Mały spacer

Dziś poszliśmy z Andrzejem na spacer do lasu. Nie chodzimy tam zbyt często, może kilka razy w roku. Najczęściej wybieramy się wiosną albo jesienią, kiedy komary jeszcze nie rozpoczęły sezonu lub właśnie zakończyły działalność. Latem las należy głównie do nich, a człowiek występuje w roli cateringu ;)

Widok ze skraju lasu na zielone pole oraz Beskid Mały i Beskid Śląski pod błękitnym niebem.
 Widok z lasu. Bez zoomu góry zachowały bezpieczny dystans.

Jeśli jednak ktoś nie chce oddawać komarom całego lata, najlepiej unikać spacerów bladym świtem i pod wieczór, kiedy wiele z nich jest najbardziej aktywnych. Pomagają długie spodnie, coś z rękawem oraz preparat zawierający DEET, ikarydynę albo IR3535. Wokół domu dobrze też regularnie opróżniać podstawki pod doniczkami, wiadra i inne pojemniki ze stojącą wodą. Komarzej porodówce nie potrzeba stawu. Wystarczy zaniedbane wiadro i trochę deszczu.

Tym razem spacer po lesie był małą odskocznią od naszego stałego kierunku, czyli Soły. Jakaś zmiana przecież musi być, bo ciągłe pisanie o Sole zaczyna już nudzić nawet mnie. A przecież jest tyle fajnych miejsc, do których można pójść...

Tylko że nad Sołę jest najprościej.

Dość o Sole, bo jesteśmy w lesie.

Szeroka panorama pól oraz Beskidu Małego i Beskidu Śląskiego z Górą Żar widoczną w oddali.
Widok ze szlabanu.

Chciałem zrobić kilka fajnych zdjęć i pochwalić się widokami, ale nie do końca wyszło. Może to przez pogodę, może mój aparat już się zestarzał, a może fotograf nie stanął na wysokości zadania. Podejrzewam współpracę wszystkich trzech czynników. Czas kupić nowy aparat albo przynajmniej nowszy telefon.

Podczas takich spacerów nasza trasa jest raczej stała, a cel jeden: szlaban po wschodniej stronie lasu. Sam szlaban nie stanowi wielkiej atrakcji, ale rozciąga się stamtąd najpiękniejszy widok na Beskid Mały i Beskid Śląski, z Górą Żar pośrodku.

Tym razem nie użyłem zoomu, więc górki wyszły mocno oddalone. Pierwszy plan przejęły za to zielony jeszcze rzepak i piękne, bujne orlice pospolite.

Zawsze chciałem mieć takie paprocie w ogrodzie, ale byłem przekonany, że to raczej niemożliwe. Poczytałem trochę i okazuje się, że możliwe jest aż za bardzo.


Gęste, jasnozielone orlice pospolite rosnące w wysokiej trawie na skraju liściastego lasu.
Orlice. W lesie ozdoba, w ogrodzie początek planu przejęcia władzy.

Orlica może rosnąć zarówno w słońcu, jak i w półcieniu. Najbardziej odpowiada jej przepuszczalna, lekko kwaśna ziemia, która nie wysycha całkowicie. Podobno najłatwiej rozmnożyć ją przez podział kłącza, najlepiej wtedy, gdy roślina jest w okresie spoczynku. Po posadzeniu trzeba ją podlewać, dopóki się nie przyjmie. Sporami również można próbować, ale to już chyba zajęcie dla ludzi z większą cierpliwością niż moja.

No i tu pojawia się problem. Orlica rozrasta się przez długie, podziemne kłącza, potrafi tworzyć całe kolonie i później bardzo trudno się jej pozbyć. To nie jest grzeczna paprotka, która będzie siedzieć tam, gdzie została posadzona. Raczej roślina, która po roku zaczyna uważać ogród za swoją własność.

Jeżeli kiedyś się na nią zdecyduję, spróbuję raczej z dużą, solidną donicą. Nie zamierzam też wykopywać jej z lasu. Lepiej znaleźć sadzonkę albo fragment kłącza z legalnego źródła. Wyczytałem również, że orlica zawiera szkodliwe związki, więc jej młode pędy nie nadają się do domowych eksperymentów kulinarnych. Podziwiać można. Jeść nie trzeba.

Na razie niech więc rośnie w lesie. Tam ma dużo miejsca i może udawać, że nie śni o przejęciu reszty świata ;)

Zobacz też

Kamienne piramidki nad wysoką wodą
Dzień wcześniej spacerowałem nad Sołą, która nadal wyglądała dość groźnie.

Żywokost, którego znowu nie zabrałem
Kolejna historia o roślinie, która miała trafić do ogrodu, ale została na wolności.

Porąbka – Kozubnik – Żar
Tym razem Góra Żar nie majaczyła w oddali. Trzeba było na nią wejść.

Komentarze

Popularne posty