Selfie z bałaganem w tle
Ten, co to wszystkich poucza, a sam popełnia te same błędy. No ale gdybym ich nie popełniał, to skąd miałbym wiedzieć, że są złe? Brzmi prawie mądrze. Albo prawie głupio. Zależy, z której strony na to spojrzeć.
W każdym razie mamy tutaj klasyczne zdjęcie w lustrze. Aparat w dłoniach, mina poważna, koszula zapięta, torba na ramieniu, czyli w teorii osoba gotowa do wyjścia i do życia.
A w tle?
Suszarka.
Ubrania.
Krzesło.
Trochę domowego chaosu.
Czyli zdjęcie mówi: „patrz na mnie”, ale tło mówi: „chwileczkę, ja też mam coś do powiedzenia”.
I właśnie o to chodzi.
| Autor na pierwszym planie. Suszarka czeka na swoje pięć minut. |
Bardzo często, kiedy patrzę na zdjęcia w internecie, nie zaczynam od głównego obiektu. Wiem, że powinienem. Ktoś wrzuca zdjęcie siebie, kota, obiadu, nowej sukienki, fryzury albo miny pod tytułem „jestem spontaniczny”, a ja zamiast grzecznie patrzeć tam, gdzie mi pokazano, od razu uciekam wzrokiem na drugi plan.
Co stoi na półce?
Co leży na podłodze?
Czy w lustrze odbija się coś, czego autor nie zauważył?
Czy w tle nie ma czasem całej prawdy o tej sytuacji?
Bo główny obiekt zdjęcia bardzo często jest przygotowany. Ustawiony. Wybrany. Poprawiony. Człowiek wciągnął brzuch, podniósł brodę, zrobił minę, wybrał lepszy profil i uznał, że jest OK.
A tło? Tło nie kłamie tak sprawnie. Tło jest zmęczone. Tło nie zdążyło się uczesać.
Dlatego wolę drugi plan.
Drugi plan potrafi powiedzieć więcej niż opis pod zdjęciem. Na pierwszym planie jest autor. Na drugim - życie. I to życie bywa znacznie ciekawsze, bo nie wie, że bierze udział w publikacji.
Na tym zdjęciu widzę siebie w wersji „wychodzę, ale jeszcze zrobię szybkie zdjęcie”. Widzę pokój, który nie został przygotowany pod kadr. Widzę suszarkę, porozrzucane ubrania i cały ten zwyczajny bałagan, który dopiero na zdjęciu zaczyna wyglądać jak materiał dowodowy.
I automatycznie włącza mi się dedukcja.
Ktoś się spieszył.
Ktoś jest leniem.
Ktoś nie sprawdził tła.
Ktoś uznał, że skoro twarz wyszła w miarę, to reszta jakoś przejdzie.
No i przeszła.
Tylko teraz siedzę i opisuję suszarkę.
Tak, wiem, ocenia.
Mam tak z cudzymi zdjęciami. Zazwyczaj zanim zobaczę, czy ktoś dobrze wyszedł, już widzę książki na regale i już wiem co czyta i czym się interesuje, kubek na biurku, z herbata lub kawą, a może drink - to dużo mówi, tapetę, kabel, reklamówkę, cień w lustrze albo kota, który w tle wygląda, jakby wiedział za dużo. Włącza mi się tryb detektywa. Nie proszony. Sam. Zaczynam wyciągać wnioski dużo szersze niż to, czy ktoś wyszedł fajnie, czy fatalnie.
Czasem lepsze jest to, co przypadkiem załapało się w kadr.
Mistrzów drugiego planu nie brakuje, ale nie mówię tu tylko o ludziach, którzy robią głupią minę za czyimiś plecami. To jest najprostsza wersja. Bardziej interesują mnie rzeczy drobne. Niepozorne. Te, które nie miały grać żadnej roli, a nagle przejmują zdjęcie.
Jak suszarka.
Suszarka nie prosiła się o sławę.
A jednak jest.
Co można wywnioskować z tego zdjęcia?
Że autor próbował wyglądać poważnie, ale mieszkanie nie współpracowało.
Że lustro bywa brutalniejsze niż znajomi.
I że przed zrobieniem selfie warto czasem obrócić się o 180 stopni i sprawdzić, czy za plecami nie stoi prawdziwy bohater zdjęcia.
Tu stał.
Suszarka... czy na pewno?
PS. A czy ktoś z was zauważył, że w końcu pomalowałem pokój?
Bo ja tu o suszarce i bałaganie, a w tle przecież ściany po remoncie. Tyle pracy, tyle farby, tyle duchowego rozwoju z wałkiem w ręce.
I co?
Suszarka wygrała.
Zobacz też
Foto: lustra - bo lustra mają ten paskudny zwyczaj, że pokazują więcej, niż człowiek zamawiał.
Foto: mirror - kolejny dowód na to, że odbicia lubią mieszać w kadrach i w głowie.
Foto: na tle ścianki - trochę o pozowaniu, tle i tym dziwnym momencie, kiedy zdjęcie zaczyna komentować samo siebie.



Komentarze
Prześlij komentarz