przy takiej nawałnicy niewiele to dawało. Parasole pomagały może przez pierwsze dziesięć minut. Później były już właściwie tylko rekwizytami.


Ciemne burzowe chmury i intensywny deszcz przesuwający się nad beskidzkimi wzgórzami.
Nad górami pojawiła się ściana deszczu.

Najbardziej niesamowite było jednak to, jak szybko zmienił się sam szlak.

W ciągu kilku chwil spokojna leśna droga zamieniła się w wartki strumień. W górach podczas intensywnej ulewy woda spływa ze stromych stoków bardzo szybko. Gdy ziemia przestaje ją przyjmować, zaczyna płynąć po powierzchni, a drogi i wydeptane ścieżki stają się dla niej gotowymi korytami.

I dokładnie tak było tutaj.

Jeszcze chwilę wcześniej szliśmy drogą. Kilkanaście minut później płynęła nią woda.

Na zdjęciu Andrzej i Grzesiek maszerujący z parasolami.

Po burzy ruszyliśmy dalej.

Ot, taki mały przerywnik podczas wyprawy.

Wartki strumień deszczowej wody płynący kamienistą leśną drogą.
Kilka minut ulewy wystarczyło, żeby droga zamieniła się w strumień

Dwóch turystów z parasolami idących mokrą leśną drogą po intensywnym deszczu.
Po ulewie ruszamy dalej

Deszcz miał jednak również swoje dobre strony. Na mokrej leśnej drodze pojawiła się salamandra plamista, którą przy suchej pogodzie znacznie trudniej byłoby wypatrzyć.

Czarno-żółta salamandra plamista na mokrej leśnej ścieżce po deszczu.
Salamandra plamista spotkana po ulewie.

Hrobacza Łąka

Po pogodowych atrakcjach skierowaliśmy się już prosto na szczyt.

Hrobacza Łąka wznosi się na 828 m n.p.m. i należy do zachodniej części Beskidu Małego. Jednym z jej znaków rozpoznawczych jest ogromny stalowy krzyż stojący na szczycie. Ma około 35 metrów wysokości i jest widoczny z wielu miejsc w dolinie.

Po upale, ulewie i marszu mokrą drogą dojście pod krzyż było już całkiem satysfakcjonującym zakończeniem podejścia


Wysoki stalowy krzyż na szczycie Hrobaczej Łąki widziany od dołu na tle pochmurnego nieba.
Krzyż na Hrobaczej Łące.

Oczywiście nie mogliśmy pominąć schroniska.

Obiekt pod Hrobaczą Łąką ma przedwojenną historię. Powstał w latach 30. XX wieku jako prywatna inwestycja rodzeństwa Dorzaków, a później przez wiele lat służył turystom w różnych formach.

Nas w tym momencie historia interesowała jednak trochę mniej.

Bardziej interesowało nas coś do jedzenia i picia.

Po takim dniu postój w schronisku był obowiązkowy.

Mężczyzna siedzący przy stole we wnętrzu schroniska na Hrobaczej Łące.
Chwila odpoczynku w schronisku na Hrobaczej Łące.

Niebieski ślimak

W drogę powrotną ruszyliśmy tą samą trasą.

Po ulewie las wyglądał zupełnie inaczej niż wcześniej. Wszystko było mokre, z kamieni spływała woda, a na ścieżkach zaczęły pojawiać się stworzenia, których przed deszczem prawie nie było widać.

I wtedy trafiliśmy na niego.

Dziwnego zielonego ślimaka.

Przynajmniej początkowo wydawał się zielony. Kiedy znalazł się w innym świetle, okazało się, że jest właściwie... niebieski.

To pomrów błękitny (Bielzia coerulans), bardzo charakterystyczny ślimak związany z Karpatami. Może mieć intensywnie niebieską, turkusową, niebieskozieloną, a nawet ciemnofioletową barwę. Lubi wilgotne górskie lasy i szczególnie łatwo zauważyć go właśnie po deszczu.

Chyba jedno z ciekawszych małych odkryć podczas całej wyprawy.

Niebieskozielony pomrów błękitny na mokrej skale w beskidzkim lesie.
Po deszczu na szlaku pojawiły się niezwykłe niebieskie ślimaki.

Intensywnie turkusowo-niebieski pomrów błękitny pełznący po wilgotnym kamieniu.
Pomrów błękitny w pełnej krasie.

Grota na Żarnówce

Schodząc niżej, zajrzeliśmy jeszcze do groty na Żarnówce.

Niewielka kamienna kapliczka z figurą Matki Bożej jest wkomponowana w zbocze i otoczona dużymi blokami kamienia oraz kwiatami. Po całym dniu na szlaku było to jedno z tych miejsc, przy których człowiek automatycznie zwalnia na chwilę.

Na zdjęciu Andrzej przy grocie.


Grota zbudowana z dużych kamiennych bloków, z figurą Matki Bożej i kwiatami wewnątrz.
Niewielka kamienna grota na Żarnówce.

Kamienna grota z figurą Matki Bożej i kwiatami, obok stojący mężczyzna.
Grota na Żarnówce. Na zdjęciu Andrzej.

Jeszcze jedno spojrzenie na jezioro

Na koniec zostały nam widoki.

Z otwartych fragmentów Żarnówki pięknie widać Jezioro Międzybrodzkie wciśnięte pomiędzy porośnięte lasami zbocza Beskidu Małego. Z jednego z miejsc mogliśmy zobaczyć również zaporę, przy której byliśmy kilka godzin wcześniej.

Fajnie spojrzeć na takie miejsce z góry i uświadomić sobie, że jeszcze niedawno stało się tam na dole.

Po burzy nad górami nadal wisiały ciężkie chmury, ale światło zaczynało się przebijać i cała dolina nabrała zupełnie innego charakteru niż podczas porannego upału.


Zapora w Porąbce i fragment Jeziora Międzybrodzkiego widziane z wysoko położonego zbocza.
Zapora w Porąbce widziana z Żarnówki.

Panorama Jeziora Międzybrodzkiego otoczonego zalesionymi górami Beskidu Małego.
Widok z Żarnówki na Jezioro Międzybrodzkie.

Górska droga i pola na Żarnówce, w oddali Jezioro Międzybrodzkie i beskidzkie wzgórza.
Żarnówka po burzy.

I tak zakończyła się nasza wycieczka na Hrobaczą Łąkę.

Zaczęło się spokojnie, od progów wodnych i odpoczynku nad Sołą. Później była zapora, Żarnówka i coraz większy upał. Następnie przyszła ulewa, która w kilka minut zamieniła górskie drogi w strumienie. Na koniec Hrobacza Łąka, schronisko, salamandra, niebieskie ślimaki i widoki na Jezioro Międzybrodzkie.

Jak na jeden dzień, całkiem niezły zestaw.


Zobacz też

Jeśli masz ochotę na więcej wycieczek po Beskidzie Małym i okolicach, zajrzyj również tutaj:

Komentarze

Popularne posty