piątek, 16 kwietnia 2004

Ahoj!

Wczesną porą udałem się z Patulkiem do Cieszyna… do trzech razy sztuka jak to mówią – ostatnio
tn.nova.cz
miałem kłopoty z wstawaniem o 3:30 nad ranem… teraz się jednak zawziąłem, wstałem i pojechałem :) O mały włos, a spóźniłbym się na pociąg ;) odjazd o 4:57 a ja o 4:00 dopiero wstałem. Wszystko na ostatnią chwilę… pass gdzieś mi się zawieruszył. Już myślałem, że naprawdę nie zdążę… jak zawsze – udało się.

Po drodze „zaaplikowałem” sobie podprogową ilość Neurolu na rozluźnienie… Pociąg był prawie pusty, więc nudno było… dopiero w Skoczowie wsiadła partia świeżego mięsa…

Na miejscu byliśmy około 8:15… ulala… Neuronek zaczął działać…

No… jesteśmy już na przejściu granicznym… celnicy nawet nie zaglądają do paszportów… He… jak bym chciał to mogłem nawet konia z kopytami przenieść na Czeską stronę i nie zwróciliby na to uwagi… Unia tuż, tuż… więc chłopcy dostali luz. Już nie mogę się doczekać do maja… od razu po 1 maja przechodzimy z Czechami na Dowód osobisty…

Jesteśmy już po czeskiej stronie… ruszamy na miasto… a raczej na mieścinkę. Część czeska Cieszyna jest stosunkowo do polskiej - mała
Teraz uświadomiłem sobie bardzo ciekawy szczegół… po stronie czeskiej nie widziałem żadnej dziewczyny… hmm… tak na 10 chłopa to może widziałem jedną…

Szwendaliśmy się z parę godzin po sklepach… mnie oczywiście ciągnęło do marketu gdzie kupuję zawsze extra bułki z dodatkami i wyśmienity czeski ser pleśniowy… te kupowane u nas mogą się naprawdę schować…

Teraz czas na Lekarny czyli po czesku apteki a szczególnie na taką jedną  [...]

Po spacerkach czas do domu… ruszamy na polską stronę. Zahaczamy oczywiście o coś w rodzaju targowisk… co ciekawe… wszystkie ceny podawane są tylko w koronach...
Kupiłem sobie koszulkę... na parę prań wystarczy ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...