Dolina Prądnika, jaskinie i trochę wspinania

Dziś przyszedł czas, żeby ruszyć się z domu. Jacek zaproponował wycieczkę do Ojcowa, więc czemu nie. Byłem tam kiedyś z wycieczką szkolną w podstawówce, ale po tylu latach człowiek pamięta głównie to, że gdzieś był. Reszta rozpływa się we mgle razem z kanapkami w plecaku i panią wołającą, żeby nie odchodzić od grupy.

Pojechaliśmy więc w czterech: ja, Andrzej, Jacek i Marcin. Plan był prosty: pochodzić po Ojcowskim Parku Narodowym, zobaczyć jaskinie, skały i wszystko, co samo wpadnie nam pod nogi. Jak się później okazało, pod nogi wpadały przede wszystkim ogromne winniczki.

Sebastian przy drogowskazie w Ojcowskim Parku Narodowym, wskazującym centrum Ojcowa i Pieskową Skałę.
Pierwsze decyzje na trasie: centrum Ojcowa czy Pieskowa Skała?

Samochód zostawiliśmy na parkingu i najpierw poszliśmy do Informacji Turystycznej. W środku mapy, przewodniki i fajny rower... tam po prawej ;) Wzięliśmy mapkę, ustaliliśmy mniej więcej kierunek i ruszyliśmy dnem Doliny Prądnika.

Drewniany budynek Informacji Turystycznej w Ojcowie pośród zieleni.
Informacja Turystyczna w Ojcowie.

Drewniany budynek Informacji Turystycznej w Ojcowie pośród zieleni.
Fajny rower… tam po prawej ;)

Ojcowski Park Narodowy jest najmniejszym parkiem narodowym w Polsce, lecz atrakcji ma upchanych tyle, jakby próbował coś sobie i innym udowodnić. Na stosunkowo niewielkim obszarze są wapienne skały, jaskinie, ruiny zamku, stare wille, potok, lasy i szlaki prowadzące raz spokojnie po asfalcie, a za chwilę ostro pod górę.

Początek spaceru był jednak łagodny. Szliśmy malowniczą drogą biegnącą przez dolinę, mijając drewniane zabudowania oraz wapienne ściany wyrastające niemal prosto z lasu. Trzeba było tylko uważać na winniczki. Było ich sporo i niektóre osiągały rozmiary prawie prehistoryczne. Neandertalczyków jeszcze nie widzieliśmy, ale ślimaki już mieli konkretne.

Duży ślimak winniczek przechodzący przez asfaltową drogę w Ojcowie.
Winniczek przechodzący przez asfalt. Tutaj pierwszeństwo miał zdecydowanie on.

Po jednej stronie doliny pojawiły się Skały Kawalerskie, a po drugiej Panieńskie Skały. Według legendy te drugie mają być zakonnicami zamienionymi w kamień podczas najazdu Tatarów. W takim towarzystwie łatwo przeoczyć stojącą nieopodal Igłę Deotymy, smukłą wapienną skałę porośniętą bluszczem. Nazwano ją na cześć Jadwigi Łuszczewskiej, pisarki posługującej się pseudonimem Deotyma, która przebywała w Ojcowie w XIX wieku.


Wapienne Panieńskie Skały, Skały Kawalerskie i Igła Deotymy w Dolinie Prądnika.
Panieńskie Skały i zabytkowa willa „Pod Koroną”.

Wapienne Panieńskie Skały, Skały Kawalerskie i Igła Deotymy w Dolinie Prądnika.
Skały Kawalerskie w Dolinie Prądnika.

Wapienne Panieńskie Skały, Skały Kawalerskie i Igła Deotymy w Dolinie Prądnika.
Drogowskazy przy Panieńskich Skałach i Igle Deotymy.

Wapienne Panieńskie Skały, Skały Kawalerskie i Igła Deotymy w Dolinie Prądnika.
Igła Deotymy wyrastająca spomiędzy drzew.

Ładnie tu. Skały mają imiona, legendy i własne życiorysy. Człowiek zaś ma mapę i nadal nie do końca wie, gdzie idzie.

Jaskinia Ciemna i ślady neandertalczyków

Przy Skale Krukowskiego Jacek jeszcze raz sprawdził mapę, po czym ruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę Jaskini Ciemnej. Skończyło się spokojne dreptanie po asfalcie. Zaczęły się kamienie, drewniane stopnie, poręcze i podejście przez las.


Jacek sprawdza mapę. Ktoś musiał sprawiać wrażenie, że kontroluje sytuację.

