środa, 31 marca 2004

Gumki

Sen
technologie.gazeta.pl
Siedzę z rodzina na ogrodzie… piękny słoneczny dzionek… nagle punkt 12:00… zaczyna się zaćmienie
słońca… Ciemno wszędzie… spoglądam w stronę słońca i widzę jak to coś, co przykrywało słońce kieruje się w moja stronę…. Coraz niżej… niżej i… spadło… była to prezerwatywa… deszcz! Prezerwatyw! … szybciutko je zbierałem z ziemi. ;)

Qrcze… wszędzie szukałem i nie udało mi się znaleźć sennej symboliki gumki… dosłownie brak. Czyli cio? Ludzikom się gumki nie śnią?

Czas spać – jutro wyprawa do Czech…. Ciekawe czy się obudzę - do skutku... ;)

wtorek, 30 marca 2004

Moją rozmowę z Naiwną...

Agnieszka Osiecka www.infotuba.pl
Moją rozmowę z Naiwną (ocenzurowano) zakończę ostrzeżeniem dla innych, słowami Agnieszki Osieckiej...

Przyjaciele moi i moje przyjaciółki! Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a
przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. Nie mówcie jej "przyjdź jutro, przyjdź pojutrze, dziś nie mam dla ciebie czasu". Bo może się zdarzyć, że otworzysz drzwi, a tam stoi zziębnięta staruszka i mówi: "Przepraszam, musiałam pomylić adres..."
I pstryk, iskierka zgaśnie.

Porządki wiosenne, czas zacząć...

uleczka-takiesobiepogaduszki.blogspot.com
Porządki wiosenne czas zacząć…. Czyli wielka rozpierducha mieszkania… Mamcia mi powiedziała, że
kurzu u mnie co nie miara… a co ja mam zrobić jeśli ja go wyganiam a on zawsze wraca? ;) …. To wszystko przez Andiego… on jak przychodzi do mnie to potrafi w ciągu godziny wypalić 7 papierosów…. Potem wszystko żółknie…. Osiada na wszystkim… Bleeee, to najbardziej mi przemawia za tym, aby rzucić definitywnie fajki.

Hem…. Przekonałem się, że najlepszy dla komputera jest szampon do włosów ;) …i już błyszczy…

Teraz okno….. o mój Bosze to ja mam coś takiego jak okno? Nooo teraz to od razu lepiej…. Nie muszę świecić przynajmniej lampy w dzień ;)

Nadszedł czas na generalne przemeblowano – lubię przynajmniej raz na trzy miesiące coś zmienić…. To szafkę przestawić, to stół wymienić, to przenieś wszystko z jednej ściany na drugą….. itp.

Następnie – tą część programu lubię najbardziej – przychodzi moment selekcjonowania co mi jest potrzebne a co nie… sterty niepotrzebnych ubrań…. rzeczy… „złych” pamiątek … wszystko weg!!! z mojego życia…

niedziela, 28 marca 2004

Francis Bacon

Francis Bacon (filozof)Najbardziej znane cytaty i sentencje Bacon’a
- Są tacy, którzy umieją tasować karty, ale nie umieją grać.

- Sława jest jak rzeka, która wynosi na wierzch przedmioty lekkie i wydęte, a zatapia ciężkie i solidne.

- To tkwi w naturze samolubów, że gotowi są podpalić dom jedynie po to, ażeby usmażyć sobie jajecznicę.

- Wśród oznak pozwalających ocenić systemy filozoficzne nie ma pewniejszych ani znamienitszych niż te, które wyprowadza się z ich owoców.

- Wiedza to potęga.

- Bądź wierny sobie, a nie będziesz niewierny innym.

- Gdy człowiek na początku jest pewny, kończy na wątpliwości, a gdy zaczyna od wątpliwości, kończy na pewności.

- Lekarstwo bywa gorsze od choroby.

- Marnymi są odkrywcami ci, którzy sądzą, że nie ma lądu, ponieważ nie widzą nic prócz morza.

- Mężczyzna jest na wpół zakochany w każdej kobiecie, która słucha, gdy mówi.

- Można wyleczyć chorobę, ale zabić pacjenta.

- Nadzieja jest dobrym śniadaniem, lecz kiepską wieczerzą.

- Nie masz doskonałego piękna bez pewnej niezwykłości w umiarach.

