czwartek, 31 marca 2005

Problemy Pani K.


Dzień nudny – co z tego, ze słoneczny i ciepły jeśli wieje zimny wschodni wiatr. Taka pogoda do niczego mnie nie zachęca.
Wciąż czekam na upragnioną paczuszkę :(

Kto to jest informatyk, każdy wie… no może nie każdy. Większość uważa, że jeśli informatyk to powinien umieć wszystko. Gówno prawda. Przecież zawód informatyka to tak jak zawód lekarza… wiele specjalności i dziedzin pokrewnych. Ginekolog nie będzie wyrywał zębów, chociaż zarys wiedzy na ten temat posiada, tak i grafik komputerowy nie musi wiedzieć jak administrować sieć.
Porównanie informatyka do lekarza myślę, że jest bardzo trafne. Poniżej opiszę parę prawdziwych zgłoszeń klientów i ich problemów. Z mojego punktu widzenia jest to niezła rozrywka ;)





K: Halo, tu Klaudia Nowak. Nie mogę wydostać swojej dyskietki z komputera.
H: Czy naciskała Pani na ten guziczek obok wrzutnika dyskietek?
K: Tak, ale to nic nie dało.
H: Ok, zapiszę problem i informatyk skontaktuje się z Panią ..
K: Ojej, chwilkę... Przepraszam bardzo. Właśnie zauważyłam moją dyskietkę na biurku. Widocznie wogóle jej nie
wkładałam do komputera.

H: Proszę nacisnąć na "Mój komputer" - jest po lewej stronie ekranu.
K: Po lewej u mnie czy u Pana?

H: Dzień dorby, w czym mogę pomóc?
K: Halo... nie mogę drukować.
H: Proszę kliknąć na Start i ...
K: Nie zaczynaj z tym całym technicznym gównem, nie
jestem Billem Gatesem.

Wiadomość nagrana na automatycznej sekretarce
Helpdesk:"Halo,tu Ewa Jansen. Nie mogę drukować. Za każdym razem jak klikam na drukarkę w Wordzie, otrzymuję komunikat: "Drukarki nie
znaleziono". To niemożliwe, drukarka stoi na biurku od razu obok
komputera, ja widzę ją doskonale a komputer jej nie widzi??

K: Dzień dobry, moja drukarka nie drukuje koloru czerwonego.
H: Czy ma Pani kolorową drukarkę?
K: Aha..., przepraszam i dziękuję.

H: No dobrze a co widzi Pani w tej chwili na ekranie.
K: Zdjęcie pluszowego misia, które przesłał mi moj chłopak.
H: Teraz proszę nacisnąć F8
K: Nic się nie dzieje...
H: Co dokładnie Pani zrobiła??
K: Nacisnęłam 8 razy klawisz "f" i nic się nie dzieje...

K: Moja klawiatura nie działa.
H: Jest Pani pewna, że jest podłączona i zainstalowana?
K: Nie wiem bo nie mogę spojrzeć na tył komputera, czy wtyczka jest tam wetknięta.
H: Proszę zatem wziąść klawiaturę w ręce i odejść od komputera kilka kroków.
K: OK.
H: Czy mogła Pani odejść od komputera?
K: Tak
H: To znaczy, że klawiatura jest niepodłączona. A
może jest jeszcze jedna klawiatura w pobliżu komputera?
K: Tak, leży jeszcze jedna. Oho, ta działa ...

H: Pani hasło brzmi małe "a" i duże "V" oraz liczba 7.
K: 7 duże czy małe?

Klient nie może wejść do Internetu
H: Jest Pani pewna, że wpisuje poprawne hasło?
K: Tak oczywiście, patrzyłam dokładnie na kolegę i wpisuję to samo
H: Czy byłaby Pani tak miła i powiedziała mi hasło jakie Pani wpisuje?
K: Pięć gwiazdek

H: Przepraszam a jakiego programu antywirusowego Pani używa?
K: Netscape.
H: Niestety to nie jest program antywirusowy.
K: Tak, tak przepraszam, miałam na myśli Internet Explorer

K: Mam nadzieję, że mi Pan pomoże. Kolega wgrał mi
świetny wygaszasz ekranu, niestety za każdym poruszeniem
myszki on znika ...

