niedziela, 27 listopada 2005

Zabawa na 102

Wróciłem z B-stoku…
Wesele wcale nie okazało się przeklęte a wręcz przeciwnie.
Jak to bywa na weselach, można sobie pozwolić w żarcie na coś więcej i o dziwo dużo osób to wykorzystywało.
Moja partnerka była trochę zawiedziona, bo nie dość, że biłem rekordy popularność po wśród dziewczyn ito jeszcze wśród mężatek ;)

czwartek, 17 listopada 2005

Idzie zima, pieniędzy ni_ma


Dziś za oknem obserwuję jak pada sobie pierwszy w tym roku śnieg.
I tak się zastanawiam, dlaczego mówi się… „pierwszy w tym roku”
Przecież wiadomo, że nie pierwszy.
Hmmm… a może ja tak tylko mówię?

W tych ostatnich tygodniach listopada muszę liczyć się z wydatkami a tego nie lubię.
Tak się złożyło, że zostałem zaproszony na ślub kuzyna i dużo kasy mi z tego tytułu wyleci z portfela. A tytuł ten to świadek.
Tak. Mam być świadkiem. Qrcze… podwójna rola = podwójne wydatki.

sobota, 5 listopada 2005

Prawie


Praca mnie pochłania.
Najlepsza praca to taka, w której człowiek może być kreatywny, doskonalić swoje umiejętności oraz wyrabiać sobie dobre zdanie na różne tematy…
Prawdę mówiąc, jeśli robisz to, co lubisz to nie przejmujesz się przeszkodami i kłopotami, bo jesteś w stanie je pokonać.

Można by powiedzieć… szczęściarz.

…to tak w ramach wstępu.

No dobrze… a jeśli napiszę to samo, ale nie w formie myśli, tylko w formie stwierdzenia, to czy tak naprawdę będzie to, to samo czy może pojawi się sprzeczność?

Praca mnie pochłania. Mam dobrą pracę, która daje mi szerokie możliwości wykazania się zdobytymi umiejętnościami i nabycia nowych.
Prawdę mówiąc robię to, co lubię i nie przejmuję się przeszkodami i kłopotami, bo jestem w stanie je pokonać.

Prawie nie widać różnicy po między tymi dwoma fragmentami. Zrozumienie jest prawie, że takie samo.

Diabeł tkwi w szczegółach.

…to tak w ramach rozwinięcia.

W taki oto sposób przekazałem wam, że z pracy jestem bardzo zadowolony ( mowa o początku tej notki) i przy okazji podzieliłem się ciekawostką ( jak dla kogo), że prawie robi dużą różnicę i że to nie prawda, że jeśli prawie że nie widać różnicy to po co przepłacać.
To tak, jak z symbolicznym znaczeniem księżyca w Tarocie. Nic nie jest takie, jak się wydaje. Widząc księżyc łatwo uwierzyć w to, że świeci.

piątek, 14 października 2005

katar, kłucie i odwiedzinki...


Katar… ból gardła…
Jednym słowem lekko przeziębiony jestem.
To jednak nie przeszkodziło mi, aby się wczoraj zaszczepić przeciwko grypie.
Szczepionkę musiałem sprowadzić sobie aż z Czech, bo w Polsce jest nie do zdobycia i chyba na ten sezon zapasy całkowicie się wyczerpały...
...zresztą cena czeskiej szczepionki jest znacznie niższa niż polskiej wiec nawet gdyby były to kupiłbym ją u sąsiadów.

Wieczorem wpadł do mnie Patulek z buteleczką czerwonej Finlandii.

Dziś czuję się stanowczo lepiej… katar, co prawda mam, ale gardło mnie już tak nie męczy…
Ciekawe tylko czy to po szczepiące czy po Finlandii ;)

poniedziałek, 10 października 2005

Wybory, wybory...


Sąsiad: Na kogo będziesz głosował?
Bastek: na pewno nie na kaczora.
Sąsiad: Od kaczek, a szczególnie od bliźniaczych, powinniśmy się trzymać z daleka… są bardzo niebezpiecznie… a tym bardziej teraz, gdy panuje ptasia grypa.