- Nie masz w państwie nic boleśniejszego ponad to, kiedy ludzie sprytni uchodzą za mądrych.

- Prawa są jak sieć pajęcza, w której więzną małe muchy, ale przez którą przebijają się wielkie.

- Prawdziwa wiedza - to znajomość przyczyn.

- Przyjaciele są złodziejami czasu.

- Przyjaźń podwaja radość, a o połowę zmniejsza przykrości.


..::..::..::..::..::..::..::..::..::..::..::..::..
„Rozpięty na ramionach jak orzeł na niebie…”

Francis Bacon (malarz)
Jeden z moich ulubionych malarzy i obraz tego artysty

Francis Bacon – Crucifixion (1933)




piątek, 26 marca 2004

A wszystko to dla naszej wygodu

www.wykop.pl
Wywieranie wpływu na ludzików
Czy zastanawialiśmy się jak łatwo nami kierować , jak łatwo wywierać na nas konsumentów wpływ. Czy każdy nasz wybór jest do końca nasz?

Pełno dookoła domokrążców czy promocji, na które dajemy się nabić jak w butelkę.

Prym oczywiście wiodą supermarkety. Stoiska są ustawione w bardzo przemyślny sposób i nie chodzi już o atrakcyjne uwydatnienie towaru ale o podświadome wpływanie na ludzką naiwność. W markecie aby kupić pieczywo musimy się przedrzeć przez połowę jak nie więcej półek z nieinteresującymi nas towarami. Przecież przyszliśmy tylko bo pieczywo… he…. Tak na się tylko wydaje. Gdy dotrzemy do „chleba obiecanego” nasz koszyk już jest pełny różnych nie potrzebnych badziewi. Teraz druga sprawa…. Dotarcie do kasy…. Zazwyczaj wybieramy inną drogę – oni to wiedzą i już przyszykowali nam niespodziewjki towarowe. Przypuśćmy, że jakoś udało nam się bez większego ciężaru w wózku dotrzeć. Teraz mamy znowu wszystko ułatwione… jeśli spotkaliśmy na sklepie jakąś miłą istotę to zabieramy jeszcze gumki, które nie bez przyczyny znajdują się przy kasie…. a jeśli nie spotkaliśmy żadnej istotki to na pocieszenie zostają nam bateria.

Baterie, jeśli nas zadowolą to git a jeśli nie to dla naszej wygody wymyślono dmuchane osóbki dla leniwych. Zawsze jest to jakieś rozwiązanie bo takiej nie trzeba do domu odprowadzać tylko buch pod łóżko i problem z głowy. ;)




Teraz coś pokrewnego, ale z odwrotnego punktu widzenia. Teraz my będziemy wywierać zachowanie na naszych gościach. Jak to zrobić? To proste. Jeśli jesteś artystą lub mówcą i boisz się, że słuchacze lub widownia cię wygwizda możesz zawsze wynająć podstawionych ludzi, którzy będą pobudzać pozytywnie tłum. Istnieją firmy, które zajmują się takimi usługami. Twoi goście plus grupka wynajętych i sprawa załatwiona. Twój występ porwie tłumy ;)

A oto cennik takiej przyjemności :

Aplauz przy wejściu, dla panów – 25 euro
Aplauz przy wejściu, pań - 15 euro
Zwyczajny aplauz podczas przemowy, spektaklu (za sztukę) - 10 euro
Wytrwały aplauz podczas przemowy, spektaklu (za sztukę) - 15 euro
Jeszcze wytrwawszy aplauz - 17 euro
Okrzyki „Brawo!” - 5 euro
Bisowanie za wszelką cenę - 50 euro
Dziki entuzjazm (cena specjalna, do ustalenia)

