wtorek, 31 sierpnia 2004

Gdy inni są w błędzie, ty też jesteś w błędzie.

Tak! Tak! To już jutro… kuzyn z Białego… zawita.
Się będzie działo… zderzenie trzech kultur… podlaskiej, śląskiej – ciocie z Katowic też się na tydzień zapowiedziały… i podbeskidzkiej… się pozabijają wszyscy chyba… ;)
…no a ja większość czasu spędzę oczywiście w pracy, bo jakby inaczej :(

poniedziałek, 30 sierpnia 2004

Myśli co myśli


No to powiedzmy…


… że się nudzę w domku… czasami… i szperam po necie…


ostatnio zassałem eBooka o interesującym (jak dla mnie)
tytule „Najskuteczniejsze metody radzenia
sobie z obiekcjami klientów






Jak zawsze można się
czegoś nauczyć o sprzedawcach i ich metodach… a i nie rzadko wykorzystać te
umiejętności w życiu prywatnym…





Oto fragment:

Równoważność


[...] Robimy ostatni już krok i dokonujemy kolejnego chytrego zabiegu. Tym
razem łączymy obiekcję klienta z dowolnym (naprawdę dowolnym!) stwierdzeniem na
temat klienta, oferowanego produktu lub czegokolwiek innego. Tym łącznikiem mogą
być zwroty typu "oznacza, że", "to znaczy, że", "świadczy o tym, że". Co
ciekawe, za pomocą takich łączników, możemy budować długie konstrukcje, dzięki
którym będziemy mogli sterować tokiem rozumowania klienta - od obiekcji,
wątpliwości po satysfakcję, zrozumienie i przekonanie do przedstawianej przez
nas oferty.


Przykłady: [...]


Uwaga! Oczywiście stosujemy ten mechanizm bardzo umiejętnie - w ten sposób,
aby powstało stwierdzenie, które wytworzy w umyśle klienta przekonanie, że to my
mamy rację, że warto nas posłuchać. Celem może być także "pogłaskanie",
dowartościowanie klienta - jako pierwszy element, punkt wyjścia w dłuższym
procesie budowania zaufania klienta do nas, naszej firmy czy naszej oferty.


Zwróć ponadto uwagę na jeszcze jeden "drobiazg": między obiekcją klienta, a
naszą sugestią nie może istnieć zbyt duża przepaść. Bo przecież nie jest tak, że
wystarczy powiedzieć "czarne oznacza, że jest białe", a każdy w to uwierzy.
Jeśli nasza konstrukcja będzie zbyt grubymi nićmi szyta, wówczas efekt naszych
zabiegów może być zupełnie odwrotny do zamierzonego. Uważajmy więc, bo granica
między skuteczną perswazją a manipulacją bywa czasem bardzo cienka... [...]


a całość można sobie pobrać Mulkiem lub Demo ze strony poniżej...

Centrum NLP i Technik Perswazji

niedziela, 29 sierpnia 2004

... a mała zręczność... siły

Wisienka…
Żelazna wpadła z wiśnióweczką własnej roboty… zrobiliśmy sobie party… bo jak to inaczej nazwać… alkohol, ibisa mix, smucenie i pocieszanie się nawzajem słowami: „…ale to nie ważne… napijmy się „ …i tak przy falujących rytmach ibizy dotarliśmy do… końca wiśnióweczki ;)

środa, 25 sierpnia 2004

Czas płynie jak wartki strumień...

...Gdy się spremedykujesz"


Miał być tylko Czeski Cieszyn a zahaczyliśmy razem z Patulkiem o Ostrave i… Trinec… potem coś nam odbiło i zamiast wrócić do domku pojechaliśmy się do Katowic. Nogi mi z dupy odpadają… takie pomysły to możliwe są chyba po nowości jaką ostatnio odkryłem z grupy moich kochanych benzodiazepin czyli… czeski Ansilan- Medazepam… Lek o „wszechstronnym” działaniu… pierwsze wrażenie po 3-4 kapsułkach jest super… człowiek czuje się jak motylek ;) a do tego jeszcze dwa piwka i… „szafa gra”.

No a jeszcze przez dwa do trzech dni po Ansilanie będą się utrzymywać aktywne metabolity… jednym z nich jest 1mg Relaniumkaps… czyli piwka przez te dni muszą odejść w zapomnienie bo już po jednym będę czuł się z pewnością jak po trzech… ;) wiem to z autopsji …

Dzień jak najbardziej udany.

P.S.
W czeskiej aptece doznałem szoku… dopalacze są bez recepty (!) i tanie jak barszcz… w Polsce na Rp. i w dodatku kilkukrotnie droższe… jak wszystko zresztą...

o Bioparoksie lub hypnogenie bez Rp. już nie wspomnę...

wtorek, 24 sierpnia 2004

Tylko ten, kto podejmie się robić to, co absurdalne...

