Komfort cieplny nad Sołą
Majówka, ale fajnie!
Czy na pewno?
No nie w tym roku.
Pogoda nie dopisuje. Dziś zimno, jutro zapowiadają deszcz, a w powietrzu wisi taka przyjemna atmosfera pod tytułem: „wyciągnij kurtkę i nie dyskutuj”. Jeszcze kilka dni temu było całkiem miło, ciepło, prawie wiosennie, aż chciało się wyjść z domu i udawać, że życie jest proste.
A teraz?
Teraz majówka zrobiła minę obrażonego października.
Wybraliśmy się z Andrzejem nad Sołę, żeby posiedzieć przy małym ognisku. Takim naprawdę małym. Symbolicznym. Żeby się nazywało, że byliśmy. Żeby można było potem uczciwie powiedzieć: majówka zaliczona, ogień widziany, dym w oczy przyjęty, można wracać do domu.
| Ognisko małe, ale z charakterem. Ja trochę mniej ogrzany niż zakładałem. |
| Rowery, plecaki i plan, który wyglądał ambitniej niż temperatura. |
Ognisko było małe, ale dzielne. Takie, które ma świadomość, że jest bardziej znakiem umownym niż poważnym źródłem ciepła. Kilka patyków, trochę płomienia oczywiście też dymu i już można się poczuć jak człowiek nad Sołą. Tylko z bidonem.
A właśnie.
Ze względu na to, że pogoda nie zachęcała, postanowiłem zachęcić się sam. Bidonem z czymś niezerowym w środku. Może to, plus ognisko da mi komfort cieplny.
Ogień grzeje z zewnątrz, bidon ma grzać od środka.
| Andrzej przy ogniu, czyli dowód, że majówka jednak została odhaczona. |
| Soła płynie, pogoda marudzi, klasyka gatunku. |
Siedzieliśmy nad Sołą, w tym chłodzie, przy małym ogniu i w sumie nie buło tragedii. Jest zimno, owszem. Pogoda marudzi, jasne. Ale woda płynie, krzaki szumią, ogień się pali, a my znowu jesteśmy gdzieś nad rzeką, zamiast siedzieć w domu i narzekać na pogodę z pozycji sofy.
Chociaż sofa miała tego dnia bardzo mocne argumenty.
I tu mała dygresja, bo temat jeszcze dobrze nie ruszył, a już skręcam w bok. Zdałem sobie właśnie sprawę, że nie jestem w stanie zliczyć wszystkich ognisk, jakie zrobiliśmy w tym roku. A przecież mamy dopiero początek maja. Oj, było ich już dużo.
Idziemy na rekord.
Czy pokonamy zeszłoroczną ilość?
Jest szansa ;P
To już chyba nie jest zwykłe wychodzenie nad rzekę. Może to jakiś nałóg, chyba? Jedni zbierają znaczki, inni kapsle, a my chyba zbieramy ogniska. Małe, większe, udane, zadymione, takie przy rzece, takie z kiełbasą, takie bez sensu i takie, które miały być na chwilę, a potem siedzi się do momentu, aż zaszczypki w stopy.
Dziś rządziło.
Ale nie wygrało do końca.
Majówka zaliczona.
Komfort cieplny - częściowo.
Zobacz też
Foto: ognisko z kiełbaskami na nowej miejscówce — bo ognisko ognisku nierówne, ale dym w oczy zwykle trafia tak samo.
Popołudnie nad Sołą — spokojniejsze siedzenie nad wodą, bez potrzeby udawania wielkiej wyprawy.
Foto: nad Sołą — kolejny dowód na to, że Soła działa nawet wtedy, kiedy plan jest bardzo prosty: pójść, posiedzieć, popatrzeć.


Komentarze
Prześlij komentarz