Zresztą... jak można głosować na człowieka, który wiecznie na twarzy ma wymuszony uśmiech (?)

sobota, 8 października 2005

??


Ostatnia notka ( czyli ta), jest znakomitym przykładem tego o czym mówi notka poprzednia, a ściślej chodzi mi o brak czasu na pisanie… ech ech ech… kiedy ja się wezmę za siebie i zacznie mi się chcieć?

Przecież chcę… ale jak tu pisać jeśli brak natchnienia :(

Muszę się wreszcie rozkręcić...

piątek, 9 września 2005

Blog to taka dziwna rzecz...


Blog to taka dziwna rzecz..
Chce się na niej pisać, ale jak przyjdzie coś do czego to nie ma o czym [przynajmniej ja tak mam] i się nie pisze dłużej.
.” eboy

No właśnie…
Jak to tak naprawdę jest…
Z tym pisaniem…
Chce się? Czy nie chce się?

W moim przypadku chce się i równocześnie nie chce się.
Brzmi to dość skomplikowanie, ale wcale takie nie jest.

Jeśli był ktoś, kto śledził mój blog od jego powstania to zauważył, że z początku notki pojawiały się często gęsto.
Wiadomo… coś nowego co przyciąga i aż chce się pisać… sprawdzić komentarze, śledzić zapiski na innych blogach… szukać znajomych, etc., chce się tego wszystkiego co wiąże się z posiadaniem bloga.

Z czasem jednak blog powszednieje, ta „rzecz” już tak nie pociąga… zmieniają się czytelnicy, inne blogi, na które z przyjemnością wchodziliśmy zostają zamknięte, długotrwałe blogowe przyjaźnie zanikają [nie wszystkie]…
Konsekwencją tego jest to, że trochę mniej piszemy, jednak to trochę mniej wystarczy, aby rozpoczął się cykl pogłębiającego zastoju – oj jak to brzmi ;)

Wydaje nam się, ze nie mamy o czym pisać… ale tak nie jest.

Często wydarza się coś ciekawego, śmiesznego, raniącego czy dziwnego i wtedy mówię „to muszę opisać na blogu”. Jednak przyzwyczaiłem się do tego, ze piszę w porywach jedną notkę tygodniowo i zbieram sobie te wszystkie rzeczy w pamięci do piątku czy soboty i opisuję.

Niestety…

Jak wszystko, tak i emocje ulatują, rzeczy, sprawy sprzed tygodnia stają się mało znaczące i stwierdzam, że nie chce mi się ich opisywać bo nie warto. BŁĄD!

Błędem nie jest niechęć do wracania do spraw sprzed tygodnia i opisywania ich, ale błędem jest nie spisanie czegoś w momencie weny lub przeżyć na gorąco.

Najlepsze wyjście – pisać codziennie.
Przecież zawsze znajdzie się coś interesującego do napisania…
Czy to myśli, przemyślenia, lub niespełnione marzenia.
Lecz komu by się chciało pisać codziennie, jest tyle ważniejszych spraw… np. dobry film, który i tak powtórzą parę razy lub można będzie kupić na DVD.

Życzę wszystkim wielu wartościowych a sobie wielu wartościowszych notek i żeby zawsze chciało się chcieć je pisać.

Pokręcone jak zawsze…

poniedziałek, 5 września 2005

Wrzesień czas zacząć


Zanim przejdę do meritum parę słów wstępnych


Przez wakacje nie często pisałem na blogu bo wolałem wykorzystać ten czas na cieszenie się pogodą i na kontakty z bliskimi. Chodząc po innych blogach widzę, że wielu ludzi również przez wakacje wstrzymała prawie że działalność blogową.
Teraz, gdy nadchodzi jesień a wraz z nią dłuższe wieczory mam nadzieję, że w dzień również tak jak teras będzie ładna pogoda, na necie będę spędzał więcej czasu, co za tym idzie notek też będzie więcej.
To była taka optymistyczna wersja. Negatywna to taka, że będę wracał z pracy wykończony i nie net będzie mi w głowie ale łóżko.
…się zobaczy z czasem


Praca, praca…
Jeszcze mi się nie znudziła – to dobry znak ;)
Jestem już po pierwszej wypłacie i zatykam ubytki materialnych.