Bursa

Koń

en.wikipedia.org
Czy widzieliście, szanowni państwo, konia tkwiącego bez ruchu na klepisku otoczonym pustymi stajniami i
budynkami gospodarskimi? Koń taki wkopany w ziemię, nie posiada żadnej wartości pociągowej, nie służy do niczego. Wystawiony na deszcz, mróz i skwar, ćwiczony batem, dręczony przez muchy i bąki -cierpi. To jego funkcja.
Skóra konia pełna oparzelin i zacieków jest istotną mapą bólu, pełną geograficznych paradoksów i niespodzianek. Ot, np. przeraźliwa na pozór, ogromna oparzelina jest tylko zdrętwiałym płatem skóry bez czucia, a niewidoczna na pierwszy rzut oka drobna rana w okolicach pachwiny kryje przebogate pokłady bólu.
Ponieważ, jak już powiedzieliśmy, nogi konia wkopane są w ziemię, nie jest on w stanie ruszyć z miejsca, a cały wysiłek jaki robi w tym celu pod ciosami bata, pomnaża tylko jego udrękę. Koń jest więc akumulatorem cierpienia. Samoczynnie przez własny wysiłek naładowuje się bólem. Rezerwy posiada tak wielkie, że można by nimi obdzielić wiele rodzin.
Ale pokażcie mi dziś, szanowni państwo, takich, którzy szukają cierpienia.
Mimo to jednak koń jest niezbędny i trudno byłoby sobie wyobrazić normalny bieg rzeczywistości bez niego.
Bursa

czwartek, 25 marca 2004

Mnotka Naiwnej

Dziendoberek normalnie pisze na swoim bagnie, ale dzis moge (i korzystam z tego) mnotkowac u davercia...
Nie wiem co mam napisac... Znam Cie wisienko od tak dawna i od tak dawna dobrze sie rozumiemy... Tyle wspomnien... Tyle wspolnych tematow... Tyle tego bylo i mam nadzieje bedzie jeszcze wiecej...
Twoj blogus mi sie podoba i zanim ide smucic na swoj sprawdzam co u Ciebie :)
Pozdrowionka + slodkie buziaki
Sciskac bede po powrocie... ajajaj
naiwna

środa, 24 marca 2004

Herbatka z %

Wiadomość z ostatniej chwili...


Po mnotce na blogu Naiwnej wywołała się miła wymiana zdań i basteko został wyróżniony za swój koment nową mnotką a raczej mnotką mojego komenta...
Proście mówiąc.... mój koment zaistniał na blogu Naiwnej jako oddzielna nowa notka :)
Dzięki serdeczne Naiwna :)))) :*


Notkę czas zacząć…:)

Poranek…
www.goodlightscraps.com
Deszcz dziś zawitał do Kraju bastków i to spowodowało, że poranek przespałem.

Ranek…
Ranek też, przespałem :)

Południe…
No tego już przespać nie mogłem… Mozolnie się wygrzebałem i uaktywniłem moje za hibernowane zwłoki…. Kawa, papieros, syte śniadanie o 12:30 ;) – pobudziły mnie do życia

Ruszyłem na miasto…
a była to wycieczka pełna niespodzianek i miłych akcentów.

Najpierw poszedłem na pocztę opłacić sobie skrytkę…. Zawsze to robił mój pełnomocnik ale jakoś takoś mi się zachciało przynajmniej raz na pół roku opłacić ją z własnej kieszeni…. Ludu co nie miara!!! Popatrzyłem [...] oszołomiony kolejką wyszedłem.

Udałem się do GDK bo dostałem cynk, że przyjmują stażystów… więc zapisałem się…. Co mi szkodzi… z xxxxpolu nie uzyskałem jak dotąd żadnej informacji. ( mamy 24 marca o oni twierdzili, że skontaktują się zemną do końca miesiąca) Trudno…. Nie ma co czekać… Może się skontaktują może nie. Więc tak, jeśli wszystko wypali to w połowie kwietnia będę stażystą. Szkoda tylko, że za to dają takie marne grosze :(

Po drodze do GDK spotkałem Żelazną…. Dotrzymywała mi towarzystwa do samego Centrum Kształcenia gdzie udałem się na herbatkę z % do zaprzyjaźnionej pani dyrektor. Oczywiście musiała się wszystkiego wypytać…. A to czy mam wreszcie dziewczynę, Czy wybieram się do nich na studia… jak tam z moim zdrowiem…. Etc. Przesiedziałem tam
chyba z dwie godziny… ja sam i cała chmara młodych nauczycielek :-P Było nawet interesująco. Świetnie jest rozmawiać „przez Ty” z byłymi belframi. Przez chwile poczułem się jak w programie „Mamy cię” :) bastek zlicza nieobecności uczniów a pani psorcia, nagle gdzieś na moment znika :)

Po drodze na pocztę ( może teraz trochę mniej ludu będzie… pomyślałem) Spotkałem Wielką Stopę… czyli moją byłą nauczycielkę polskiego…. Po tych trzech latach nie zmieniła się ani trochę….. no może tylko wyglądała na ciupeczkę podjaraną dopalaczami ;)

Docieram wreszcie na tą pocztę…. tam znowu spotkanie… z Panią od baz danych… mała wymiana informacji bieżących ( ona jest starsza ode mnie tylko o rok więc szybko przeszliśmy na Ty – a co ) Skrytencję opłaciłem i nura do domu….

