W Szczyrku bywałem jako małe dziecko... z dziadkami. Teraz, gdy wróciłem do tego miasteczka po latach, jestem pozytywnie zaskoczony. Ścieżki rowerowe, malownicze mostki nad Żylicą, deptak, promenada... Widać, że Szczyrk nie chce już żyć tylko zimą i narciarzami.
W ogóle zauważyłem, że w te wakacje mamy znacznie więcej wypraw niż w poprzednich latach. Nogi nie zawsze są z tego powodu szczęśliwe, ale aparat jak najbardziej ;)
Nasza trasa w skrócie: Kęty → Bielsko-Biała → Szczyrk → Skrzyczne → Szczyrk.
Do Bielska-Białej przyjechaliśmy pociągiem, a dalej przesiedliśmy się do autobusu miejskiego jadącego do Szczyrku. Na początek postanowiliśmy trochę pozwiedzać samo miasteczko. Spacerowaliśmy wzdłuż Żylicy, nad którą pojawiły się ścieżki spacerowe i rowerowe oraz ukwiecone mostki. Drobiazg, a od razu zrobiło się przyjemniej. Nawet uregulowana rzeka w betonowym korycie może wyglądać całkiem malowniczo, jeśli ktoś jej trochę pomoże.
 |
| Żylica i spokojniejsza część centrum Szczyrku. |
 |
| Andrzej i Grzegorz na jednym z ukwieconych mostków nad Żylicą. |
 |
Mostek z bliska. Palec fotografa też chciał być w kadrze.
|
 |
| Żylica płynąca przez centrum Szczyrku. |
Po drodze trafiliśmy na Gospodę Polską przy ulicy Myśliwskiej. To duża drewniana karczma kryta strzechą, podobno zbudowana bez użycia ani jednego gwoździa. Najbardziej zainteresowała nas jednak jej zewnętrzna ściana, na której zawieszono odciski dłoni znanych osób. Swoje ręce zostawili tu między innymi Krystyna Janda, Cezary Pazura, Monika Brodka, Patrycja Markowska i Agnieszka Włodarczyk.
Taka szczyrkowska aleja gwiazd, tylko zamiast promenady nad morzem jest góralska karczma. Też dobrze.
 |
| Odcisk dłoni Agnieszki Włodarczyk. |
 |
| Szczyrkowska galeria dłoni w całej okazałości. |
 |
| Odciski dłoni Krystyny Jandy. |
 |
| Cezary Pazura i jego trzy dłonie. Płyta trochę popękała, dłonie zostały. |
 |
| Odciski dłoni Patrycji Markowskiej. |
 |
| Monika Brodka zostawiła nie tylko dłonie, ale i mały dopisek |
Nad miasteczkiem było już widać nasz dzisiejszy cel, czyli Skrzyczne. Szczyt ma 1257 m n.p.m., jest najwyższy w Beskidzie Śląskim i trudno go pomylić z innym, bo nad wszystkim góruje wysoki maszt.
Na górę można dostać się wyciągiem krzesełkowym. Nasza grupa podzieliła się więc na dwie części. Reszta wybrała wygodny wjazd, a pieszo ruszyliśmy we czwórkę: ja, Andrzej, Grzegorz i Łukasz.
Mała uwaga dla tych, którzy chcieliby odtworzyć naszą trasę: nie trzymaliśmy się jednego oznakowanego szlaku. Szliśmy różnymi ścieżkami, otwartymi fragmentami stoku i wzdłuż wyciągu. Góra była przed nami, więc kierunek wydawał się dość oczywisty. System prosty, choć niekoniecznie godny polecenia ;p
 |
| Nasz dzisiejszy cel: Skrzyczne. |
Początek prowadził przez łąki i trawiaste zbocza. Wraz z wysokością za plecami otwierał się coraz szerszy widok na Szczyrk i okoliczne góry. Później ścieżka zrobiła się bardziej kamienista, a nachylenie wyraźnie wzrosło. Momentami było naprawdę stromo i cała nasza czwórka porządnie się zmęczyła.
