niedziela, 30 maja 2004

Wszechświat czeka na Ciebie

lecz nie myśl, że jesteś wybrany; jeśli tak jest - skalała Cię przeciętność.


Będąc częścią tego świata nie jestem kimś wybranym czy za nadto szczególnym. Jako jeden z trybików wielkiej machiny nie jestem też nikim. Jestem sobą. Gdy zakończę swoje życie na ziemi machina się nie zawali. Trybik zostanie zastąpiony innym trybikiem. Ja jednak będę miał satysfakcję z tego, że wypełniłem całkowicie swoją rolę i spełniałem się jako trybik zwany bastkiem. Żyję aby być szczęśliwym... lub jestem szczęśliwy, że żyję.
Czy Ty też wiesz po co żyjesz na świecie?

Jeśli tak to jesteś szczęśliwy… jeśli nie to najwyższy czas uświadomić sobie jaka jest Twoja rola na ziemi.
Jak to zrobić?
Rób to co przynosi ci satysfakcje, zadowolenie i co za tym idzie… szczęście.

**************************************

Muzyka to przestrzeń pomiędzy dźwiękami. Claude Debussy

Słucham nowej płyty ATB „No Silence” i rozpływam się jak lody Magnum… Delikatne zestawienie fal morza, śpiewy ptaków, muzyki relaksacyjnej i bardzo delikatny trance o neutralnym tempie BPM (120)... mmmmmmm odpływam.... relaks.

sobota, 29 maja 2004

Nie żałuj tego co zrobiłeś

… kara przyjdzie z czasem; tymczasem ucz się dobroci

Następnym razem, gdy będę czuł się nieszczęśliwym – będę musiał się temu przyjrzeć bliżej i zauważę, że jest to połączone z czymś, co się wydarzyło w
przeszłości albo z czymś, co myślę, że się wydarzy w przyszłości.
Jeżeli coś mi się nie podoba teraz – to dlatego, że porównuję to z przyjemniejszym wydarzeniem z przeszłości lub z pełnym nadziei oczekiwaniem czegoś, co ma się wydarzyć w przyszłości.

Wniosek:
Uznawać wszystko, cokolwiek się wydarza, za dobre dla mnie.

Zawsze ufałem intuicji i snom... chyba na dobre mi to wychodzi :)


Po południu
Po między 8:00 a 10:00 miałem sen... przyszła do nie we śnie, zmarła trzy dni temu, moja ciotka. Powiedziała mi, że mam się nie smucić bo jej jest tam dobrze.
Była ubrana w granatową pelerynę i miała kaptur na głowie. Jej twarz była pogodna, emanująca spokojem i zdrowiem. Wyglądała tak jak by miała dopiero 35 lat.
potem pomagałem jej zejść ze schodów... trzymałem ją za rękę... powiedziała, że musi jeszcze kogoś odwiedzić... Tak sen się skończył.
O godzinie 16stej dowiedziałem się, że rankiem zmarła jej koleżanka, której dawno nie widziała.
Chyba wiem, kogo odwiedziła moja ciotka i zabrała ze sobą...

"Przyszła się z tobą pożegnać" odparła moja mama. Coś w tym jest bo strasznie żałowałem, że już jej nie zobaczę
i że się nie zdążyłem z nią pożegnać Teraz jestem spokojny i szczęśliwy.


17:00
Po południu wraz z Żelazną siedziałem nad Sołą i rzucając marzeniami uwięzionymi w kamyczkach w szybki nurt wody, doznawałem całkowitego relaksu i szczęścia... ja i cała przyroda była jednym... Leżałem na drobnych kamieniach i powtarzałem - TERAZ JEST TERAZ, nie ważne co będzie za godzinę, jutro.. Teraz jest teraz.

poniedziałek, 24 maja 2004

Śmierć mobilizuje mnie do życia…

Rak wygrał … jutro pogrzeb mojej ciotki, najstarszej z  Łęckich.
Czuję się strasznie dziwnie… nie potrafię płakać. Była dla mnie bliska… Uwolniła się od bólu, od cierpienia.
Teraz jest szczęśliwa i to się dla mnie tylko liczy.
„Być w życiu szczęśliwy” to ostatnie słowa, jakie wypowiedziała do mnie, gdy ostatni raz ją widziałem.
Będę szczęśliwy… obiecuje Ci to ciociu… obiecuje.

piątek, 21 maja 2004

kto nie ma w głowie...

…ten ma w nogach.

Tak mnie naszło na spacery, a że nie lubię spacerować sam zabrałem rower i udałem się do Żelaznej aby namówić ją na wspólny spacer nad rzekę Sołę.

