wtorek, 30 listopada 2004

koniec i początek

Ostatni dzień na stażu… koniec. Nareszcie. Karta stażu wypełniona… program zrealizowany w stopniu ponad programowym - jeśli można to tak ująć. Umowy nie podpisałem. Lecz… zawsze drzwi firmy stoją dla mnie otworem… pocieszające – to tak jakby z własnej woli wejść na teren obozu z napisem „Arbeit macht Frei".

Nic straconego. Od czwartku zaczynam pracę w rodzinnym interesie… przynajmniej na jakiś czas.

P.S. 
Dziś zatrzęsła się w Polsce ziemia.

niedziela, 28 listopada 2004

Andrzejki

Andy pokazał wczoraj „klasę”, Żelazna swoje „dobre” odbicie…
Andy przez swoje nieposłuszeństwo z własnej nieprzymuszonej woli wymierzy sobie karę, a Żelazna przejedzie się na swoim wewnętrznym świecie, w którym się zamyka coraz bardziej.
Czy to sen? Czy to wszystko może się wydarzyć? Nie… to nie sen. To dzieje się w realnym świecie tu i teraz ( lekka przesada).

Żelazna przybyła do mnie z kwiaciarnią w rękach… Podarowała mi kwitnącą cytrynę… Nie przypadkiem, mówiłem jej kiedyś, że uwielbiam cytrusy, a nic nie smakuje tak ja Gin z tonikiem i świeżą ledwo, co zerwaną cytryną. Prezent? Czy… przejaw czystej wdzięczności? Mam jej nagrać 20 płytek ;)

Wieczorem udaliśmy się do Andiego. Myślałem, że jeśli to Andrzejki to będzie miał multum gości. Okazało się, że nie było nikogo, a ja z Żelazną byliśmy pierwszymi osobami, które złożyły mi życzenia, i które odwiedziły go w tym dniu.

Było drętwo… spodziewałem się ożywionej konwersacji a nie gadania o dupie Maryny… o pracy, pogodzie i polityce… a gdzie miejsce na śmiech i zabawę?
Po dwóch godzinach myślałem, że pójdę do domu… bo ileż można.
Żelazna z nudów – chyba zarzuciła focha i jak zawieszona w przestrzeni nie odzywała się przez jakąś następną godzinę. Jedyną rozrywką dla mnie w tym czasie była zabawa z małym kotem…

Żelazna potrafi zarazić swoim złym humorem każdego, kto jest w jej zasięgu wzroku… Zgadaliśmy się coś o przyjaźni i relacjach między osobami, które znamy. Żelazna w którejś chwili powiedziała, że nikt do szczęścia nie jest jej potrzebny, że jednego dnia ustawia odwiedziny do osób, które ja zaprosiły tak po trzy spotkania, żeby oblecieć parę osób i mieć je z głowy na jakiś czas, i nie ma wyjątków… ja i Andy, też się do tych osób zaliczamy…
Trochę mnie to wkurwiło… trochę, bo wiem, że bardziej musiało to urazić Andiego… W końcu przez to powiedziała, że dziś u niego na imieninach, też pojawiła się po to, aby odbębnić i mieć spokój na jakiś czas. Stwierdziła na koniec, że ma swój świat, w którym sobie żyje i nikt do szczęścia nie jest jej potrzebny.
Nie miałem słów do niej… nie chciałem się już z nią kłócić i tłumaczy jej, że tak nie powinna robić… byłaby to rozmowa typu „grochem o ścianę”. Powiedziałem tylko jedno zdanie „To uważaj tylko, żebyś się grubo nie przejechała na takim sposobie myślenia”

Są ludzie i ludziska. Są ludzie „prości” i ludzie o złożonej osobowości. Żelazna jest jedną z tych osób, które w kryzysowych momentach odwracają się od całego świata i udają, że są na tyle silne, ze mogą sobie ze wszystkim poradzić. Wiem o tym i dlatego już w drodze powrotnej zapomniałem o tej niemiłej rozmowie. W końcu ktoś, kto zamyka swoje wnętrze i dobro przed innymi, nie planuje czy sylwestra spędzi u mnie czy z koleżankami, tylko to zlewa i siedzi w domu.

Dlaczego ja zawsze muszę zadawać się z takimi trudnymi osobami? Dlaczego takie osoby najwięcej dla mnie znaczą? Dlaczego są dla mnie cenniejsze od szczęśliwych na maksa ludzi? Dlaczego zawsze wszystko im wybaczam?
- bo jesteś tolerancyjny
- bo nie ma dla ciebie trudnych tematów
- bo potrafisz wczuć się w każdą sytuację
- bo potrafisz wysłuchasz drugą osobę i nie oceniasz jej.
- bo zawsze mówisz to co myślisz
Takie odpowiedzi słyszę najczęściej…
Pic na wodę!! Zwykłe cukrzenie.
!!!
Przecież też jak inni ludzie mam problemy, doły i zmienne humory. Ra jestem wulgarny a inny razem święty… Przybieram wiele masek, które są zgodne z moimi granicami przyzwoitości.