Skała Krukowskiego przy szlaku prowadzącym do Jaskini Ciemnej.

Leśne podejście do Jaskini Ciemnej.

Zielonym szlakiem w stronę Jaskini Ciemnej.

Przed wejściem do jaskini znajduje się galeria widokowa oraz rekonstrukcja obozowiska neandertalczyków. Tutaj czekaliśmy na przewodnika, oglądając z góry Dolinę Prądnika. Człowiek stoi w lesie z aparatem, a obok niego ktoś próbuje rozpalić ogień metodą sprzed tysięcy lat. Lekki dysonans, ale przyjemny.

Wejście do Jaskini Ciemnej oraz rekonstrukcja obozowiska neandertalczyków na Górze Koronnej.
Widok z galerii na Obozowisko Neandertalczyków przed Jaskinią Ciemną

Widok na Dolinę Prądnika z galerii przed Jaskinią Ciemną.

Jaskinia Ciemna jest jednym z najważniejszych stanowisk archeologicznych w Polsce. Znalezione w niej ślady wskazują, że neandertalczycy pojawiali się w tym miejscu już ponad sto tysięcy lat temu. Jaskinia dawała schronienie, z góry można było obserwować dolinę, a zwierzyna sama przechodziła poniżej. Lokalizacja całkiem rozsądna. Zasięgu nie było, ale wtedy jakoś sobie z tym radzili.

Do środka weszliśmy z przewodnikiem. Zdjęć robić nie wolno, żeby nie niepokoić mieszkających w jaskini nietoperzy, dlatego mam jedynie fotografię wejścia zamkniętego kratą. W okolicach wejścia można też spotkać sieciarza jaskiniowego, dużego pająka występującego w wilgotnych i ciemnych miejscach. Wygląda groźnie i jest jadowity, ale nie jest uznawany za niebezpiecznego dla człowieka. O ile człowiek nie postanowi sprawdzić tego osobiście.


Wejście do Jaskini Ciemnej oraz rekonstrukcja obozowiska neandertalczyków na Górze Koronnej.
Wejście do Jaskini Ciemnej.

Góra Koronna, Rękawica i widok na dolinę

Po wyjściu z jaskini ruszyliśmy dalej szlakiem po zboczach Góry Koronnej. Z góry dobrze widać Dolinę Prądnika, drogę, zabudowania i wapienne ściany wystające spomiędzy drzew. Dopiero stąd widać, jak wąska jest cała dolina i jak niewiele miejsca zostawiły sobie skały na rzekę, drogę, domy i ludzi.

Najbardziej charakterystyczną formacją na tym odcinku jest Rękawica, nazywana również Pięciopalcówką albo Białą Ręką. Według legendy podczas najazdu Tatarów miejscowa ludność schroniła się w Jaskini Ciemnej, a Bóg zasłonił wejście własną dłonią, myląc pościg. Po wszystkim ręka zamieniła się w skałę.

Wapienna skała Rękawica widziana ze szlaku ponad Doliną Prądnika.
Rękawica, zwana również Pięciopalcówką albo Białą Ręką.

Na zdjęciu jesteśmy z Andrzejem, a za nami właśnie Rękawica. Ona przetrwała tysiące lat erozji. My musieliśmy tylko wytrzymać chwilę bez ruszania się do zdjęcia.

Wapienna skała Rękawica widziana ze szlaku ponad Doliną Prądnika.
Ja i Andrzej na szlaku. Za nami Rękawica.

Dalej dotarliśmy na punkt widokowy na Górze Okopy. Można stąd spojrzeć niemal pionowo w dół na Dolinę Prądnika. Widoki wynagradzają podejście, chociaż nogi mogą mieć w tej sprawie odrębne zdanie.

Widok z Góry Koronnej i Góry Okopy na zieloną Dolinę Prądnika oraz zabudowania Ojcowa.
Dolina Prądnika widziana z Góry Koronnej.

Widok z Góry Koronnej i Góry Okopy na zieloną Dolinę Prądnika oraz zabudowania Ojcowa.
Panorama Doliny Prądnika.

Widok z Góry Koronnej i Góry Okopy na zieloną Dolinę Prądnika oraz zabudowania Ojcowa.
Na szczycie Góry Koronnej.

Widok z Góry Koronnej i Góry Okopy na zieloną Dolinę Prądnika oraz zabudowania Ojcowa.
Na szczycie Góry Koronnej

Widok z Góry Koronnej i Góry Okopy na zieloną Dolinę Prądnika oraz zabudowania Ojcowa.
Tablica na punkcie widokowym na Górze Okopy.