...jest zdolny do osiągnięcia tego, co niemożliwe.

Zabaweczkę...
…sobie załatwiłem, nowy mikser i „raczę” sąsiadów rytmami do utraty sił… moich lub miksera ;)

Jutro…
...bastek wyrusza do Czech… wreszcie – po tak długiej przerwie…
Jednak… jak to mówią „nic w przyrodzie nie ginie” i jutrzejszy dzień będę musiał odrobić w sobotę :(

Uchwycone…...zmącony święty spokój.
Patrz! Jakaś wariatka udaje Villaskę…ha, ha, ha
- To jest Villas…
- aha…

Pół żartem 
…upał 30 stopni C, w autobusie jedzie pijany facet, a obok niego stoi grube babsko, trzyma rękę na górnej poręczy, a pod pachą kudły jej wiszą długie jak cholera. Pijaczek chwiejąc się spogląda raz na te jej pachę i odwraca głowę z obrzydzeniem. Za chwile robi to powtórnie i
w końcu nie wytrzymuje i mówi:
- Teeeee, baletnica, - nie za wysoko ta nózia trochę?


środa, 18 sierpnia 2004

Droga jest pełna jak bezmiar przestrzeni...

...gdzie nie ma braku i nie ma nadmiaru.

bastek ostatnio trochę bardzo się zapędził i skupił na pracyji…
…a tak może wyrwać się gdzieś na dzień… dwa… na godzin trzy z przyjaciółmi i pozwolić wyszaleć się myślą spychanym do podświadomości…
Nie jakieś tam dewiacje czy aserese, ale czysta zabawa ;)

Może sobota?

Miesiąc temu powiedziałbym, że nie potrzebuje nowych znajomości bo „starych” mam duuużo i to mi wystarcza…
…czuje nieodpartą potrzebę poznawania nowych ludzi; zmian, …dodania do mojego zakręconego życia trochę (jeszcze) mocy w kolorze pomarań-czystym…

poniedziałek, 16 sierpnia 2004

całkowicie limerycznie i dada...

tekst... przeklęty autor.

...bo niepoprawna i po sznurku swoje marzenia senne wam ogłasza że to ja z Hiszpanem, Włochem i Niemcem
anomalia imprezowe wyczynialiśmy
cała ta mimra na nocną wyglądała
i balkon też był blokowo czteropiętrowy

bo oto Włoch pił zemną polską wódkę,
szajba nieokiełznana
wlazł mi przez ucho do czaszki
i kocie harce odstawiał
i dada z seksem zmieszana
dzikie miałczenia "wydawa"
ogon przedziwnie wygięty
drugim mi uchem wychodzi
przebierając nogami konika na biegunach

Hiszpan wjechał wprost do sedna tej już orgii
Lwa drącego opony mózgowe przegonił
do szyi się dostał niczym nietoperz z najlepszego burdelu
ssał głaskając muśnięcia
do tętnic się dobrał
Znów adrenalina
da, adrenaliny, da, dada
szyja pyskiem ssaka opętana wygląda
organ-leptycznie dał skosztować byczej krwi
bo z nimi też endorficznie się wiązał
da, endorfine, da, dada

Niemiec zaś, szczurzyca jasna,
oczo niebieski się pojawił
nic, robiąc dada, nie potrafił do dziury się schować – bo przy tuszy był
krecią metodę obrał ustnie się wykopując z balkonowego wysoka leciał
chwytając się ekstazy w brzuchu motyle obudził

a ja wam powiem,
fajnie było, budząc myśli popaplałem się
o motyle podbrzuszne, endorfine.

Co da, dada sen, to, da, czasami.


Z plotek naciągniętych sztywnie
Pan Jarek, o czym nawet doniosły inne blogi i internetowa prasa
Miał małego i bardzo krzywego zwisasa.
Panie pisały i pytały,
O kierunek skrzywienia pały,
Bo krzywe dziury miały, a chciały hopsasa.
 

niedziela, 15 sierpnia 2004

Zmienność jest gwarantem przetrwania

STOPIK
Ten tego… co ja to miałem… „Świat gna do przodu… a ja?” Coś ten świat został w tym tygodniu w tyle. Olśniło mnie dziś rano , że 13 piątek był… już. Długo na niego czekałem i wyprzedziłem go ;) Tydzień w pracy zleciał mi jak z bicza strzelił… gdzie? Kiedy? Już sobota? Ojej… jaki krótki był ten tydzień. Wczoraj miałem cały czas wrażenie, że jest niedziela… to, że dziś po przebudzeniu miałem jawową wizję dzwoniącego zegara i szybko zacząłem się zbierać do pracy […] nie ważne ;)… sedno: Wyprzedzam czas o jakieś dwa dni… i dobrze mi z tym - na razie.

