Na zakończenie dnia… kebab

Kebab powoli opanowuje podniebienia Polaków. Jeszcze trochę i będzie można go wpisać na listę dań narodowych, gdzieś pomiędzy zapiekanką a schabowym. Tyle że najlepiej smakuje wieczorem, kiedy człowiek wraca głodny znad Soły i nie ma najmniejszej ochoty oglądać patelni.

Gdy zbieramy się do domu, dzwonimy wcześniej do lokalnego gastro i składamy zamówienie. Po drodze odbieramy gotowe kebaby. Bardzo wygodny wynalazek. Człowiek jeszcze dobrze nie opuścił rzeki, a kolacja już się robi.

Podświetlony szyld i menu lokalu z kebabem sfotografowane wieczorem.
Światło w ciemności. Kebab jeszcze czynny ;)

Najbardziej lubię kebab w cieście albo zestaw na talerzu: mięso, sałatka i frytki. Mięso musi być dobrze wypieczone i mocno doprawione. Najlepiej kurczak. Blade kawałki, które nie zdecydowały jeszcze, czy są surowe, czy już gotowe, nie budzą mojego zaufania.

Jeśli jemy na miejscu, zawsze zamawiam zestaw i Żywca. Sałatka dla zdrowia, frytki dla przyjemności, a piwo, żeby z tym zdrowiem za bardzo nie przesadzić ;)

Tak więc na zakończenie dnia… kebab. Kalorie stracone nad Sołą trzeba przecież jakoś odzyskać.


Zobacz też

Komentarze

Popularne posty