niedziela, 28 listopada 2004

Andrzejki

Andy pokazał wczoraj „klasę”, Żelazna swoje „dobre” odbicie…
Andy przez swoje nieposłuszeństwo z własnej nieprzymuszonej woli wymierzy sobie karę, a Żelazna przejedzie się na swoim wewnętrznym świecie, w którym się zamyka coraz bardziej.
Czy to sen? Czy to wszystko może się wydarzyć? Nie… to nie sen. To dzieje się w realnym świecie tu i teraz ( lekka przesada).

Żelazna przybyła do mnie z kwiaciarnią w rękach… Podarowała mi kwitnącą cytrynę… Nie przypadkiem, mówiłem jej kiedyś, że uwielbiam cytrusy, a nic nie smakuje tak ja Gin z tonikiem i świeżą ledwo, co zerwaną cytryną. Prezent? Czy… przejaw czystej wdzięczności? Mam jej nagrać 20 płytek ;)

Wieczorem udaliśmy się do Andiego. Myślałem, że jeśli to Andrzejki to będzie miał multum gości. Okazało się, że nie było nikogo, a ja z Żelazną byliśmy pierwszymi osobami, które złożyły mi życzenia, i które odwiedziły go w tym dniu.

Było drętwo… spodziewałem się ożywionej konwersacji a nie gadania o dupie Maryny… o pracy, pogodzie i polityce… a gdzie miejsce na śmiech i zabawę?
Po dwóch godzinach myślałem, że pójdę do domu… bo ileż można.
Żelazna z nudów – chyba zarzuciła focha i jak zawieszona w przestrzeni nie odzywała się przez jakąś następną godzinę. Jedyną rozrywką dla mnie w tym czasie była zabawa z małym kotem…

Żelazna potrafi zarazić swoim złym humorem każdego, kto jest w jej zasięgu wzroku… Zgadaliśmy się coś o przyjaźni i relacjach między osobami, które znamy. Żelazna w którejś chwili powiedziała, że nikt do szczęścia nie jest jej potrzebny, że jednego dnia ustawia odwiedziny do osób, które ja zaprosiły tak po trzy spotkania, żeby oblecieć parę osób i mieć je z głowy na jakiś czas, i nie ma wyjątków… ja i Andy, też się do tych osób zaliczamy…
Trochę mnie to wkurwiło… trochę, bo wiem, że bardziej musiało to urazić Andiego… W końcu przez to powiedziała, że dziś u niego na imieninach, też pojawiła się po to, aby odbębnić i mieć spokój na jakiś czas. Stwierdziła na koniec, że ma swój świat, w którym sobie żyje i nikt do szczęścia nie jest jej potrzebny.
Nie miałem słów do niej… nie chciałem się już z nią kłócić i tłumaczy jej, że tak nie powinna robić… byłaby to rozmowa typu „grochem o ścianę”. Powiedziałem tylko jedno zdanie „To uważaj tylko, żebyś się grubo nie przejechała na takim sposobie myślenia”

Są ludzie i ludziska. Są ludzie „prości” i ludzie o złożonej osobowości. Żelazna jest jedną z tych osób, które w kryzysowych momentach odwracają się od całego świata i udają, że są na tyle silne, ze mogą sobie ze wszystkim poradzić. Wiem o tym i dlatego już w drodze powrotnej zapomniałem o tej niemiłej rozmowie. W końcu ktoś, kto zamyka swoje wnętrze i dobro przed innymi, nie planuje czy sylwestra spędzi u mnie czy z koleżankami, tylko to zlewa i siedzi w domu.

Dlaczego ja zawsze muszę zadawać się z takimi trudnymi osobami? Dlaczego takie osoby najwięcej dla mnie znaczą? Dlaczego są dla mnie cenniejsze od szczęśliwych na maksa ludzi? Dlaczego zawsze wszystko im wybaczam?
- bo jesteś tolerancyjny
- bo nie ma dla ciebie trudnych tematów
- bo potrafisz wczuć się w każdą sytuację
- bo potrafisz wysłuchasz drugą osobę i nie oceniasz jej.
- bo zawsze mówisz to co myślisz
Takie odpowiedzi słyszę najczęściej…
Pic na wodę!! Zwykłe cukrzenie.
!!!
Przecież też jak inni ludzie mam problemy, doły i zmienne humory. Ra jestem wulgarny a inny razem święty… Przybieram wiele masek, które są zgodne z moimi granicami przyzwoitości.

Dlaczego ludziska, których znam widzą tylko moje dobre cechy?

Czy kluczem do zrozumienia drugiej osoby i jej problemów jest wejście w jej system wartości, myślenia, zrozumienie go, a każdy problem rozwiązywać indywidualnie, nie za pomocą schematów moralnych? A może chodzi tu o zwykłe zrozumienie przyczyn… nie skutków.

Jak zawsze dużo pytań retorycznych.
Kropka.
Powinienem zwać się „pytajnik” a nie bastek.

A co z wymierzeniem sobie samemu kary przez Andiego i za co, zapytacie?
Tej karty dnia wczorajszego nie odkryje, choć miałem tak zamiar. Przepraszam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...