Ostatnio skończyłem także nowy projekt prostej stronki www z aparatami foto, więc mały zastrzyk pieniędzy postawił mnie na nogi – mam nadzieję, że nie na gliniane ;)

Dziś wolny dzień… byłem w Krakowie w ZUS-ie na szacownej komisji lekarskiej. Ci lekarze mi zaimponowali bo przeczytali od deski do deski całą moją kartotekę… znali nawet moje oceny ze szkoły na pamięć… w porównaniu z lekarzami z oddziału Chrzanowskiego, którzy nie pofatygowali się nawet otworzyć i zerknąć do dokumentacji medycznej tylko opierali się na moich „opowiadaniach” to wystawiam lekarzom z Krakowa wysoką ocenę… ciekawe tylko czy orzeczenie dla mnie też wystawią takie aby zasłużyć na pięć z plusem ;)

Teraz czekam cierpliwie dwa, trzy tygodnie i zobaczymy, co postanowili.

wtorek, 23 sierpnia 2005

a za oknem...


Za oknem pada deszcz a ja siedzę w pracy i próbuje pracować… czegoś się nauczyć.
Nie jest źle, jednak do godziny dwunastej zdążyłem zarosnąć karteczkami, karteluszkami i innymi papierami ze sprawami, które czekają aż je dziś rozwiążę. Oby mi czasu starczyło.

Jutro wolne… i nie mam się z czego cieszyć, bo zamiast odpoczywać to będę musiał iść do lekarza po aktualny stan zdrowia. Więc trochę gonitwy będzie. Jak znam życie to pogoda też będzie pod psem.

Ostatnio śnią mi się same dobre rzeczy – po dokonaniu interpretacji oczywiście – już teraz widzę poprawę w moim życiu. Ciekawe jak długo ta dobra passa będzie trwała bo przecież na rumaku zwanym „życie” galopuje się jak po sinusoidzie… raz w górę raz w dół.

poniedziałek, 15 sierpnia 2005

Przegapić to nie znaczy żałować ;)


Dzień za dniem mija… wakacje uciekają… rozpędziłem się trochę zapominając o różnych datach. W tym roku „przegapiłem” własne urodziny. Dopiero, gdy jedna z osób zaczęła mi składać życzenia zamurowało mnie… wpół zdania musiałem sprawdzić datę w kalendarzu… 5 sierpnia… wszystko jasne.

Z dzisiejszym dniem też były małe kredki bo mało co a poszedłbym do pracy… w końcu poniedziałek ;)

…a w samej pracy zacznie się powoli pod górkę… zaczną dochodzić stopniowo nowe obowiązki i większa odpowiedzialność. Mam nadzieję, że się szybko przystosuję do zmian.

niedziela, 7 sierpnia 2005

odświeżanie starych dobrych znajomości :)


Tydzień pracy za mną. Jak na razie to jestem bardzo zadowolony. Atmosfera bardzo przyjemna, ogólnie jest spoko. Szef każe sobie mówić po imieniu, współpracownicy spoko. W taki ogólnikowy sposób można to wszystko podsumować.

Dziś spotkałem się z Dagmarą i Kingą… dobrymi znajomymi, z którymi nie widziałem się już parę lat. Wspominaliśmy nasze słynne w pewnych kręgach wygłupy jak na przykład  ubranie przez Kingę sukni ślubnej jej koleżanki a przez Dagmarę stroju drużby na dodatek na głowie miały jedne rajtuzy ( jak to się mówi w Krakowie „rajtki”, do tego jeszcze trzymały w ręku parasol ogrodowy. Tak ubrane przeszły całą pewną wieś wzbudzając zszokowanie wśród mieszkańców.
Zauważyłem, że nic się nie zmieniły z charakteru… to dobrze ;)

środa, 3 sierpnia 2005

zwrot


W okresie przerwy dużo się działo… w dodatku ten upał, który doskwiera już przez prawie dwa tygodnie… W całej Polsce szalały burze a u nas nie spadła prawie jedna kropla wody. Nie było czasu na marnowanie dnia w domu… góry, miasto, przyjaciele… wszystko, co daje relaks.