H: Jak mogę Pani pomóc?
K: Pierwszy raz piszę e-maila.
H: ok, a w czym tkwi problem??
K: Przy wpisywaniu adresu mojego kolegi. Znalazłam "a" na klawiaturze, ale nie wiem w jaki sposób mam do niego dodać tą śmieszną końcówkę??

poniedziałek, 28 marca 2005

ŚWIĘTA - dzień drugi

Przeminęło z wia-d-rem…

Suchy… do momentu. Po południu zabrałem rower i pojechałem do Żelaznej. Musiałem kluczyć uliczkami aby omijać zapory wodne.
Na miejscu zastałem Andiego… co za zbieg okoliczności ;)
Żelazna oczywiście nie wytrzymała i dostała mi się mała ilość wody… mała – czytaj: majtki nawet miałem mokre. Ona zresztą też nie była lepsza.

Do domu dotarłem już suchy.

I tak oto zakończyły się tegoroczne Święta Wielkanocne.

niedziela, 27 marca 2005

ŚWIĘTA - dzień pierwszy

Pierwszy dzień świąt zacząłem od wizyty w Krakowskim szpitalu specjalistycznym im. Jana Pawła II, na oddziale intensywnej terapii, przy łóżku mojego dziadka, który jest po operacji wszczepienia zastawek serca. Sytuacja jest nie za wesoła.

Wszyscy, wraz ze mną, są tak pochłonięci pobytem dziadka w szpitalu, ze tegoroczne święta przelatują po miedzy palcami – są rzeczy ważne i ważniejsze.

Wczoraj Naiwna zrezygnowała z wyjazdu do Malutkiej, bo jak powiedziała źle się czuła, co automatycznie mnie uwięziło w domu.
Wieczorem pojawił się Andy… po godzinie stwierdził, że jestem jakiś anty do jego osoby. Tak jakby miał rację… byłem anty, ale do wszystkich i wcale nie zdawałem sobie z tego sprawy. Gdy tylko sobie to uświadomiłem postarałem się jak najszybciej o odzyskanie pogody ducha. Udało się.

Takie to wszystko bez ładu i składu… trudno zebrać myśli.


Wesołych Świąt!

piątek, 25 marca 2005

Wiosna


Wiosenna aura dopisuje i zachęca do spacerów i przebywania na świeżym powietrzu. Taką pogodę kocham – słoneczną… Mam przynajmniej okazję do naładowania swoich baterii, bo ja to chyba jestem na baterie słoneczne…

Popołudniu wpadła na kawkę Naiwna ( Kluska), która na święta przyjechała „na stare śmieci”. Poprawiła mi samopoczucie swoją obecnością… rozumiemy się bez słów… jak zawsze ;)
Szkoda, że tak krótko… najgorsze, ale też nieuniknione są dla mnie pożegnania z nią… staram się być twardy i nie okazywać po sobie, że jest mi bardzo przykro, że już musi jechać, i że znów nie zobaczymy się przez około pół roku. Ciężko jest żegnać się z osobą, która jest najlepszym przyjacielem… nawet na pół roku ...ciężko.
Jutro, jeśli czas dopisze to wybierzemy się wspólnie do Malutkiej…

Święta za pasem… jeszcze nie składam życzeń bo chyba tutaj jeszcze zaglądnę

sobota, 19 marca 2005

Przekładaniec

Schuman Show
Do Francji mnie nie chcą…
Dziś otrzymałem mejla i informacją, że nie zakwalifikowałem się do trzeciego etapu rekrutacji.
Nie nastawiałem się zbytnio wiec nie przeżywam.

