czwartek, 10 lutego 2005

...w ruchu aby zatamować wylew negatywnych myśli do mózgu.

Środa – środka kochana…

Ja, Żelazna i podstawowe wyposażenie imprezowicza… buteleczka czegoś z alkoholitami jak ja to nazywam… bardzo znany napój gazowany… ten niebieski ;)
…i w drogę

Poszliśmy w odwiedziny do już prawie zdrowego Andigo.
Pomińmy fakt, że wypiłem najwięcej drinków ze wszystkich i ciężko mi było wrócić do domu… rozkręciłem się w rozmowach i nikogo nie dopuszczałem do słowa… tak już mam, gdy jestem na automatycznym pilocie.
Nie obyło się po drodze po drodze do domu bez zwierzeń Żelaznej…
Ubolewam nad tym, że po alkoholu łatwo ze mnie wyciągnąć co nie co.
Mniejsza z tym… było minęło.

Nazajutrz… czyli dziś, kac, kac… cak cak… wszystko boli, ledwo co wygrzebałem się z łóżka, przypomniałem sobie, że jestem umówiony z Żelazną na wycieczkę po Oświęcimiu aby załatwić parę spraw. Wycieczka z cyklu „Szlakiem małopolskich UP”. Zdążyłem… wstałem… i prawie, że w pędzie wskoczyłem do busa. Po drodze wsiadła Żelazna… jeszcze natrafiłem na moją koleżankę ze szkoły więc było wesoło. W UP jak wszędzie – kicha. Co tam. UP to jest taka wymówka dla samego siebie, żeby się zmobilizować i pozwiedzać… parę miejsc. Na terenie obozu Auschwitz byłem nie raz, więc… ten punkt programu sobie darowałem. Dziś postawiłem na miasto. Oczywiście się pogubiliśmy ;) Podczas wycieczki po mieście musiałem zobaczyć szpital, w którym się narodziłem i oddział, na który, na krótki czas trafiłem po wypadku dwa lata temu. Pogoda i humory dopisały, nogi już nie ;)

Wieczorem byłem u siostry z okazji jej urodzin… miłe wspominki przy winku.

Oczywiście za dużo oczywistości jak na jeden dzień. Jutro dzień lenia. Czyli mój dzień ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...