Pracy ze skierowania, które dostałem z Urzędu Pracy nie dostałem, ale…
Odezwała się firma fotograficzna i zaproponowała mi posadę ( tak jakoś w kwietniu składałem w niej CV na chybił trafił).
I stało się… od 1 sierpnia pracuję.
:)))

sobota, 16 lipca 2005

nogi bolą... oj bolą

Wtorek 
Na dziś zaplanowaliśmy z Andim wyjazd do Wielkiej Puszczy. Ja musiałem jeszcze przed wyjazdem podskoczyć do Urzędu Pracy odebrać skierowanie do „pracy”, którą mi znaleźli. Więc załadowany… z wypchanym po brzegi plecakiem wszedłem do pokoju nr 11 pani mgr wręczyła mi cyrograf. Bałem się, aby nie skierowano mnie do jakichś prac prewencyjnych. Na szczęście lub też nie ( nie będę tego oceniał) dostałem skierowanie do najbardziej znienawidzonego przeze mnie sklepu komputerowego w mieście. W następny wtorek udam się tam i wszystko się okaże. Sam nie wiem czy chciałbym tam pracować. Z jednej strony tak bo stała praca to coś więcej niż dorywcza ( dużo więcej) a z drugiej strony z moimi komplikacjami zdrowotnymi ostatni czasy… eeee… Nie dawno miałem komisję lekarską z ZUS-u… może dostanę jakąś czasową rentę, albo cusik w tym rodzaju. Jest duże prawdopodobieństwo, że tak bo ZUS postanowił wysłać mnie jeszcze do specjalisty, który dokładniej oceni stan mojego zdrowia. Lekarzowi orzecznikowi (zatrudnionemu w ZUS-ie) nie udało się ocenić mojego zdrowia… a wiadomo, jacy ci lekarze orzecznicy są pobieżni…
Myślę, że mam duże szanse.
Gdy miałem cyrograf już w ręku popędziłem na przystanek gdzie miał czekać na mnie Andy. Zdążył w ostatniej chwili. Gdyby pani z kiosku RUCH-u dłużej wydawałaby mu bilety ze stu procentową pewnością nie zdążyłby na ten autobus.

W górach… jak to w górach…
Nachodziliśmy się trochę…
Uzbieraliśmy trochę borówek…
…powrót do domu.


Środa
Powtórka z rozrywki z niespodzianką czyli Wielka Puszcza… spacerki po górkach… borówki… i…

BURZA, na którą nie byliśmy przygotowani. Na szczęście w porę schroniliśmy się pod jedną z kapliczek wybudowaną w lesie, spod której wypływa źródełko. Woda z tego źródełka czyni cuda… przynajmniej tak mówią. Zresztą sama kapliczka została wybudowana chyba po tym jak zauważono, że woda z tego źródełka ma „cudowne właściwości. Z doświadczenia muszę powiedzieć, że coś w tym jest. Sama kapliczka uwieczniona została na zdjęciach, które opublikowałem porę notek wcześniej. Zresztą takie właściwości ma też inne źródełko usytuowane na tym samym stoku, stoku Złotej Górki. Nad nim też wybudowano małą uroczą kapliczkę Maryjną. Podejrzewam, ze swoje właściwości woda zawdzięcza unikalnemu składowi minerałów i to nie tylko tych pospolitych, bo te dwa źródła znajdują się jak już wspomniałem na Złotej Górce a nazwa szczytu wzięła się od tego, że w zamierzchłej przeszłości wydobywano z jej wnętrza złoto. Złoża, co prawda się wyczerpały, ale… zawsze coś pozostaje.