Tą niewinną istotę też dziś spotkałem ;)...pani Wiosna

Uwaga!! Ta Pani lubi podejść ofiarę od tyłu... uszczypnąć w tyłek i głośno zagwizdać do ucha... oszołomienie murowane ;)

Podsumowanie…

Dzisiejszy dzień obfitował w przypadkowe spotkania nieprzypadkowych osób.

wtorek, 23 marca 2004

Cesky Tesin i Cieszyn

3:30 - telefon … wstałeś już? O piątej jest pociąg więc zbieraj się szybko
- chyba wstałem… przecież mi się to nie śni….
- Oki… tylko się nie spóźnij!
- dobra.

Bez namysłu skoczyłem do kopca…
3:50 pi… pi… pi… niby jakaś mierna zegarowa pobudka – żadnego większego wrażenia na mnie nie zrobiła…
Ospale sięgam po telefon i piszę…. Wiesz co? Jednak nie jadę… nie wybudzę się chyba….

I tak się zakończyła moja wycieczka do Czeskiego Cieszyna.
Z kopca wygrzebałem się do życia dopiero ok. 12:30 – wyspałem się za wsze-czasy.

Pogoda brzydka – deszcz – co ja tam będę oglądał w taką pogodynkę w tym Cieszynie… deszcz?

Wybiorę się z początkiem kwietnia… oby. Wtedy będę miał przyjemność ze spaceru po "Cieszyńskiej Wenecji"

Zastanawiałem się dziś czy nie zamieścić drugiej części historii pt. „Widziałem śmierć…” …jednak chyba… nie.

W ogóle mam dziś jakiś zaspany dzień…

Cieszyńska "Wenecja"


www.skyscrapercity.com

www.skyscrapercity.com

www.cieszyn.p


poniedziałek, 22 marca 2004

Co to jest Miłość?

…oczyma bastka.

Dziś dzień jak najbardziej przeciętny, nie szczególny, bez znaków rozpoznawczych.

Wyszperałem z grudnia 1999 roku w papierowym archiwum X zapiski dotyczące co to jest dla mnie miłości.

Oto tekst….
[…]
Być kochanym, to być traktowanym przez drugą osobę jako ktoś wyjątkowy, niepodobny do wszystkich innych. W miłości obie strony uznają, że nie trzeba odwoływać się do ogólnych reguł, aby uzasadnić wzajemne oczekiwania.

Tym co czyni miłość niezwykle kruchą i łamliwą jest wymóg WZAJEMNOŚCI. Chcę być kochanym, ale wybrana osoba najprawdopodobniej oczekuje wzajemności, muszę przecież na jej poczynania odpowiedzieć tym samym: potwierdzeniem rzeczywistości jej doświadczeń. Zrozumieniem powinienem odpłacać się zrozumieniem, którego pragnę i na które mam nadzieję. Każdy z partnerów będzie chciał zająć ważne miejsce w świecie drugiego.

Gdy spotyka się dwoje ludzi i zakochują się w sobie, musimy pamiętać, że każde ma już za sobą długą drogę życia, którą przemierzało oddzielne.

Miłość byłaby najtrwalsza i najpewniejsza, gdyby niczego w zamian za nią nie oczekiwano. Chociaż więc zabrzmi to dziwnie, najmniej narażona na rozczarowania jest miłość traktowana jako dar, gdy gotów jestem zaakceptować świat drugiej osoby, usiłować wejść w niego i zrozumieć od środka, nie spodziewając się, że w odpowiedzi otrzymam coś podobnego.
Jeśli jednak otwartość ma być obustronna, nieuchronne stają się rezygnacje i ugody, do tych zaś potrzeba wiele cierpliwości, ochoty i samodyscypliny, na które partnerzy zdobywają się z trudem. […]

Teraz po tych trzech latach pojęcie miłości dla mnie się nie zmieniło.
Zmieniło się jednak podejście…

Miłość istnieje na świecie, ale nie jest dla mnie…. Za bardzo boli
przynajmniej jeszcze.

a jak to z tą miłością jest teraz...