Dlaczego ludziska, których znam widzą tylko moje dobre cechy?

Czy kluczem do zrozumienia drugiej osoby i jej problemów jest wejście w jej system wartości, myślenia, zrozumienie go, a każdy problem rozwiązywać indywidualnie, nie za pomocą schematów moralnych? A może chodzi tu o zwykłe zrozumienie przyczyn… nie skutków.

Jak zawsze dużo pytań retorycznych.
Kropka.
Powinienem zwać się „pytajnik” a nie bastek.

A co z wymierzeniem sobie samemu kary przez Andiego i za co, zapytacie?
Tej karty dnia wczorajszego nie odkryje, choć miałem tak zamiar. Przepraszam.

piątek, 26 listopada 2004

plany czas zacząć...

Jowita dziś mnie uchwyciła na gadulcu i zeszła na temat tegorocznego Sylwka. Może to i jeszcze wcześnie na plany, ale jakieś wstępne ustalenia muszą już być. Doszliśmy do wniosku, aby w tym roku spędzić Sylwka w pełnym składzie… tak jak poprzednio. Jeśli ten pomysł wypali to będę musiał się przygotować na dwa dni zabawy. Dwa dni bo jeśli to ma wyglądać tak jak ostatnio to będzie tyle alkoholu i żarcia, że 1 stycznia znowu się zobaczymy wczesnym wieczorem i przypieczętujemy formalnie nowy rok.

środa, 24 listopada 2004

nawet Naiwne Motylki wiedzą co robią...

Nic się nie dzieje… totalny zastój… Praca, dom, praca, dom P, D, P, D… itd… wszystko to przeplatane śniegiem, deszczem, plus 10, minus 2, śnieg, wiatr…

Andrzejki tuż, tuż… muszę pomyśleć, jaki prezent kupić… spiknę się z Żelazną ( tzn. postaram się, bo Żelazna ostatnio ma dziwne nastroje – chyba przedwczesne klimakterium;)) ...się okaże.

Motyliczka - Naiwna skasowała bloga… biorąc pod uwagę okoliczności i motywy jakie nią kierowały przy zakładaniu bloga – nie dziwie się… ja też bym tak zrobił po jakimś czasie, ale mam złą wiadomość;) – ja nie zamierzam bloga tzn. szmatławca-dastkowego kasować… jeszcze nie wszystko zostało powiedziane… kiedyś na pewno to nastąpi…. Swoją drogą sam jestem ciekawy, kiedy podejmę taka decyzję… prawdopodobnie wtedy, gdy nie będzie już potrzebny, gdy moje życie nie będzie potrzebowało przemyśleń i… zresztą – nie ważne…
Lubię sobie bez powodu o głupotach popisać – takich jak właśnie ta.

Teraz na poważnie…
Martwię się o siebie…, jeśli tak dalej pójdzie to z dniem 2 grudnia zasilę szeregi największej elity w tym kraju… wiecie, co mam na myśli.

środa, 17 listopada 2004

heute ist nicht mein Tag.

Strasznie zjebany mam dziś humor. Jestem jakiś taki drażliwy… sam nie wiem, z jakiego powodu. Chyba najlepiej będzie zwalić wszystko na pogodę.

Dziś szefowa zapytała się mnie czy podjąłem decyzję i czy podpiszę z nią umowę o pracę… odmówiłem… Chyba mam za dobre serce, bo mam teraz małe wyrzuty sumienia…

Jak to mówią – jutro też jest dzień… a ja się pytam kiedy będę mógł powiedzieć z radością „dziś jest mój dzień!”

niedziela, 14 listopada 2004

lawina urodzin...

Nie mam pamięci do dat…
No, bo wczoraj wspomniało mi się, że w listopadzie obchodzi urodzinki Żelazna (10 listopad) … no to buch… sms do Andiego… dobre białe winko pod pachę i na Bielany…
Niespodziewajka była duża dla Żelaznej, bo nie przypuszczała, że ktokolwiek będzie o niej pamiętał… bidulka przechodzi jakieś doły… zastaliśmy ją przybitą i smutną a żegnaliśmy wesołą i rozpromienioną…
Podczas rozmowy wyszło, że tego samego dnia obchodziła urodziny Jowita…, więc… trzeba znów było nadrobić i złożyć życzenia… pod koniec listopada urodziny ma też Naiwna (Motylek), tylko, że nie pamiętam, którego dnia:(
Wstyd mi… jak nigdy.

poniedziałek, 8 listopada 2004

Iskierka nadziei

Właśnie zakończyłem rozmowę z Naiwną… i doszliśmy do wniosku, że jeśli kończy mi się staż, a na przedłużenie umowy niema, co liczyć z dwóch powodów – po pierwsze, co mi z pracy na pół etatu… po drugie, 60% zarobków przeznaczyłbym na dojazdy… byłaby to czysta desperacja… tkwić w sytuacji, która normalną nie jest…
Więc…
Zaczniemy szukać zajęcia w pobliżu Wrocławia:)
Oczywiście nie nastawiam się zbytnio, bo, po co sobie robić nadzieje. Chyba nie po to, aby potem czuć rozczarowanie.