Planowanie…
W lipcu nauczyłem się wykonywać wszystko bardziej sumienniej i dokładniej. Zacząłem segregować rzeczy i sprawy na bardziej priorytetowe i mniej ważne… niektóre w ogóle nie biorę pod rozważenie. Wszystko staje się bardzo proste i przewidywalne co powoduje u mnie zamszowy spokój ;)

Miało być o planach… oj tak… mam już cel na następne pół roku ustalony… a raczej dwa podcele, które wchodzą w skład Celu życiowego… zapowiada się cottonowo - zamszowo ;). Dwa bo zawsze trzeba mieć wyjście awaryjne. Jakie?
No cóż… ciiiii…
nie powiem, bo sam sobie potrafię zapeszyć ;)

Stan bufora zadowolenia...
Średni

czwartek, 12 sierpnia 2004

Nie żyjesz… przeżyjesz

Wparzył szefo…. lekko podenerwowany… w dobrym humorze jednak i wydusił…- Dziś skończycie sobie pracę dwie godziny wcześniej… to taki mały prezent
- a co żona rodzi?
- lepiej… teściowa umarła i trzeba ją zakopać. Nie przepuszczę tej okazji, muszę to zobaczyć na własne oczy..., czy aby ją dość głęboko zakopią… nie chcę aby ją krety wywlokły na powierzchnie. "Zawsze" - powtarzała - „Leon, pamiętaj… ja zawsze dam sobie radę…" i to "zawsze" dosłownie akcentowała

emmm… ten tego… to chyba zła kobieta była….

Nie pracuję, więc jestem... wcześniej.

...wszystko zamszowo.

wtorek, 10 sierpnia 2004

Jak niebo niedotykalna jest rzecz powierzona

Niedziela…
Się pojawili. Pięciokąt… utworzyli. Gugusiowe piwka, Chmielowe dowcipy, Żelaznej zasady, Januszowe nowości i Davercia domek…

Ech… to była noc - szaleństwa, zdziecinnienie, Tyskie, p-Strong, rumienie po rumie, zrywanie nóg pod batutą Dj Mastermix-era v.216 -217, bora bora Ibisa Hous

Poniedziałek
em, em… ach tak… no, to jak w poniedziałek… głowa naładowana alkoholitami… tido, tiki 6:00 wstawanko – teroia, 7:10 – praktyka… czyni mistrza przejechanie rowerowych 7 km w 15 minut… płuca gdzieś zawieszone gdzieś w powietrzu 2 km… za mną… no i pracujemy, pracujemy… oczy „na zapałkach” łzawią… od szczypiorku…

Po odnalezieniu drogi na automatycznym pilocie w domu jestem
Andy przybierzył więc… ten tego… bo on to wieczyście zagubiony… Nieba się mu zachciało… co to wszyscy ze wspólnego talerza jedzą… identycznie się ubierają… i mają imiona typu „Weź Śrubokręt”, „Jasny Płomień Świecy”, „Pęknięta Guma”.
Szczatka izolacyjna od pospołu…
A dlaczego Andy do Niebieskiego się wybierasz?
- Bo tylko oni tam mnie zrozumieją…
hem… się ludziom głupoty w makówkach lęgną w dołach…

Wtorek
Jechałem z obozu pracy nieprzymusowej, …kolwiel-ać wysysającej ostatki logicznego myślenia…
Trafiłem na burzyczkę… to jest… lało jak z cebra… 100% naturalnej mokrości na sobie miałem… extra było… ;)
brrr… ta mokrościowa naturalność kłopotliwa jest – czasem… szczególnie podczas pozbywania się jej z ubraniem…

Qniec.

Tam… jest poniżej… jeszcze cusik…








Ciekawostki dropsa…
Wpisz w Woda następujące znaki: „N Y Q 3 3” (New York, lot numer 33)
Zaznacz i zamień czcionke na „Wingdings”


Oj… wpadła Żelazna… czas kończyć.

niedziela, 8 sierpnia 2004

Nawet w samotności zachowuj się jak w obecności drugiego człowieka

Zmęczony. Bardzo. W związku z Jarkiem. Tyle się działo kumulunimbusowe myśli, rachatłukum esemesowate. Odpoczynkowana nadszedł czas. Sprawa ciachnięta. Przebiłem się przez barierę manipulacji. Zrozumiałem.