Udaliśmy się na kamienne plaże w Bielanach… przypomniały mi się stare
dziecięce lata, kiedy to razem z rodzicami spędzałem całe wakacyjne dni nad tą piękną rzeką. Ponieważ uwielbiam całą przyrodę tą nieożywioną i ożywioną od razu pochyliłem się nad kamieniami… szukałem „perełek” skalnych. Parę udało mi się znaleźć… ostatnio nawet zwykłe kamienie stały się dla mnie piękne, ich wzory i faktura… o kolorach już nie wspomnę. Po drodze widzieliśmy mnóstwo bażantów, zajęcy oraz mew. Po godzinie spędzonej nad brzegiem postanowiliśmy, że przejdziemy się kawałeczek w górę rzeki. Po jakimś czasie okazało się, że pokonaliśmy już 4 km, bo znaleźliśmy się w Nowej Wsi… no cóż, pomyślałem… jeśli pokonaliśmy taki odcinek w tak krótkim czasie to czemu nie udać się dalej w górę aż do mostu w Kętach… i tak też się stało, następne 4 kilometry. Po drodze natrafiliśmy na osławioną plażę nudystów. Żelazna była zasmucona, że nikogo o tej porze ( 20:45) nie było… chodź kto wie ilu ludzików czyhało w krzakach na podryw ;)
Plaża nudystów zsunęła zainteresowanie z przelatujących nietoperzy na rozmowę na temat stref erogennych człowieka… temat rzeka… nie ma się co dziwić, byliśmy nad rzeką ;)

O godzinie 21: 00 doszliśmy do celu… ojojoj… moje nogi… a czeka nas jeszcze droga powrotna :(

Jakoś dokulaliśmy się do Bielan do domku Żelaznej, już drogami cywilizacji, nie omijając po drodze żadnego placu zabaw ;) a co… jak już patrzeć na świat oczyma dziecka to na całego :)

Jej to dobrze... była już u siebie, a ja musiałem jeszcze wracać „mały” kawałek rowerem.

Tak oto, krótki spacer nad Sołę zamienił się w ponad 20 kilometrowy spacior w chwile z dzieciństwa.

Jak rzeka Soła płynie, wespół z Koszorawą
Tak Żywiec niechaj płynie nieśmiertelną sławą
I rzeki Komorowskich niech nie giną wiecznie
Lecz płyną w familije, słynąc z nich stayecznie
A. Komoniecki

P.S.

Dwa razy z rzędu miałem sen z S.
Mam jakieś dziwne przeczucie…
Chyba moja podświadomość coś wyniuchała...

czwartek, 20 maja 2004

Zakochać się w życiu?

Brnąć dalej wśród lunatyków tego świata, nie zauważać ich spuszczonych głów i wędrować bez celu po ulicach… bez celu?

Jaki to jest cel wstawać rano w pośpiechu do pracy wracać tą samą drogą do znudzenie kilkaset razy w ciągu roku… dom –praca, praca – dom i tak w nieskończoność.
Co to za cel mieć klapki na oczach i nie zauważać cierpienia ludzkiego…

Czy to trudne powiedzieć do trzech przypadkowo spotkanych osób coś miłego, rozejrzeć się dalej i zobaczyć coś więcej niż czubek własnego nosa?

Zamknięci w swych skorupach dreptamy samotnie w kółko wśród tłumów ludzi.

Ostatnio Naiwna zainspirowała i pobudziła mnie do życia czymś tak prostym i banalnym jak oglądanie zachodów słońca.

Może to co wydaje się nam proste i banalne jest wielką tajemnicą życia i szczęściem?

Wierzę, że tak.

„ Nie szukaj mnie w domach z drewna i kamienia
podnieść głaz a będę tam
oderwij kawałek kory a znajdziesz mnie tam”
Cytat ze zwojów z nad Morza Martwego

Najwyższy czas dostrzec szczegóły a nie tylko kontury.

Wróżba z ciasteczka: Szerokość rzeki nie jest jej głębokością.

Więc jak do cholery zakochać się w życiu?
Tu zainspirowała mnie Ewa F.
Może poprzez rozumienie błędów które popełniam.