Oto przykład super miłości ;)

Miłość
Tylko rób tak żeby nie było dziecka
tylko rób tak żeby nie było dziecka

To nieistniejące niemowlę
jest oczkiem w głowie naszej miłości
kupujemy mu wyprawki w aptekach
i w sklepikach z tytoniem
tudzież pocztówki z perspektywą na góry i jeziora
w ogóle dbamy o niego bardziej niż jakby istniało
ale mimo to
...aaa
płacze nam ciągle i histeryzuje
wtedy trzeba mu opowiedzieć historyjkę
o precyzyjnych szczypcach
których dotknięcie nic nie boli
i nie zostawia śladu
wtedy się uspokaja
nie na długo
niestety. Bursa

niedziela, 21 marca 2004

Bleeeeee

Dziś Davercio dał sobie nieźle w Czachosławe… Urżnąłem się Szato De Jabol (1,5L) rocznik bieżący ( nie
czytaj Jabol ;)…. Nie ma Cin Cin bez Cin & Cin ;) …i nie było. ( przepraszam za fonetyczną pisownie, ale po takiej dawce alkoholików jestem notk-aut…

Raz mówiłem po góralsku raz po śląsku raz po francuski raz po angielski i po niemiecki i dodatkowo sypałem cytatami z „Samych Swoich” i innych polskojęzycznych qltur… ( cy jak to tam można nazwać ) Był u mnie dziś Andy… chyba go nie zanudziłem ( tak lubię dużo gadać po iskrzącej wodzie) tą moją całyczasową-nie-zamykającą-się-jadzią ( jadaczką).

Bursa donosi:

dno piekła...
na dnie piekła
ludzie gotują kiszą kapustę
i płodzą dzieci
mówią: piekielnie się zmęczyłem
lub: piekielny dzień miałem wczoraj
mówią: muszę się wyrwać z tego piekła
i obmyślają ucieczkę na inny odcinek
po nowe nieznane przykrości
ostatecznie nikt im nie każe robić tego wszystkiego
a są zbyt doświadczeni
by wierzyć w możliwość przekroczenia kręgu
mogliby jak ci starcy
hodowani dość często w mieszkaniach
(przeciętnie na dwie klatki schodowe jeden starzec)
karmieni grysikiem
i podmywani gdy zajdzie potrzeba
trwać nieruchomo w proroczym geście
z dłońmi uniesionymi ku górze

ale po co
dokładne wydeptywanie dna piekła
uparte dążenie
z pełną świadomością jego bezcelowości
ach ileż to daje sytuacji.


Panie Panowie... Matki i córki... Bracia i siostry...
Dbajmy o nasze piekło na ziemi... będziemy mieli jak w niebie...

łyk łyk... Cin... gul gul... Cin... ył ył... rzyg!!!!!!!


pi... pi... pi...
...abonent czasowo niedostępny...

piątek, 19 marca 2004

Wyprzedzić czas

Te koty sąsiada dziś z deczka przesadziły… Były wszędzie… Wywaliły mi kwiatek, zrzuciły suszącą się
bieliznę (moje ulubione bokserki blue shark… wrrr) nasrały na progu drzwi wejściowych – parodia… a mój pies? Jakoś nie daje sobie z nimi rady. Podejrzewam, że on i koty posiadają jakąś umowę między-sąsiedzką o nieagresji. Przecież on biega dwa razy szybciej od kota…


I tu rodzi się paradoks

Sytuacja przedstawia się następująco:

Beger* i kotecek stają na linii startu wyścigu na dowolny, skończony dystans. Beger potrafi biegać 2 razy szybciej od kota i dlatego na starcie pozwala mu się oddalić o 1/2 całego dystansu. Beger jako biegnąca 2 razy szybciej od Kotecka, dobiegnie do 1/2 dystansu w momencie gdy kotecek dobiegnie do 3/4 dystansu. W momencie gdy Beger przebiegnie 3/4 dystansu, kotecek znowu "jej ucieknie" pokonując 3/4+1/8 dystansu. Gdy Beger dotrze w to miejsce, kotecek znowu będzie od niej o 1/16 dystansu dalej i tak dalej w nieskończoność. Wniosek: Beger nigdy nie dogoni kotecka, mimo że biega od niego dwa razy szybciej.