Pojaśniało mi, mój dzienniku pro-konfidencki, poświeciło i ujrzałem…

a no, dostałem olśnienia dla jasności i dla wszystkich małych i dużych nieścisłości prrrr… pomału…

Będzie to krótka rozmowo-warjacja, mimra-widły …ze śmietnika podświadomości

Widzę, widzę…
Przejrzałem…

A będzie to z gier i zabaw zręcznościowo-strategicznych Jarka, Króla Liska-Chytruskowskiego.
Na ulicy omen- no-men Lisiej w Bielsku-Białej pod oknem mieszkania Jareckiego zebrał się tłum… i krzyczy…
obudzony Jaro przeciągną się raz, drugi, ubrał szlafrok firmowy, made in China ( w innych nie miał zwyczaju chodzić) i wyszedł na balkon…
zobaczywszy tłum… rzekł…
- Sqńście sum?
- Z okolicznych miejscowości
- Ja, ja… możci, ości...
- …a, was wollen Sie?
- nie oszukuj nas!
- Ja, ja… jo tyż miałem dla was…
…i poszedł.

Oj, bym się nabrał na gry słowne Jarkowskiego, byś się sparzył bastku i ugotował w własnym garze głupoty… tak nie było… by-m-ś zostało.

A no kończę tą pokręconą znajomość, bom już zmęczony tymi manipulacjami i ogromniastymi, skumulowanymi w jednym czasie nie-porozumieniami…


--------kilka spacji zanim zakończę----

Jarku o stu imionach
gwoli przypomnienia…
- jestem wybredny, stawiam na szczerość, nie na rozbijanie starych przyjaźni, tych kulawych też
- wykrywacz głupoty mam zawsze włączony …chodź tego nie okazuje
- słuchałem, słuchałem, usłyszałem, nie posłuchałem, wartości nie zatraciłem

…i wiedz – nie pomyślę o tobie

ENTER
ziżej...
niżej...
jeszcze niżej...

pysk… byle nie uronić słówka, panie cenzorze.

Caps Lock powstrzymam…

End.

czwartek, 5 sierpnia 2004

Każde nieszczęście jest w połowie wielkim szczęściem

Urodziny…
Dziś mam urodziny… wole nie mówić ile kończę lat bo to i tak nie istotne… tym bardziej dla mnie… po prostu urodziny… ;)

Z tego powodu Żelazna zabrała mnie do knajpki gdzie upiliśmy się ;)… w sposób cywilizowany… ja odreagowywałem zamęt w głowie wywołany sprawą „Ktoś tu kręci” a Żelazna nieoficjalne zerwanie ze swoim – już nie długo – obecnym.
Przez Weck… goście, goście i goście… przez cały rok będzie przynajmniej z nimi spokój ;)

Piosenka "Toggle Repeat" na dziś...
Eminem - The Kids z płyty Off the wall" ;)

poniedziałek, 2 sierpnia 2004

Tragedia trwa chwilę, reszta Twojego cierpienia to Twoje dzieło

Bajka z życiowym morałem

Podpadł kiedyś cesarzowi, gdy ten miał zły humor. Cesarz kazał go ściąć. Ale nie miał czasu.
Powiedział tylko:
- Niech się pan zgłasza co godzina w mojej kancelarii i przypomina, że w najbliższym czasie mam panu uciąć głowę.
Więc się zgłaszał. Najpierw to przeżywał. Rozmyślał nad znikomością bytu i skrępowaniem jednostki, zależnością od dzikich kaprysów tępego kacyka. Ale potem się wdrożył. Urzędnicy mieli z nim krzyż pański. Roboty huk, interesanci słabną w kolejce, a tu ten stale:
- Dzień dobry. Cesarz kazał przypomnieć, że w najbliższym czasie ma mi uciąć głowę. Do widzenia.
I tak co godzina.
Punktualnie dwie przed dwunastą wypadał z kawiarni "Ministerialnej" (w innych nie bywał), aby pośpiesznie wygłosić swoja formułkę. Co sobota o jedenastej w nocy, lekko chwiejąc się na nogach po butelce wychylonej w barze "Raj Ambasadora" (w innych nie bywał), zjawiał się w kancelarii i oświadczał bełkotliwie:
- Cesarz kazał przypomnieć... żeby... tego... tam..., że w najbliższym czasie ma mi głowę uciąć.
O czwartej nad ranem zeskakiwał z pryczy, rozstawianej w przedpokoju kancelarii (gdzie indziej nie sypiał), i zaspanym głosem budził drzemiącego sekretarza dyżurnego:
- Cesarz kazał mnie - itd.
Po dwudziestu latach natknął się kiedyś w kancelarii na sędziwego już cesarza.
- A czego ten chce? - spytał cesarz.
- A on się tu zgłasza, że wasza Cesarska Mość ma mu głowę uciąć - rzekł sekretarz.
- No to mu utnijcie - żachną się cesarz.

No to mu ucięli.

Koniec bajki

A. Bursa
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...