Czwartek
Nudziłem się…
Pogoda jakaś taka ponura się zrobiła… zmobilizowała mnie do dokończenia projektu strony www dla znajomego kolekcjonera. Można ją zobaczyć >>TUTAJ<<


Piątek
eh… eh… ta Wielka Puszcza…
ma coś w sobie.

Sobota
Jowisza, Piterka, Toya, Anka i ja…
Miał być grill w Międzybrodziu Bialskim…
Jakoś tak wyszło, że zrobiliśmy go u mnie :)
Co prawda zabrakło na nim Jacka i Gugusia, jednak samo spotkanie udało się nawet bez ich obecności.

czwartek, 14 lipca 2005

...do odwołania


Nie mam czasu na net…
Szkoda by marnować lato na siedzenie przy kompie.

Sprawozdania i relacje od teraz raz w tygodniu, do odwołania.

środa, 6 lipca 2005

rutyna...


Podjąłem decyzję…
na razie nie wybieram się do Białegostoku…
na razie - bo mam to w planach.
Teraz muszę się skupić na zdrowiu, lekarzach, ZUS-ie i takich tam innych pierdołach.

Żelazna szuka domu dla dwóch koszatek… takich ładnych gryzoni.
Musiałem odmówić – zdechłyby ze stresu podczas pierwszego włączenia muzy, a lubię ją słuchać głośno.

wtorek, 28 czerwca 2005

Wycieczka...


W sobotę pojechałem  z Andim do Wielkiej Puszczy.

Plusy:
- czyste powietrze
- jeszcze czyściejsza źródlana woda
- niezłe widoki
- i te łąki, które przy najmniejszym wiaterku przypominają falujące morze
- odpoczynek relaks…:)

Minusy:
- zamknięto nasz sezonowy bar, który odwiedzaliśmy za każdym prawie razem gdy tam byliśmy :(

Jednym zdaniem… zapomniałem o rzeczywistości na ten jeden dzień.


Wczoraj pojechałem do Żelaznej…
Dziwne… zachowywała się tak, jakby już nie pamiętała, w jaki sposób mnie potraktowała…
Może to i dobrze… zresztą szkoda czasu na chowanie urazy.

Wielka Puszcza - Złota Górka

19 czerwca z Andim byliśmy w Wielkiej Puszczy. Tam naprawdę człowiek odpoczywa.











piątek, 24 czerwca 2005

Przerwa


To była dość długa przerwa w pisaniu wynikająca z „nic dziania się”, poza tym pogoda nie sprzyja i nie zachęca do siedzenia przy komputerze.

Pierwszy dzień wakacji…

Patulek jutro wybiera się nad morze, a co zemną?

Pod koniec czerwca przyjedzie rodzina z Białegostoku na parę dni.
Już teraz wiem, że będą chcieli abym z ich powrotem zabrał się z nimi.
Dwa tygodnie w Białym… albo dwa w górach w Wielkiej Puszczy… wybór będzie zależał ode mnie.

Andy dostał w pracy stałą umowę… zazdroszczę mu. U mnie w tej sferze ciągle wielkie wqrwiające nic. Nie wiem jak długo jeszcze tak wytrzymam. Bądź, co bądź realizuję ostatni czasy zlecenie na stronę www o mieście Oświęcim, ale…
taka dorywcza praca nie pozwala mi spać po nocach spokojnie.
Mając stałą pracę można mieć plany, odkładać jakiegoś grosza, zdobywać doświadczenie, rozwijać swoje umiejętności etc.

Biorąc pod uwagę to, że mam naturę pracoholika taki tok myślenia nie powinien nikogo dziwić.

poniedziałek, 6 czerwca 2005

taki sobie ogniskowo-zapalny dzionek


Zły dzień…
jestem od rana rozdrażniony,
wstałem „lewą nogą”…
albo to ta niezdecydowana pogoda tak na mnie działa?
Senny...

Klusia [Naiwna] zmartwiona jest, bo myśli, że zapominam o niej, że nie tęsknię za nią…
…nie chrzań mi tu głupot, tylko napisz, kiedy będziesz miała urlop i kiedy się zobaczymy...
Bastek Cię kocha :*

[foto] Spacer nad stawy


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...