środa, 17 marca 2004

Moc przy-jaźni

Od trzech lat byliśmy paczką przyjaciół, którzy zawsze mieli dla siebie czas…Ja, JCh, Piter, Anula, Jowitka i Guguś… Potem wkręcił się Toya. Wszyscy poznaliśmy się w szkole… chodziliśmy do tej samej klasy…wszyscy w tej samej grupie… Wspólne weekendy… imprezy do białego rana…. Nocne seanse filmowe z Kompem i rzutnikiem u Gugusia, tylko ona miała odpowiednio dużą białą ścianę i mój Pro Logic…. Wspólne wyprawy w góry…. Nad jezioro Żywieckie czy na sobotnią po-szkolnią pizdę, tzn. Pizze ;)…
Piter ożenił się z Jowitą, Anka zaczęła spotykać się z Toyą… a ja interesować Gugusiem
 Jak to zawsze powtarzaliśmy… wszystko zostanie w paczce :)
Szkoła się skończyła… kontakt się nie urwał…. Nawet lepiej – jeszcze więcej się widywaliśmy….

JCh, Piter, Ania i Guguś rozpoczęli wspólne studia…..
Toya rozpoczął szkołę policealną… ja wyjechałem na drugi koniec Polski w poszukiwaniu „szczęścia” a Jowitka znalazła pracę…

 Po pół roku bastek wrócił na stare śmieci a raczej do „paczkowych” przyjaciół, na których do tej pory może liczyć, no i do najnormalniejszego regionu Polski…

Po moim powrocie na moją cześć „banda” zgotowała mi imprezę u Gugusia…. To było takie piękne, że w tamtym momencie wiedziałem…Nie ma jak wśród swoich…

Razem wszyscy spędziliśmy tego roczne sylwestra….

Czy te znajomość kiedyś się wypali? Niestety ale chyba kiedyś tak…

Taka kolej rzeczy… a ja… jak zawsze… niczego nie będę żałował… żadnej chwili… poświęconego czasu…. Było wspaniale… jest pięknie …będzie dobrze.

a z Naiwną, magią do tej pory błyskamy


--Podsumowanie—
długie…. Ale tak trzeba…

Nasze ognisko
Roznieciliśmy nasze ognisko
By odgrodzić swoje wieczory
Od ludzi wszystkich jak od chorób
Niech się kołysze i błyska
Niech złote śpiewają iskry
W naszym ognisku...

Siedzimy wieczorami
Coś niedobrze się dzieje
Płomień gaśnie ciemnieje
Kopeć oczernił pokój
Pyta żona: Co ci kochany?
- A daj mi spokój...

Ja wiem czemu smutno mój drogi
My lubimy bardzo czworonogi
Zwierzę najlepszy przyjaciel
Już na ulicy jestem jednym skokiem
Przemierzam całe miasto szerokie
Wracam
Z ogromnym kotem pod pachą

Siedzimy wieczorami
Coś niedobrze się dzieje
Kot straszy bursztynowym okiem
Płomień gaśnie ciemnieje
Przeglądamy... malarstwo włoskie...
Rany Boskie... jak nudno...
No - mówię - rady nie ma...
Widać się do siebie nie nadajemy
Koniec z naszym ogniskiem
Ale sprośmy jeszcze na ostatek
Wszystkich naszych starych kamratów
Ze szkolnej ławy
Z popijawy...
Zrobimy zabawę...

Przyszli goście
Każdy opowiada
Barwna talia się rozkłada
Z prostych opowieści
Chwalimy życie z całej mocy
Śpiewamy pieśni do północy

Pierwsza Goście już za progiem
No i cóż moja droga
I nam trzeba zabierać walizki
Ale popatrz... popatrz
Jak się kołysze i błyska
Wielkim ogniem... słoneczną iskrą
Nasze ognisko...
I nasz kot jest bardzo piękny z tym bursztynowym okiem

A. Bursa
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...