Widok z Góry Koronnej i Góry Okopy na zieloną Dolinę Prądnika oraz zabudowania Ojcowa.
Widok z Góry Okopy na Dolinę Prądnika.

Jaskinia Krowia, Brama Krakowska i Ciasne Skałki

Podczas schodzenia natrafiliśmy na Jaskinię Krowią, nazywaną również Schroniskiem Krowim. To niewielka jaskinia przelotowa z szerokim wejściem i skalnym oknem. Nazwa nie jest szczególnie tajemnicza. Dawniej chroniły się tutaj wypasane w okolicy krowy i owce. Ludzie tworzą legendy o królach i boskich dłoniach, a krowa po prostu znalazła sobie dach nad głową.

Skalne okno w Jaskini Krowiej.

Skaliste wnętrze, główne wejście i naturalne okno Jaskini Krowiej.
Wnętrze Jaskini Krowiej

Skaliste wnętrze, główne wejście i naturalne okno Jaskini Krowiej.
Jaskinia Krowia widziana od strony szlaku.

Niedaleko znajduje się Brama Krakowska, jedna z najbardziej rozpoznawalnych formacji skalnych Ojcowskiego Parku Narodowego. Jej dwa wapienne filary stoją po obu stronach dawnej drogi prowadzącej w stronę Krakowa. Na jednym ze zdjęć stoję pomiędzy nimi, choć przy tej skali człowiek robi raczej za punkt odniesienia niż główny temat fotografii.

Dwa wysokie wapienne filary Bramy Krakowskiej w Ojcowskim Parku Narodowym.
Brama Krakowska.

Dwa wysokie wapienne filary Bramy Krakowskiej w Ojcowskim Parku Narodowym.
Ja pomiędzy wapiennymi filarami Bramy Krakowskiej.

Za Bramą Krakowską weszliśmy w Wąwóz Ciasne Skałki. Ścieżka prowadzi między omszałymi ścianami wapienia, korzeniami i drzewami. Tu Jacek szedł przodem, więc w razie czego pierwszy miał odkryć, że wybraliśmy złą drogę.

Leśny szlak prowadzący wąwozem pomiędzy omszałymi wapiennymi skałami.
Jacek na szlaku przez Ciasne Skałki.

Na szczęście doszliśmy tam, gdzie mieliśmy dojść, czyli do Jaskini Łokietka.

To najdłuższa jaskinia na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego. Ma około 320 metrów długości i składa się z kilku korytarzy oraz sal, między innymi Rycerskiej i Sypialni. Według legendy ukrywał się w niej Władysław Łokietek, uciekając przed wojskami króla czeskiego Wacława II. Wejście do groty miała zasłonić pajęczyna, dzięki której pościg uznał, że nikt nie mógł wejść do środka.

Wewnątrz również nie robiłem zdjęć. Zostało mi więc jedynie ujęcie kolejki prowadzącej przez wąską skalną szczelinę do wejścia. W sumie dobrze. Są miejsca, które można zwyczajnie zobaczyć, bez fotografowania każdego kamienia. Chociaż kilka kamieni jednak sfotografowałem. No dobra, sporo.

Turyści oczekujący przed wejściem do Jaskini Łokietka.
Wejście do Jaskini Łokietka.

Powrót do Ojcowa i zamek

Po wyjściu z jaskini zeszliśmy w stronę Ojcowa. Po drodze zatrzymaliśmy się na Jonaszówce, niewielkiej skale widokowej wznoszącej się nad Doliną Sąspowską. Z jej szczytu widać dolinę oraz ruiny zamku w Ojcowie, do których zmierzaliśmy.

Panorama Ojcowa i ruin zamku widziana z punktu widokowego na Jonaszówce.
Widok z Jonaszówki na Dolinę Prądnika. W oddali ruiny zamku w Ojcowie.

Po zejściu znów znaleźliśmy się przy potoku Prądnik i spokojnych drogach wijących się pomiędzy skałami. Dla osób, które nie miały ochoty chodzić, pozostawała bryczka. Alternatywny środek transportu dla leniwych ;) 

Potok Prądnik przepływający przez Ojców.

Jedna z malowniczych dróg prowadzących dnem doliny.


