Oddajcie kobiecie piecyk
Na ul. Mickiewicza pojawił się apel o zwrot piecyka na naftę.
Nie wiem, jak często w życiu człowiek trafia na kartkę z prośbą o oddanie piecyka, ale obstawiam, że nie jest to codzienny standard miejskiej komunikacji. Zwykle wiszą ogłoszenia o wynajmie, korepetycjach, zagubionych kluczach, ewentualnie o psie, który zaginął, choć patrząc na zdjęcie, pies ma minę, jakby sam chciał odpocząć od rodziny.
A tu proszę.
Piecyk.
![]() |
| Krótko, grzecznie i zmarzniętym drukiem: oddać piecyk, bo człowiek marznie. |
Ktoś zabrał ze schodów piecyk na naftę, który służył do ogrzewania sklepu podczas zimowych mrozów. Nie rower. Nie reklamówkę z zakupami. Nie parasol z klatki schodowej. Piecyk. Rzecz ciężką, konkretną i raczej mało spontaniczną.
Bo to nie jest tak, że człowiek idzie sobie ulicą i nagle mówi: „O, piecyk. Przyda się”. Chociaż może właśnie tak było. Nie znam się na przestępczości grzewczej.
Najlepsze w tej kartce jest jednak ostatnie zdanie:
TERAZ MARZNĘ!
I właściwie wszystko zostało powiedziane.
Krótko, rzeczowo i z wyrzutem, który przebija przez papier. Oddajcie mi mój piecyk, bo jest zima i ja tu nie prowadzę sklepu w warunkach arktycznych dla sportu.
Lubię takie lokalne komunikaty. One mają w sobie więcej życia niż niejeden oficjalny plakat. Jest problem, jest sprawca, jest ofiara i jest piecyk na naftę jako główny bohater dramatu. Mała miejska tragedia w formacie A4.
Mam nadzieję, że piecyk wrócił.
A jeśli nie, to przynajmniej ktoś ma teraz bardzo ciepłe sumienie.
Chociaż nie. Sumienie raczej nie.
Piecyk.
Zobacz też:
Foto: zima - bo zima sama w sobie już bywa wystarczającym problemem, nawet bez znikających piecyków.
Foto: Zimowa przejażdżka - trochę chłodu, trochę codzienności i wyjście z domu mimo wszystko.
Foto: Niesamowita promocja w sklepach - sklepowe absurdy też mają swój własny, cichy język.




Komentarze
Prześlij komentarz