*drugie imię mojej szkuty… na cześć Pięknych Oczu Pani z watahy Pięknego Umysłu ;)

od jutra przechodzę na urlop od netu… (tylko jeden dzień)


paradoksów CD…


 Zapłodnienie kobiet – wielko-nie-wiadoma…

Załóżmy, że poruszający się plemnik pokonał określony dowolny odcinek drogi. Można więc powiedzieć, że w momencie startu można go było znaleźć na początku trasy, a na mecie na końcu. Pytanie jednak, gdzie przebywał w trakcie pokonywania tej drogi. Można odpowiedzieć, że w połowie czasu pokonywania tego odcinka musiał być niewątpliwie w połowie odcinka. Powstaje jednak znowu dylemat, gdzie był w trakcie gdy pokonywał połowę, połowy tego odcinka. Znowu można odpowiedzieć, że w 1/4 odcinka. Powstaje jednak znowu dylemat gdzie był w 1/8 czasu... Takie rozważanie prowadzi nas w końcu do wniosku, że albo musi istnieć tak mały odcinek drogi, który da się pokonać bez czasu, albo tak mały czas, w trakcie którego plemnik nie pokonuje żadnego odcinka. W przeciwnym razie nie można by w każdej chwili jego lotu ustalić, gdzie przebywa. Jednak obie alternatywy - małego odcinka i małego okresu są nie do przyjęcia, bo cały odcinek składać się musi z sumy takich małych odcinków - co prowadziło by do wniosku, że na pokonanie całego odcinka nie potrzeba też czasu. Podobne rozumowanie można przeprowadzić dla małych okresów czasu, z którego wyniknie, że plemnik nie może się w ogóle poruszać.



a oto pytanie które zaszokowało jedną duszyczkę z sekty Rydzyka ( to lubię ! :)))

Czy byt wszechmogący może stworzyć kamień, którego nie będzie potrafił podnieść?
Jeśli odpowiedź na to pytanie brzmi tak, to byt ów nie będzie wszechmogący, gdyż nie będzie mógł podnieść stworzonego kamienia. Jeśli znowuż odpowiemy na to pytanie nie, to nasz byt znowu wykaże słabość, gdyż nie będzie mógł stworzyć żądanego kamienia.

Dobra… wystarczy, bo mi szczątki mózgu wyparują…

środa, 17 marca 2004

Moc przy-jaźni

Od trzech lat byliśmy paczką przyjaciół, którzy zawsze mieli dla siebie czas…Ja, JCh, Piter, Anula, Jowitka i Guguś… Potem wkręcił się Toya. Wszyscy poznaliśmy się w szkole… chodziliśmy do tej samej klasy…wszyscy w tej samej grupie… Wspólne weekendy… imprezy do białego rana…. Nocne seanse filmowe z Kompem i rzutnikiem u Gugusia, tylko ona miała odpowiednio dużą białą ścianę i mój Pro Logic…. Wspólne wyprawy w góry…. Nad jezioro Żywieckie czy na sobotnią po-szkolnią pizdę, tzn. Pizze ;)…
Piter ożenił się z Jowitą, Anka zaczęła spotykać się z Toyą… a ja interesować Gugusiem
 Jak to zawsze powtarzaliśmy… wszystko zostanie w paczce :)
Szkoła się skończyła… kontakt się nie urwał…. Nawet lepiej – jeszcze więcej się widywaliśmy….

JCh, Piter, Ania i Guguś rozpoczęli wspólne studia…..
Toya rozpoczął szkołę policealną… ja wyjechałem na drugi koniec Polski w poszukiwaniu „szczęścia” a Jowitka znalazła pracę…

 Po pół roku bastek wrócił na stare śmieci a raczej do „paczkowych” przyjaciół, na których do tej pory może liczyć, no i do najnormalniejszego regionu Polski…

Po moim powrocie na moją cześć „banda” zgotowała mi imprezę u Gugusia…. To było takie piękne, że w tamtym momencie wiedziałem…Nie ma jak wśród swoich…

Razem wszyscy spędziliśmy tego roczne sylwestra….

