Z życia kamieni

Uwaga, będzie rozkmina. Kto nie ma ochoty, może poprzestać na zdjęciu. Pozostałym zalecam poczucie humoru i trochę dystansu, bo najpoważniejsze w tym wpisie będą chyba same kamienie ;p

Młody kamień i... stary kamień ;p

Jaka jest szansa na znalezienie dwóch tak podobnych kamieni i to w całkiem bliskim sąsiedztwie? Nad Sołą najwyraźniej spora. Te dwa wyglądają jak głowy dużego i małego orła. Takie geometryczne, bez zbędnych szczegółów. Tata i synek. Podobieństwo rodzinne dość wyraźne, chociaż matki nie znam ;D


Dwa mokre, brązowe kamienie różnej wielkości, o podobnych kształtach przypominających profile orlich głów, leżące na jasnym podłożu wśród otoczaków.
Tata i synek. Pokrewieństwo ustalone na oko, obaj odmawiają komentarza ;p

Tylko właściwie skąd mi przyszło do głowy, że ten mniejszy jest młodszy? Może jest dokładnie odwrotnie. Może to on najwięcej się już po tej rzece natoczył i dlatego niewiele z niego zostało. A ten duży dopiero co odpadł od skały i jeszcze nie wie, w co się wpakował. Człowiek patrzy przez chwilę i już ustala starszeństwo. Po gabarytach. Dobrze, że kamienie nie składają skarg.

A może kiedyś były jednym kamieniem? Wtedy to nadal tata i synek czy jeden kamień w dwóch częściach? I w którym zostało więcej tego poprzedniego? Bo jeśli rozłupię kamień na pół, to mam dwa kamienie, ale przecież żadnego nowego materiału nie dodałem. Kamieni przybyło, kamienia nie.

Już mi się to trochę rozjeżdża, a dopiero zacząłem.

Najbardziej jednak zastanawia mnie, co one robią, kiedy ludzie nie patrzą. Bo że przy nas leżą, to żaden dowód. Ja przy niektórych ludziach też się specjalnie nie udzielam.

Może rozmawiają, tylko bardzo wolno. Ten mały właśnie zadał pytanie, a duży zbiera się do odpowiedzi. Od marca. W lipcu powie pierwsze słowo i dla nich będzie to całkiem żwawa pogawędka. My w tym czasie zdążymy kilka razy przyjść nad rzekę, zrobić zdjęcia, pokłócić się, pogodzić i uznać, że tutaj nigdy nic się nie dzieje.

A tam akurat awantura. Tylko trzeba by posiedzieć do listopada.

Przy takim tempie człowiek musi im się wydawać strasznie nietrwały. Pojawia się, trochę porusza, znika. Ledwo kamień zapamięta twarz, a już przychodzi ktoś inny. I każdy koniecznie chce go podnieść, obrócić albo wrzucić do wody. Wyobraźcie sobie, że siedzicie z ojcem, rozmawiacie, a tu nagle ktoś bierze was za głowę i puszcza kaczkę.

Potem się dziwić, że kamień milczy.

Zresztą może one wcale nie wiedzą, że są kamieniami. Nie wiedzą też, że przypominają orły i że właśnie zrobiłem z nich rodzinę. Leżą sobie, aż przychodzi człowiek i wszystko im ustala. Wygląd, wiek, pokrewieństwo. Jeszcze tylko brakuje, żebym zaczął zgadywać, który ma trudne dzieciństwo.

A gdyby tak odwrócić sytuację? Może dla nich to ja jestem czymś dziwnym znalezionym nad Sołą. Takim miękkim, ruchliwym kamieniem, który nie potrafi spokojnie poleżeć i z niewiadomych powodów ma zdanie na każdy temat.

Patrzę jeszcze raz na zdjęcie. Duży wygląda, jakby wiedział. Mały też.

Tylko ja nie wiem, co. I to mnie trochę niepokoi ;p

Zobacz też

Komentarze

Popularne posty