BŁĘDY TO WIELKIE CHWILE!
Błędy są jedynym momentem, kiedy naprawdę możemy się uczyć.
Urodziłem się bez instrukcji obsługi. Pojawiłem się na Ziemi w wymiarze fizycznym i raczkując próbuję wykapować, o co tu chodzi, co jest grane. Nie mam żadnych wskazówek. Nikt mnie nie wziął za rękę i nie powiedział: „Słuchaj, to jest tak i tak. Idziesz w dobrą stronę.
Nie pozwolę też, aby pouczycie winy i wstydu przejęło panowanie nad moim życiem.
Wszystkie błędy, które popełniłem, były mi potrzebne! Tak samo jak były potrzebne wszystkim osobom, na które moje błędy miały wpływ.

wtorek, 18 maja 2004

Raz w górę raz w dół

…totalna huśtawka nastrojów

Przez pół dnia chodzę nieobecny… wolę oglądać świat z za szyby…
tak jest bezpieczniej, ciszej…
zatraciłem gdzieś marzenia… cele…
gubię dzień po dniu, marnuję piasek klepsydry… nie widzę wyjścia z negatywnych myśli.

wieczorem
wszystko przechodzi… nagle dostaję „skoku ciśnienia” wracają cele… chęć do życia

Takie stany bardzo mnie dziwią i zaskakują…

A wszystko to za sprawą (chyba) nałożonych na siebie paru spraw i sytuacji… brak pracy…  tęsknota za Naiwną… i jeszcze umierająca ciotka ( wolę napisać ciężko chora… chcę mieć nadzieję na jej wyleczenie)… jest mi bliska i bardzo samotna...

Muszę coś wreszcie zrobić z życiem bo zwariuje!

niedziela, 16 maja 2004

Wreszcie


Konserwacja nadajnika zakończona… Hura! Mam wreszcie net!
Dwa dni przerwy w dostawie… myślałem, że oszaleje z nudów.


Prawie przez cały dzień

Dziś postanowiłem przywrócić do życia drukarkę. Przez prawie pół roku była nieużywana… nawet nie miała czyszczonej głowicy… i w tym problem. Tusz tak mocno zasechł, że wszelkie sposoby zmuszenia drukarki do wyplucia chociaż jednego piksela graniczyły z cudem. Próbowałem oczyścić głowicę wszystkimi sposobami jakie znalazłem na grupach dyskusyjnych, czyli czyszczenie spirytusem, poppersem, igłą (!), nawet odważyłem się na zanurzenie końca głowicy w gorącej wodzie… efekt… zerowy. Wszystkie sposoby znalezione w necie zawiodły. W chwili ciszy nad drukarką… obejrzałem dokładnie głowicę i wpadłem na genialny pomysł… do przeczyszczenia Canon S400 użyłem niewinnej słomki do napojów i wrzątku… a dokładniej, nałożyłem słomkę na siateczkę do pobierania atramentu, drugą stronę głowicy zanurzyłem we wrzątku i z całej siły zacząłem dmuchać… potem do siebie… do napełnienia się słomki… na koniec osuszyłem głowicę i założyłem. Teraz chwila prawdy… czyli druk strony testowej… i cio? Zwycięstwo! „Pacjent stabilny” druk prawie, że idealny… a już byłem pewien, że niespełna 1,5 roczny sprzęt wyląduje w koszu.
Jednak cuda się zdarzają…

niedziela, 9 maja 2004

Koniec końca

[cenzura]
www.chmurkowo.pl
... byłem w szampańskim humorze i w takim go pożegnałem… życie jest zbyt krótkie na sentymenty, jeśli nawet sytuacje tego wymagają.
Teraz czuję się jak by mi odcięto wielką kulę u nogi, która ciążyła ostatnio niemiłosiernie mocno.

*** (przecież znasz wszystkie moje chwyty)
...ty znasz moje chwyty, ja znam twoje,
marnujemy czas.
Roger Vailland
przecież znasz wszystkie moje chwyty
życie moje
wiesz kiedy będe drapał krzyczał i rzucał się
znasz upór moich zmagań
i drętwe pozbawione smaku i czucia wyczerpanie
wtedy zatruwasz mój sen majakami
aby uniemożliwić mi jakikolwiek azyl
znam twoje słodycze
które przyjmuję ze skwapliwą wdzięcznością
i po których szarpią mnie torsje
przywykłem do twoich okrucieństw
nauczyłem się śmiać z własnego trupa
(znasz dobrze ten mój ostatni chwyt)
znudziliśmy się sobie życie moje
mój wrogu

cóż kiedy wkręciłeś iskry bólu w moje szczęki
aby utrudnić mi ziewanie
1957 Bursa

piątek, 7 maja 2004

Pokaż język

[ocenzurowano] ;)
[...]
Ktoś kiedyś napisał w komentach, że jestem lekomanem. Aby obalić ten mit poddaje się lustracji.