Czy te znajomość kiedyś się wypali? Niestety ale chyba kiedyś tak…

Taka kolej rzeczy… a ja… jak zawsze… niczego nie będę żałował… żadnej chwili… poświęconego czasu…. Było wspaniale… jest pięknie …będzie dobrze.

a z Naiwną, magią do tej pory błyskamy


--Podsumowanie—
długie…. Ale tak trzeba…

Nasze ognisko
Roznieciliśmy nasze ognisko
By odgrodzić swoje wieczory
Od ludzi wszystkich jak od chorób
Niech się kołysze i błyska
Niech złote śpiewają iskry
W naszym ognisku...

Siedzimy wieczorami
Coś niedobrze się dzieje
Płomień gaśnie ciemnieje
Kopeć oczernił pokój
Pyta żona: Co ci kochany?
- A daj mi spokój...

Ja wiem czemu smutno mój drogi
My lubimy bardzo czworonogi
Zwierzę najlepszy przyjaciel
Już na ulicy jestem jednym skokiem
Przemierzam całe miasto szerokie
Wracam
Z ogromnym kotem pod pachą

Siedzimy wieczorami
Coś niedobrze się dzieje
Kot straszy bursztynowym okiem
Płomień gaśnie ciemnieje
Przeglądamy... malarstwo włoskie...
Rany Boskie... jak nudno...
No - mówię - rady nie ma...
Widać się do siebie nie nadajemy
Koniec z naszym ogniskiem
Ale sprośmy jeszcze na ostatek
Wszystkich naszych starych kamratów
Ze szkolnej ławy
Z popijawy...
Zrobimy zabawę...

Przyszli goście
Każdy opowiada
Barwna talia się rozkłada
Z prostych opowieści
Chwalimy życie z całej mocy
Śpiewamy pieśni do północy

Pierwsza Goście już za progiem
No i cóż moja droga
I nam trzeba zabierać walizki
Ale popatrz... popatrz
Jak się kołysze i błyska
Wielkim ogniem... słoneczną iskrą
Nasze ognisko...
I nasz kot jest bardzo piękny z tym bursztynowym okiem

A. Bursa

wtorek, 16 marca 2004

Sam sie-m zaskoczyłem

Oj udzieliło mi się...padło na podatny-płodny mózgowy grunt

W powietrzu fruwają chyba jakieś feromony… maję or-g-alne baterie full naładowane…. Jestem na wiosennym dopalaczu…

Zaraz o poranku – co w moim przypadku wypada on około 9:00 – szybko się wykaraskałem z kopca i ruszyłem na kawę do Ani… obiecałem jej to już prawie miesiąc temu… i srru - się doczekała.
Po drodze raczyłem się – jak zawsze ostatnio – słońcem… i lekką obawą… O Jezuicki… słońce zaraz chyba zajdzie bo jeszcze tak wczesną porą nie oglądało moich zwłok – dawno…
Doszedłem do wniosku, że stałem się wampirem …a raczej Ram-pirem…. Chodzę spać o trzeciej nad ranem – przesypiałem połowę dnia, tak do 14-stej… ostatnio wstaje gdzieś w granicach normy… 8:00 – 9:00 , i chociaż tak późno wchodzę do kopca to budzę się pełny energii…

Wampir tanoman… lepiej być nie może…. i faktycznie - słoneczko zaszło ;)

Humor mam nieprzeciętny… gdybym siem niem krem-pował to bym się z Ani-om, bawił tak…

[..]
spraw sobie aniołka i staruszka
[..]
podstawiasz staruszkowi nogę że wyrżnie mordą o bruk
aniołek spuszcza główkę
dasz staruszkowi 5 groszy
aniołek podnosi główkę
stłuczesz staruszkowi kamieniem okulary
aniołek spuszcza główkę
ustąpisz staruszkowi miejsca w tramwaju
aniołek podnosi główkę
wylejesz staruszkowi na głowę nocnik
aniołek spuszcza główkę
powiesz staruszkowi "szczęść Boże"
aniołek podnosi główkę
i tak dalej
potem idź spać
przyśni ci się aniołek albo diabełek
jak aniołek wygrałeś
jak diabełek przegrałeś
jak ci się nic nie przyśni
r e m i s
(Andrzej Bursa)
a może…. Ram-is?

siem krempowałem i nie zagrałem… faul…
a to chichrania było co nie miara… to raz ona to raz ja – udzieliło się …zaraziłem
potem czas na głupie wspominki…. O dołach i rowach życiowych ….zraniłem siem… rankiem o poranku … udzieliło się

Humor wrócił po chwili i dyskusji nie było końca… to o szkole …o ja pier***e,
Szkolne czasy przypomniały sie-m, sie-m ucieszyłem…

W główce mi się kocą nie możliwe rzeczy – wiosna – udzieliło się ;)

Wio! – sna dziś nie miałem… ani Ani nie dotykałem ;)
Zwariotywnie Pozytowałem, tzn. pozytywnie zwariowałem :))))

poniedziałek, 15 marca 2004

I tak ma być

Dzieeeeeńń Doberek!!

