TOP 20 2013 roku: piosenki, które za mną chodziły

Czas na małe podsumowanie 2013 roku.

Nie będzie to ranking w stylu: „najlepsze single według komisji do spraw ważności muzyki”. Nie mam komisji. Mam za to własne odsłuchy, własne odruchy i trochę znajomych, których przez cały rok męczyłem tymi numerami na imprezach, ogniskach i pewnie jeszcze w kilku sytuacjach, w których nikt mnie o muzykę nie prosił.

No cóż. Bywa.

To zestawienie jest mocno subiektywne. Bardziej z brzucha niż z excela. Każdy z tych utworów miał dla mnie w 2013 roku jakieś znaczenie. Czasem większe, czasem mniejsze. Czasem to był kawałek puszczany w kółko przez kilka dni, czasem coś, co wracało przy okazji spotkań, drogi, siedzenia przy komputerze albo wieczoru, który przeciągał się za bardzo.

Kolejność jest przypadkowa. I dobrze. Nie chcę teraz udawać, że umiem sprawiedliwie ustawić obok siebie Waglewskiego, Lao Che, Moderat, Fever Ray, Daft Punk i Dalidę. To nie są zawody. Bardziej zapis tego, co się wtedy przykleiło.

Na pewno mocno siedział mi Waglewski Fisz Emade. „Ojciec” został ze mną po koncercie w Kętach i potem wracał jeszcze długo. Jest w tym numerze coś, co nie potrzebuje ozdobników. Wchodzi spokojnie, ale zostaje. A ja takie rzeczy lubię. Bez machania rękami, bez udawania wielkiego objawienia.

Lao Che też zasługuje na osobny ukłon. „Hydropiekłowstąpienie” i „Dym” to kawałki, które mają swój ciężar. Nie do puszczenia byle gdzie i byle kiedy, ale kiedy już siądą, to siądą konkretnie. U mnie siadły.

Był też Moderat - „A New Error”. Jeden z tych utworów, przy których człowiek nie musi nic mówić. Wystarczy odpalić i chwilę posiedzieć. Dla mnie to jeden z najmocniejszych muzycznych punktów tego roku.

No i Revlovers - „Copacabana”. Tu z kolei mam bardziej prywatny uśmiech. Ten numer miał w sobie lekkość, którą łatwo było komuś podrzucić. Puścić raz, potem drugi, potem znowu. A potem udawać, że to wcale nie było nękanie znajomych, tylko „dzielenie się muzyką”.

Jasne.

2013 był też rokiem kilku oczywistych hitów. Daft Punk - „Get Lucky”, Capital Cities - „Safe and Sound”, Avicii - „Hey Brother”, Lana Del Rey - „Summertime Sadness”. Tego nie dało się wtedy całkiem ominąć. I nawet nie chciałem. Nie wszystko musi być odkryciem z trzeciej piwnicy internetu. Czasem popularny numer jest popularny, bo po prostu dobrze wchodzi.

Z drugiej strony miałem też swoje ciemniejsze ścieżki. Fever Ray - „If I Had A Heart” po filmie Dolana zrobiło swoje. Dalida - „Bang Bang” miała ten swój dramat, ale taki, który mi pasował. Brigitte dramat, ale Bardot i Serge Gainsbourg - „Bonnie and Clyde” też gdzieś się dopisali do tego roku, szczególnie że pod koniec 2013 wpadłem mocniej w Gainsbourga i zacząłem grzebać w jego rzeczach bardziej świadomie.

Do tego polskie granie, które wtedy bardzo mi chodziło po głowie: Happysad, Hey, Kim Nowak, SKUBAS, Dawid Podsiadło, Indios Bravos. Niby różne półki, różne nastroje, różne sposoby śpiewania o świecie, ale razem tworzą całkiem uczciwy obraz tego, czego słuchałem.

Trochę radia. Trochę alternatywy. Trochę ognisk. Trochę Spotify. Trochę „ej, posłuchaj tego”.

Dobra, lista.

Mój TOP 20 - 2013 rok

  1. Avicii – Hey Brother
  2. Ayo – Fire
  3. Brigitte Bardot – Bonnie And Clyde
  4. Capital Cities – Safe And Sound
  5. Daft Punk – Get Lucky – Radio Edit
  6. Dalida – Bang Bang
  7. Dawid Podsiadło – Trójkąty i kwadraty
  8. Fever Ray – If I Had A Heart
  9. Happysad – Nic Nie Zmieniać
  10. Hey – Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan
  11. Indios Bravos – Lubię To
  12. Kim Nowak – Mokry Pies
  13. Lana Del Rey – Summertime Sadness
  14. Lao Che – Hydropiekłowstąpienie
  15. Lao Che – Dym
  16. Moderat – A New Error
  17. Mumford & Sons – I Will Wait
  18. Revlovers – Copacabana – Radio Edit
  19. SKUBAS – Linoskoczek
  20. Waglewski – Ojciec

I tyle. Tak brzmiał mój 2013 rok w dwudziestu kawałkach.

Nie najlepszych obiektywnie. Nie najważniejszych dla świata. Moich. A to w takim podsumowaniu chyba wystarczy.

Komentarze

Popularne posty