Wariacje oziębłej
Żelazna coś zdziwia…
Staje się za bardzo zasadnicza…
Zachowuje się jak przysłowiowa „Pani Stasia” z kadr.
Nie omieszkam jej powiedzieć, co o tej zasadniczości względem mnie myślę.

Na dobre i na złe
A propos śpiączki… pozytywne szanse wzrosły o jakieś 4%.

Kryminalni
Doszło do tego, że ostatnio zawsze ktoś musi zostać w domku…
11 mieszkań okradzionych w ciągu miesiąca… Jedno na mojej ulicy…

Słowo na Niedzielę
Proście, a będziecie prości.

środa, 16 marca 2005

Kalejdoskop...

Bliską osobę mam w śpiączce pooperacyjnej.
Czekam…

Tak jak obiecywałem….
Nowy test z cyklu sprawdź się na ile mnie znasz jest już dostępny …

Trzy pary Nike zamówione już dotarły... w tym jedne dla Andiego.
Dziś nie wytrzymałem i zamówiłem dodatkowo buty "BK"
Fetysz wciąga.

Czas do spania.

poniedziałek, 14 marca 2005

Pechowe były te ostatnie dni.

Dużo nerwów o nic…
W piątek udałem się do bankomatu po kasę…
Jak zawsze wyciągnąłem kartę z portfela i wyszedłem z domu w stronę „kapliczki”.
Wyjąłem kartę z kieszeni i wkładam do bankomatu… pin… kwota… „trwa realizacja…” i nic… poleciały reklamy a ja ani karty ani pieniędzy nie dostałem…
Zdenerwowałem się z deczka bo wiedziałem, ze czekanie na nową kartę trochę potrwa a ja zostałem bez pieniędzy na dzień „dzisiejszy”
W obsłudze banku powiedziano mi, że dopóki bankomaty należały do sieci tego banku to wyjmowano karty i zwracano klientom, jednak teraz obsługuje ich euronet i karty zatrzymane są automatycznie cięte przez mechanizm „kapliczki”
W drodze do domu główkowałem jak to możliwe, że moja karta została zjedzona… przecież wszystko z nią było OK.
Wpadam do domu otwieram portfel aby sprawdzić czy na pewno zabrałem odpowiednią kartę… Patrzę a tam moją ukochana karta do V Banku leży sobie spokojnie po miedzy innymi.
No dobrze – pomyślałem – jeśli ta karta jest w portfelu to jaka karta została zjedzona(?)…
Po chwili już wiedziałem, że strawiona została karta do Fortisa… były tak podobne do siebie, że omyłkowo zabrałem tą do F Bank. Mała strata… Karta była nie ważna a konto już nie istnieje… to wyjaśnia wszystko.

Sobotnia odskocznia…
Andy przyszedł z procentem w korkowanej butelce… do tego dwa piwa i nieodzowne chipsy plus sos.
Pod wieczór pojawiła się tez i Żelazna…
Śmianie, żartowanie, dzielenie się smutami etc.

Niedziela - pechu ciąg dalszy
Trzynasty… i chociaż uważałem, że takie przesądy mnie nie dotyczą to muszę przyznać, że coś w tym jest.
Miałem jechać z samego rana do Krakowa do dziadka, który obecnie jest w szpitalu i czeka na operację zastawki serca. Wszystko się jednak trochę powikłało ( auto jedno a chętnych do dziadka wielu) pomyślałem, że odwiedzę go następnym razem i wysiadłem w Wadowicach aby zaskoczyć Patulka w domu… oj zaskoczyłem.
Chociaż się umawialiśmy na dziś to nie przypuszczał, że to będzie o takiej wczesnej porze. Ledwo co wstał… rozespany w dodatku na kacu i to nie tylko alkoholowym ale i moralnym. Jak mi potem oświadczył z winą w głosie… -właśnie tej nocy zdradziłem.
Był naprawdę przygnębiony i jeszcze z takim poczuciem winy nigdy go nie widziałem.
Popołudniu pojechaliśmy do sklepu bo chciałem sobie kupić odświeżacz powietrza i przy okazji coś do jedzenia. Miało być zero alkoholu ale wróciliśmy z półtora litrową Sophią. Po powrocie, po jakimś czasie okazało się, że Patulek prawdopodobnie zgubił telefon… Po gorączkowych poszukiwaniach telefonu jak nie było tak nie było. Po przeanalizowaniu wszystkich wydarzeń od momentu, kiedy trzymał go po raz ostatni w ręce doszliśmy do wspólnych wniosków i padło realne podejrzenie na pewną młodą „damę”. Jest to zbyt skomplikowane, aby roztrząsać to w tym miejscu. Krótko: telefon prawdopodobnie się znajdzie a gwizdnięty został na złość.

