Biały sufit kontra życie przy kominku
W końcu zacząłem malować w pokoju.
Zacząłem od sufitu, bo człowiek lubi sobie robić krzywdę od góry. Wydawało mi się, że sufit jest po prostu sufitem. Może trochę przykurzonym, może już nie tak białym jak kiedyś, ale bez tragedii.
Potem pociągnąłem kawałek białą farbą.
No i sufit postanowił powiedzieć prawdę.
| Człowiek maluje sufit i nagle dowiaduje się, czym oddychał przez zimę. |
Różnica wyszła od razu. Ta pomalowana część była biała, a reszta nagle zaczęła wyglądać jak dokumentacja kilku sezonów grzewczych. Na pierwszy rzut oka tego nie było widać, bo się przyzwyczaiłem. Patrzyłem codziennie na ten sam sufit i mówiłem do siebie: jest dobrze. A potem wziąłem wałek i okazuje się, że mieszkam pod niebem pokrytym smołą.
Muszę tutaj dodać, że w pokoju mam kominek z wkładem, w którym zimą palę prawie na okrągło. Lubię to ciepło. Lubię ogień. Lubię ten moment, kiedy za oknem zimno, a w domu jest przyjemnie i człowiek czuje się jak pan własnej jaskini, tylko z pilotem do telewizora.
Ale takiego syfu na suficie się nie spodziewałem.
Kominek daje klimat, ciepło i poczucie przytulności, a przy okazji powoli podpisuje się na ścianach i suficie. Cicho, systematycznie, bez pytania o zgodę. Sadza, kurz, dym przy dokładaniu drewna, ciepłe powietrze roznoszące wszystko po pokoju. Domowa wersja fresku. Tylko mniej renesansowa.
Zacząłem więc szukać, co zrobić, żeby na przyszłość ściany i sufit nie były aż tak brudne od kominka. Nie łudzę się, że da się to całkiem wyeliminować. Masz ogień w pokoju, to nie mieszkasz w laboratorium. Ale można trochę ograniczyć straty.
Po pierwsze: drewno musi być suche. Nie „trochę suche”, nie „leżało pod płotem, więc pewnie wie, co robi”, tylko naprawdę suche. Mokre drewno bardziej kopci, gorzej się pali i robi z kominka maszynę do produkcji brudu i dymu. Drewno powinno poleżeć, wyschnąć i dopiero wtedy udawać romantyczne źródło ciepła.
Po drugie: nie dusić ognia przesadnie. Wiadomo, człowiek chce, żeby paliło się długo, więc przymyka dopływ powietrza i ma poczucie kontroli. Tylko że przy zbyt słabym dopływie powietrza drewno zaczyna się tlić, kopcić i produkować więcej syfu. Ogień ma się palić, a nie dogorywać jak moje postanowienia po trzech dniach po nowym roku ;)
Po trzecie: dobry ciąg w kominie. Jeżeli przy dokładaniu drewna dym lubi wyjść na pokój i sprawdzić, co tam słychać, to coś jest nie tak. Komin trzeba czyścić i pilnować, żeby miał odpowiedni ciąg. Kominiarz nie jest ozdobą systemu, tylko człowiekiem, który może uratować sufit, płuca i kilka innych rzeczy. Dość istotnych.
Po czwarte: uszczelki w drzwiczkach wkładu. Jeśli drzwiczki nie trzymają dobrze, dym i drobny pył mogą się wydostawać tam, gdzie nie powinny. Czyli wszędzie. Warto sprawdzić, czy wkład jest szczelny, czy szyba dobrze domyka i czy nie trzeba czegoś wymienić, zanim znów będę malował sufit z miną człowieka zdradzonego przez własny salon.
Po piąte: nie palić byle czym. Żadnych śmieci, lakierowanego drewna, płyt, kartonów z nadrukami i innych wynalazków, które kuszą, bo „przecież się spali”. Spali się. A potem wróci na ścianę, sufit, szybę kominka i pewnie do płuc. Bardzo sprytne koło życia, tylko głupie.
Po szóste: regularnie czyścić kratki, obudowę kominka i okolice nawiewów, jeśli ciepłe powietrze rozchodzi się po pokoju. Kominek nie tylko grzeje. On też potrafi ładnie rozprowadzać kurz. Taki prezent z dostawą na sufit i ściany. W sumie czym więcej kurzu w pomieszczeniu z kominkiem tym szybciej ściany i sufit stanie się brudny.
Po siódme: przed kolejnym malowaniem dobrze umyć ściany i sufit, a w miejscach mocno zabrudzonych dać podkład odcinający plamy albo farbę przeznaczoną do trudnych zabrudzeń. Sama biała farba może nie wystarczyć, bo sadza potrafi przebić jak zły charakter w rodzinie. Niby zamalowane, a dalej wychodzi.
No i przy kominku lepiej dać farbę bardziej odporną na mycie. Człowiek myśli o kolorze, a potem pyta, czy da się to przetrzeć bez zrobienia większej tragedii.
Przy okazji warto mieć czujnik czadu. To już nie jest kwestia czystego sufitu, tylko tego, żeby rano wstać i dalej móc narzekać na brudny sufit. A ja jednak lubię mieć taką możliwość.
Na razie maluję dalej.
Patrzę na ten sufit i mam mieszane uczucia. Z jednej strony dobrze, że w końcu się za to zabrałem. Z drugiej strony trochę przykro odkryć, że własny pokój przez kilka lat robił za filtr do kominka.
Masz kominek, masz klimat.
Masz kominek, masz ciepło.
Masz kominek, masz problem.
I wałek w ręce.
Zobacz też
Foto: remontu ciąg dalszy — bo remont ma to do siebie, że rzadko kończy się tam, gdzie człowiek naiwnie myślał, że się skończy.
Foto: remont cz. 3 i mały wypad do Wielkiej Puszczy — trochę domu, trochę ucieczki z domu, czyli rozsądna proporcja.
Foto: nowa tapeta — dla równowagi coś z tej przyjemniejszej strony domowych zmian.



Komentarze
Prześlij komentarz