 |
| Nasza piesza czwórka rusza wyżej. |
 |
| Kolejny fragment stoku i panorama za plecami. |
 |
| Szczyrk zostaje coraz niżej. Czyli idziemy w dobrą stronę. |
 |
| Pierwsze szersze widoki podczas podejścia. |
Nad głowami spokojnie przesuwały się krzesełka wyciągu z wypoczętymi ludźmi. Bardzo motywujący widok... :/
 |
| Stary wyciąg na Skrzyczne. My nadal pieszo. |
 |
| Trasa pod wyciągiem i widoki wynagradzające wysiłek. |
Grzegorz znalazł własny sposób na kryzys. Popijał Red Bulla i twierdził, że dodał mu skrzydeł. Wszedł na szczyt, więc reklama tym razem nie skłamała ;)
 |
| Stromo w górę, a Szczyrk coraz dalej w dole. |
 |
| Ja na jednym ze stromszych odcinków. Tutaj skrzydeł jeszcze brak. |
 |
| Wyciąg, góry i coraz bliższy koniec podejścia. |
Czym wyżej wchodziliśmy, tym częściej zatrzymywaliśmy się dla widoków. Oficjalnie. Mniej oficjalnie trzeba było też jakoś odzyskać oddech. Z górnej części zbocza widać było dolinę Szczyrku, kolejne beskidzkie grzbiety, Kotlinę Żywiecką i Jezioro Żywieckie. Pogoda dopisała, więc było na czym zawiesić wzrok.
 |
| Kotlina Żywiecka i Jezioro Żywieckie widziane ze Skrzycznego. |
 |
| Prawie na szczycie. Panorama robi się coraz szersza. |
W końcu dotarliśmy pod schronisko PTTK na Skrzycznem. Wokół było mnóstwo ludzi, dlatego nawet nie próbowaliśmy wchodzić do środka. Odpoczęliśmy na polanie przed schroniskiem, nacieszyliśmy się widokami i zebraliśmy siły na zejście.
 |
| Widok spod schroniska na wyciąg i dolinę. |
 |
| Schronisko PTTK na Skrzycznem. Tłum był już na miejscu. |
Żeby nie wracać dokładnie tą samą drogą, wybraliśmy trochę inny wariant. Początkowo schodziliśmy znów w pobliżu wyciągu, a później przez rejon Kaskady w stronę przełęczy Becyrek. Zielony szlak przecina tu trasy narciarskie. Latem wyglądają one dość osobliwie: szeroki pas zbocza, ziemia, drobne kamienie i pnie po wyciętych drzewach. Trudno uwierzyć, że zimą ludzie dobrowolnie rozpędzają się po tym na nartach.
 |
| Zaczynamy zejście. Tym razem grawitacja jest po naszej stronie. |
 |
| Letnia odsłona trasy narciarskiej w rejonie Kaskady. Mało śniegu. |
Dalej zrobiło się spokojniej. Wąska ścieżka trawersowała zbocze, a przy jednej z polan zauważyliśmy maleńką drewnianą chatę. Wyglądała jak miniatura góralskiego domu przeniesiona z makiety. Nie wiem, do czego służyła, ale zatrzymała nas skuteczniej niż niejeden oficjalny punkt programu.
 |
| Węższa i spokojniejsza część zejścia. |
 |
| Jeszcze jedno spojrzenie na Kotlinę Żywiecką. |
 |
| Coraz bliżej Szczyrku, ale widoki nadal trzymają poziom. |
 |
| Maleńka drewniana chata przy zielonym szlaku. |
Po zejściu wróciliśmy do Gospody Polskiej. Rano oglądaliśmy tylko odciski dłoni na zewnętrznej ścianie, teraz przyszła pora wejść do środka i coś zjeść. Wnętrze było równie ciekawe jak fasada: grube drewniane bale, piec, koła od wozów, skóry, suszone zioła, kolby kukurydzy, stare naczynia i żyrandol z podków. Dekoracji tyle, że można spokojnie czekać na jedzenie i cały czas znajdować coś nowego.
 |
Żyrandol w gospodzie. Zwykły byłby tu stanowczo zbyt zwykły.
|
 |
Gabloty pełne drobiazgów. Jest co oglądać podczas czekania.
|
 |
Drewniane stoły, ławy i góralskie dodatki.
|
 |
Wnętrze Gospody Polskiej. Tutaj skromność nie dotarła.
|
Po posiłku wróciliśmy nad Żylicę. Rano oglądaliśmy mostki i robiliśmy zdjęcia, a teraz rzeka dostała znacznie bardziej praktyczne zastosowanie. Wymoczenie obolałych stóp w zimnej wodzie było dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy.
 |
| Ja nad Żylicą i mała regeneracja po zejściu. |
Na sam koniec przeszliśmy się jeszcze deptakiem nad Żylicą, pełnym ludzi, straganów, pamiątek i wszelkich bibelotów. Można było kupić sobie dowód, że było się w górach, jakby bolące nogi nie wystarczały.
Po wymoczeniu stóp w rzece dało się nawet udawać, że wcale nie jesteśmy zmęczeni. Do pierwszych schodów.
 |
Deptak nad Żylicą na zakończenie dnia.
Zobacz też
|
Komentarze
Prześlij komentarz