Zawartość podręcznej apteczki Bastka:
- Nieszczęsny Ketokonazol
- Panadol
- Ketonal >> pooperacyjne zabezpieczenie
- Amizepin >> pooperacyjne zabezpieczenie
- Neomycyna >> pewny antybiotyk
- Neo-Pancreatinum >> enzymy trzustki
- Metronidazol >> żel

- Neurol 0.25 i 1.0 >> he
- Relanium >> hehe
- Lexaurin >> hehehe
- Locafen >> hehehehe
- Dormicum >> hehehehehe

no i co? Lekoman ze mnie? Eeee chyba nie…
Połowa tych specyfików to rozweselacze ;)


wtorek, 4 maja 2004

Bielsko - Čadca - Ceski Tesin - Bielsko


Bielsko Biała Główna można pojechać do wielu blisko położonych miejscowości po drugiej stronie granicy.
Razem z Patulkiem ułożyliśmy sobie całodniowy schemat podróży… tak aby być na Słowacji i w Czachach na raz i wrócić bez przeszkód.

Więc tak… wyjechaliśmy z Bielska przez Żywiec Zwardoń do Słowackiej miejscowości Čadca. Podróż malowniczymi górami trwała zaledwie dwie godziny. Miasto jest dość ładne – położone w dolinie Beskidów… jeden mankament – bardzo chaotyczne. Nawet z Planem miasta w ręku jest trudno cokolwiek określić… jest gorzej niż w „czeskim filmie”… nie wiem czy ktoś z was wie… ale powiedzenie „jak w słowackim filmie” udało mi się użyć po raz pierwszy właśnie w Čadce. Nazwy ulic… no cóż jeśli komuś uda się znaleźć tabliczkę z nazwą ulicy to powinien sobie pogratulować… jeśli szukamy numeru budynku to życzę szczęścia. Na budynkach i to jeszcze nie na wszystkich, są tabliczki z numerem lub numerami, ale za to jakimi… Zdarza się, że na jednym budynku jest jedna, dwie lub trzy tabliczki z numerem domu, np.: z numerem 8, z numerem 56 i numerem 2854… dylemat… którego się trzymać. Sprawa jest łatwa jeśli numery ulicy są malejące lub rosnące… ale nie… tam wszystko jest jak w „Słowackim filmie” otóż wyobraźcie sobie, że idziecie w górę ulicy i na początku widzicie trzy tabliczki (albo dwie… co gorsza nieraz jest tylko jedna) o numerach: 7, 56, 1435. następny budynek to numer 3, 8, 342, następny to 2341, następny to 888, 2 itd. To jest totalnie POJEBANE!!!! Niestety nie posiadłem jeszcze wiedzy na temat algorytmu, jakim ustala się tą numeracje…. Pierwszy raz w życiu spotkałem się z takim idiotyzmem.
Cadca - Słowacja 

Cadca - Słowacja
Z Čadca pojechaliśmy co Czech dokładniej do mojego Koffanego Ceskigo Tesina (45 minyt drogi)… Przynajmniej tutaj znam każdy zakamarek i wiem że mogę super odpocząć – czuję się jak u siebie… każdy rozumie co mówię z każdym Czechem mogę sobie porozmawiać a z Polską dzieli mnie tylko rzeczka górska. Zresztą… teraz to widać jak na dłoni, że Cieszyn i C. Tesin to jedno miasto. Szlabany otwarte… zero ruchu na granicy… piesi doprawiani na machnięcie ręki ( nie zdążysz nawet otworzyć dowodu osobistego – starego , lub wyciągnąć plastiku, a oni pokazują znak ręką „dalej” )

O 19 z Cieszyna wróciliśmy autobusem do domu.

Dziś przekroczyłem trzy granice:
Polsko – Słowacką
Słowacka – Czeską
Czesko – Polska
… i wszystkie tylko i wyłącznie na dowód osobisty w dodatku stary! Nie było żadnych problemów :)

niedziela, 2 maja 2004

Sezon imprezowy... czas zacząć

1 Maja… czyli wczoraj… nasza paczka zorganizowała sobie pierwsze w tym roku
polskierekordy.pl
Duszonki (stifádo, kokinistó) … miał a być wycieczka na Żar ale za to były Duszonki jak kto woli Prażonki… i tak mało kto spoza zachodniej Małopolski lub Śląska wie co to takiego… a żałujcie… mmmnnniam :P

Impreza była połączeniem obchodów przystąpienia Polski do Unii i powitania Asi, która wróciła z Holandii do PL

Od 16:00 do 4:30 na pełnych obrotach full wypas… potem spanko do…14:30 ;)

PS
A wycieczka na Żar i tak się odbędzie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...