Wieczorem poszedłem na autobus, aby wrócić do domu. Miał jechać coś 21:30 ale rozkład się zmienił i… okazało się, że pojechał o 21:20 a następny w stronę B-B mam dopiero o 23:00.
Wrócenie się do Patulka nie miałoby żadnego sensu… posiedziałbym u niego może z 20 minut i znów musiałbym gnać na dworzec. Znudzony czekaniem, zmarznięty, z bolącymi nogami od nabitych kilometrów podczas spacerku po mieście, wyjechałem z Wadowic o 23:00. Teraz marzyłem tylko o swoim łóżku…

środa, 9 marca 2005

Nocny Marek

W dzisiejszy kinie samotności postanowiłem obejrzeć - ponownie:
- Piękny umysł
- Zły skręt
- Klątwa
- Moje wielkie greckie wesele.

Przetrawię albo spłonę… wybór będzie należał do mnie.

wtorek, 8 marca 2005

Terapia wstrząsowa


Śnieg zasypał Polskę ale nie całą…
Podbeskidzie ominął…
Żadnych opadów…
Ma się te znajomości ;)

Jestem w połowie przetrawiania filmoteki, którą dostałem od A…
Dlaczego wydaje mi się, że każdy scenariusz jest do siebie tak podobny… te same wątki, akcja do przewidzenia…
Bleee,za dużo tego jak na jeden tydzień…
Wszystko się zlewa.

środa, 2 marca 2005

baaardzo dobry początek...


Po dołach ani śladu…
zachowuję się jakbym poczuł wiosnę w powietrzu…
Coś w tym jest, bo moje samopoczucie diametralnie się przez te kilka dni zmieniło…
Problemy stają się tylko przeszkodami, które należy ominąć, uśmiech zagościł na mojej twarzy…
Nie było, żadnej motywacji ani bodźca do przerwania tej stagnacji…
…a jednak się udało, humor mi dopisuje.

Tak już się dziwnie składa, że jak ja mam doły to samopoczucie A. sięga zenitu…
Mój dół minął… co za tym poszło A. coś dopadło.
komentarz autora 2010-08-18:
Wampirzyca energetyczna, czy co? 


Ostatnio byłem na WKU…
Badania o zmianę kategorii miałem wykonywane w Krakowie już w lipcu zeszłego roku, kiedy to orzeczono zmianę kategorii z „A” na „D” …
Nie chciałem mieć w książeczce wbitej kategorii „D” więc z udaniem się do WKU zwlekałem do tego roku – wiedziałem, że z początkiem 2005 mój rocznik idzie automatycznie do rezerwy.
Pojechałem… na poczekaniu, bez żadnych ceregieli wbito mi rezerwę bez zmiany kategorii w książeczce. Oczywiście oni wiedzą, że teraz mam „D” ponieważ kopię pisma z komisji dostali już dawno… dawno temu.

Codziennik…

Zakupy na Allegro… czapeczka NIKE oraz bielizna włoska… wszystko za 1/3 ceny sklepowewj :)

PS-ik....

Ostatni ( mam nadzieję) LajOłt;), finalny bloga na ten rok. Nie planuję już żadnych większych zmian.
"Proszę się przyzwyczaić, to już tak zostanie"
Aby nie było jednostajnie obraz tła będzie się co jakiś czas generował automatycznie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...