To nie ścieżka rowerowa, ale…

Kilka dni temu pisałem o remontowanych wałach na rzece Macosze. Wiele osób myślało, że będzie tam ścieżka rowerowa.

No więc nie.

Nie jest to ścieżka rowerowa.

Ale rowerem i tak da się jeździć.

Przynajmniej na razie, dopóki ten cały wysypany i ubity kamień nie zarośnie trawą, nie wciśnie się w niego błoto, nie pojawią się koleiny, nie przyjdzie natura i nie powie: „dobra, koniec tej cywilizacji”.

Wybraliśmy się więc na mały rekonesans. Trzeba było sprawdzić, jak daleko te wały zostały zmodernizowane i czy to, co z daleka wygląda jak wygodna trasa, z bliska nie okaże się jednak testem dla kręgosłupa, zębów i wiary w sens jazdy rowerem po kamieniach.

Rowerowa trasa po wyremontowanych wałach nad rzeką Macoszką, z progiem wodnym, płynącą wodą, drzewami, polami i rowerami stojącymi na kamienistej drodze.
 To nie ścieżka rowerowa, ale rower na razie udaje, że nie słyszy.

Okazało się, że jest całkiem nieźle.

Droga po koronie wału prowadzi wzdłuż Macoszki, równo, prosto, przy wodzie. Z jednej strony pola, z drugiej rzeka, śluzy, progi wodne, mostki, jakieś spiętrzenia, przelewy, beton, żelazo. Najbardziej ciekawiło mnie ile tych mostków i śluz w dole rzeki jest więc po drodze zatrzymywaliśmy się co chwilę, bo tu próg, tam mostek itd.

Mały mostek techniczny nad rzeką Macoszką, przy wyremontowanych wałach, z widokiem na pola, domy i osobę stojącą przy wodzie.
Mostek, woda i Andrzej

Efekty bywają różne.

Wały po remoncie wyglądają porządnie. Widać, że to nie jest przypadkowo wysypany żwir, tylko droga techniczna po to, żeby dało się po niej dojechać, skontrolować wał, naprawić, podjechać sprzętem. Czyli nie romantyczna infrastruktura dla rowerzystów, tylko coś bardziej przyziemnego. Rowerzysta jest tu raczej gościem.

Nie narzekam.

Jechało się dobrze. Trochę trzęsło, ale bez tragedii. Rower przeżył, ja też, czyli wyprawę można uznać za udaną. Dojechaliśmy całkiem daleko, dalej niż się spodziewałem. A przy okazji wyszło, że w okolicy jest więcej takich miejsc, które czekają na moje odkrycie. 

Na koniec pojechaliśmy jeszcze do Bielan zobaczyć, jak powstają kolejne nowe stawy po wybraniu żwiru przez lokalną żwirownię. I to też jest ciekawy widok. Z jednej strony krajobraz trochę przemielony przez koparki, z drugiej - woda już zaczyna robić z tego swoje miejsce. Wielka dziura po żwirze powoli zamienia się w staw. Patrzysz i nie wiesze, czy to jeszcze rana po przemysłowej robocie, czy już zalążek czegoś całkiem ładnego.

Pewnie jedno i drugie.

Nowy staw powstający w Bielanach po wydobyciu żwiru przez żwirownię, z wodą, piaszczystymi brzegami, trawą i jasnym niebem.
Po żwirze zostaje dziura, potem woda, potem ludzie mówią, że nawet ładnie.

Wróciliśmy z poczuciem, że ta „nie-ścieżka rowerowa” może jeszcze przez jakiś czas dawać radę. Oficjalnie nie jest ścieżką, ale koła tego nie wiedzą. Jadą.

I dobrze.

Dopóki można, trzeba korzystać.

Potem przyjdzie trawa i zrobi porządek.

Zobacz też

Wycieczka rowerem pod zaporę w Czańcu - kolejny rowerowy wypad nad wodę, czyli klasyczne połączenie: droga, rzeka i trochę kręcenia przed siebie.

Popołudnie nad Sołą - spokojniejsze patrzenie na wodę, bez zdobywania świata

Kilka kadrów z niezawodnej Soły - bo woda w okolicy ma ten plus, że zawsze coś pokaże, nawet jak człowiek tylko wyszedł się przejść.

Komentarze

Popularne posty