Tak nawiasem mówiąc byłoby wspaniale być blisko Naiwnej… nie ma takiej drugiej osoby jak ona:)

W domu też mi huczą abym się nie pakował w dalsze umowy z instytucją, w której obecnie odbywam ten przeklęty staż, bo szkoda marnować czasu na pracę w „czynie społecznym”.
Za nie podpisaniem umowy przemawia tez fakt, że szef – jak sam powiedział – szuka ludzi do ROBOTY a nie do pracy… najlepiej ze wsi – ciemnych i zastraszonych, aby łatwo można było nimi kierować i wykorzystywać ich w pracy. Ostatnio z ust szefa usłyszałem, że jak chcę tu zostać to muszę zacząć myśleć jak prosty chłop a nie analizować wszystkiego.

Nie zostaje tam!

piątek, 5 listopada 2004

Nibylandia... czyli - Mapa nie jest terenem.

Wystarczało tak niewiele...

Nie wiem, czy widziałeś kiedyś mapę ludzkiego umysłu. Widać na nim linie zygzakowate, podobne do wykresu temperatury na karcie szpitalnej. Linie te są prawdopodobnie, drogami biegnącymi przez wyspę. Bo Nibylandia jest zawsze – w mniejszym lub większym stopniu – wyspą, gdzie błyskają , od czasu do czasu, zdumiewające barwy i gdzie są koralowe rafy, podejrzanie wyglądające okręty w pobliżu brzegów, dzicy ludzie, odludne legowiska zwierząt, gnomy zajmujące się krawiectwem, jaskinie, przez które płyną rzeki, książęta mający sześciu starszych braci, chyląca się do upadku chatka i pewna, bardzo maleńka, stara pani o haczykowatym nosie. Nie byłaby to trudna mapa, gdyby to było już wszystko. Ale jest jeszcze: pierwszy dzień w szkole, religia, ojcowie, okrągły staw, morderstwa, wieszanie, nieregularne czasowniki, tort czekoladowy, wkładanie szelek, powiedz: Chrząszcz brzmi w trzcinie! – i tak dalej.

No właśnie... kto z nasz nie miał kiedyś swoja Nibylandię. Teraz, gdy wyrosłem z krótkich majtek, zapomniałem o niej tak jakby nigdy nie istniała. Nibylandia w żaden sposób nie pasuje do świata „dorosłych”, w którym mówi się ciągle tylko o „polityce, golfie i krawatach”. Chociaż dziś już nie mogę przekroczyć granic Nibylandii , ciągle irracjonalnie posługuję się niepotrzebną i niezrozumiałą dziwną starą mapą, która jest jedynym świadectwem, że moja Nibylandia istniała naprawdę. Podejmując decyzje i usiłując zrozumieć otaczający mnie świat, nieraz zachowuję się tak, jakby moje mapy opisywały cały wszechświat. Tymczasem… moja mapa dotyczy wyłącznie mojej wyspy. Nikt inny nie ma możliwości poznania wszystkich jej zakamarków…

No i co z tego? A no to z tego, że mając taką świadomość, nie mogę powiedzieć, że inni mnie nie rozumieją., a ja nie rozumiem innych bo są zbyt głupi, prymitywni, lub zbyt słabo rozwinięci duchowo. To tak, jakbym wierzył, że mapa Warszawy przyda się do czegoś w Bielsku – Białej tylko dlatego, że jest mapą. W praktyce jest ona tam tylko kawałkiem papieru.

dziś zawsze czegoś jest za mało, coś się nie zgadza... czegoś brakuje do... szczęścia.

Jutro dzień wesoły bo nie trzeba iść do... pracy

czwartek, 4 listopada 2004

Chciałbym napisać dziś o czymś przyjemnym ale...

Panikuje… bo jeszcze trzy tygodnie stażu… i … ta niepewność mnie dobije!!!!!!

Ciepło nam trzyma… dziś zobaczyłem pierwszy raz w swoim życiu, żeby w listopadzie tylu ludzi chodziło w krótkim rękawku… no cóż biorąc pod uwagę, że tu na południu pogoda dopisuje - i dopisywała przez cały październik... uroki Podbeskidzia ;) – więc nie mam się niby czemu dziwić… ciągle mnie coś zaskakuje…

Pytanie retoryczne:
Dlaczego tylu ludzi myśli, że do zachowania czystości wystarczy kawałek mydła w kieszeni?

Ogólnie humor fatalny mam od wczoraj… za dużo myśli typu: co to będzie?

Śnią mi się jakieś koszmarzyska paskudne… strasząc mnie miesiącem stagnacji i smutku… co prawda to prawda – listopad nigdy nie był dla mnie miesiącem szczodrym i obfitującym w radosne chwile… sama nazwa odstrasza… ale… przecież , czy chociaż raz nie może być inaczej? Hm?

…jeden Neurol i… spanko. Dobranoc.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...