Alternatywny środek transportu dla leniwych ;)

Zamek w Ojcowie został wzniesiony w XIV wieku, za panowania Kazimierza Wielkiego. Był częścią systemu warowni broniących szlaku handlowego prowadzącego z Krakowa na Śląsk. Do dziś zachowała się brama wjazdowa, fragmenty murów, wieża i studnia na dziedzińcu.

Brama, studnia i pozostałości murów zamku kazimierzowskiego w Ojcowie.
Brama prowadząca na teren ruin zamku w Ojcowie.

Brama, studnia i pozostałości murów zamku kazimierzowskiego w Ojcowie.
Studnia na Dziedzińcu Zamku w Ojcowie

Z ruin rozciąga się bardzo ładny widok na Ojców oraz Dolinę Prądnika. W zamkowej ekspozycji zobaczyliśmy też makietę przedstawiającą warownię pod koniec XV wieku. Dopiero na niej widać, jak duży i zwarty był to kiedyś zamek. Dzisiejsze ruiny pokazują zaledwie jego szkielet, ale przynajmniej widoki pozostały całe.

Brama, studnia i pozostałości murów zamku kazimierzowskiego w Ojcowie.
Widok z ruin murów Zamku

Makieta przedstawiająca zamek w Ojcowie pod koniec XV wieku.
Makieta Zamku w Ojcowie. Tak wyglądał Zamek w końcu XV wieku.

Kaplica na Wodzie i Maczuga Herkulesa

Po zamku poszliśmy jeszcze do Kaplicy „Na Wodzie” pod wezwaniem św. Józefa Rzemieślnika. Drewniany budynek stoi ponad potokiem Prądnik na betonowych podporach. Powstał w 1901 roku z przebudowanych łazienek zdrojowych.

Według miejscowej legendy car Mikołaj II zabronił wznoszenia obiektów sakralnych na ziemi ojcowskiej. Mieszkańcy obeszli więc zakaz i postawili kaplicę nie na ziemi, lecz na wodzie. Historia ładna, chociaż podobno dokumenty jej nie potwierdzają. Szkoda. Byłby to jeden z bardziej eleganckich sposobów obchodzenia absurdalnych przepisów.

Drewniana Kaplica „Na Wodzie” w Ojcowie oraz jej wnętrze z ołtarzem.
Kaplica „Na Wodzie” w Ojcowie.

Kaplica jest niewielka, jasna i drewniana. W środku znajduje się ołtarz oraz kilka rzędów prostych ławek. Całość wygląda bardziej jak spokojna górska kapliczka niż klasyczny kościół i bardzo dobrze pasuje do otaczających ją skał oraz lasu.

Drewniana Kaplica „Na Wodzie” w Ojcowie oraz jej wnętrze z ołtarzem.
Wnętrze Kaplicy „Na Wodzie”.

Drewniana Kaplica „Na Wodzie” w Ojcowie oraz jej wnętrze z ołtarzem.
Kaplica św. Józefa Rzemieślnika na tle wapiennych skał.

Na sam koniec podjechaliśmy jeszcze do Pieskowej Skały. Zatrzymaliśmy się pod Maczugą Herkulesa, jedną z najbardziej znanych skał całej Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Wąska u podstawy i szeroka na górze wygląda tak, jakby ktoś postawił ją odwrotnie i zapomniał poprawić. Stoi jednak nadal, więc widocznie wie, co robi.

Wysoka wapienna formacja Maczuga Herkulesa przy drodze w Pieskowej Skale.
Maczuga Herkulesa

Wysoka wapienna formacja Maczuga Herkulesa przy drodze w Pieskowej Skale.
Maczuga Herkulesa przy drodze do Pieskowej Skały.

Nad doliną widać zamek w Pieskowej Skale, drugą z kazimierzowskich warowni na naszej trasie. Tym razem oglądaliśmy go tylko z zewnątrz. Po całym dniu chodzenia, dwóch jaskiniach, dwóch zamkach i niezliczonej liczbie skał uznaliśmy, że plan został wykonany z nadmiarem.

Zamek w Pieskowej Skale położony na wapiennym wzniesieniu.
Zamek w Pieskowej Skale widziany z doliny.

Zobacz też

Porąbka – Kozubnik – Góra Żar
Kolejna wycieczka, podczas której najważniejszy był sam przebieg trasy i to, co zostało po drodze.

Dolina Kościeliska i Dolina Chochołowska
Dwie znane doliny i następny dzień spędzony głównie poza asfaltem.

Morskie Oko i Czarny Staw
Trochę wyżej, trochę bardziej górsko, ale również z widokami, które skutecznie spowalniają marsz.

Komentarze

Popularne posty