Szybki prysznic…. w CD „Zamyślone Głowy” i Dzioło oraz Gigi D'agostino "Silence"… Małe te- ta-te z odkurzaczem ;) ….
WIOSNA!
Słońce świeci jak oszalałe….. Taras, piffko i kojące nerwy promyki wiosennego słońca….
Istna tanomania….
A pan mężczyzna, kobieta i diabeł ;) w jednej osobie chyba jeszcze nie wie, że wiosenne powietrze należy głęboko wdychać - odurza…

Śmierć była blisko....

…pogłaskała mnie po głowie i powiedziała: „następnym razem będziesz mój, Malutki”

Znaki
Wiesz co Andy…. Mam wrażenie, że pomalowałem ten pokój ostatni raz w życiu…. Nie widzę się tutaj za miesiąc…

Budowa, robotnicy…. Jeden krzyczy: Uwaga na głowy!

Spotykam na ulicy śmierć – młoda niska dziewczyna z kapturem na głowie….. sina cera - przerażające przeszywające spojrzenie – dostałem dreszczy i ciężko przełknąłem ślinę.
Przestraszyłem się małej dziewczynki – chyba coś ze mną jest nie tak …pomyślałem.

Mijają kolejne dwa dni….

Idę z Centrum – mija mnie ambulans – znowu dziwne przeczucie

Jestem w kafejki internetowej… pracowałem jako admin.
Czas na przerwę wychodzę więc przed Cafe aby łyknąć świeżego powietrza – znowu ten Ambulans – widzę lekarza - mam dość, wracam do środka…

Siadam przed monitorem i zaczyna się…. – czuję te dreszcze co na ulicy gdy spotkałem „niewinną” dziewczynkę….
Parę kliknięć myszką ….koniec


Przebudzenie
Tak, poznaję….. to ten lekarz, ten sam Ambulans, który mnie prześladował, ja w środku ….sygnał… krzyki załogi: „uwaga na głowę”… utrata przytomności….

Izba Przyjęć
Białe fartuchy, miła pielęgniarka….. zastrzyk…. Pytania: Jak się nazywasz? Wiesz gdzie jesteś? Brak odpowiedzi…
amnezja…. Uporczywy ból głowy

Oczekiwanie
badania: jedno po drugim: Chemia kliniczna…. Koagulologia… Morfologia… RZM, tomografia, RTG, EEG, USG….
Czas na sen….


Wiemy!
Rozmowa z ordynatorem: Jak to Panu powiedzieć…. No cóż…. Przykro mi….
Rozpoznanie: „Prawdopodobnie” GUZ MÓZGU…. Chwila ciszy….
Doszło do małego wylewu krwi do mózgu.... miał pan szczęście…. To mógł być koniec - Komplikacji jednak nie przewidujemy…. Badania to potwierdzają
Odpowiedź bastka: No…. To przynajmniej wiemy na czym stoimy.
Lekarz bardziej zszokowany niż ja…

Za dużo jak na jeden dzień. Jestem zmęczony.


komentarz z 17 kwietnia 2010:

Tego posta nigdy nie dokończyłem.  Sam nie wiedziałem dlaczego. Teraz z perspektywy czasu wiem, że ciężko mi było się dzielić tym z innymi. To wzbudzało współczucie a wtedy go nie oczekiwałem.

Droga była ciężka. Ostatecznie okazało się, że to tętniaki w lewej potylicy. Przeprowadzono w sumie trzy zabiegi. 6 miesięcy w szpitalu. 
Wieka kropka na końcu rozdziału.
Jestem tutaj i to piszę :) 
To był wielki początek ważnych dla mojego życia zmian. Zmian na dobre.
Co prawda czytając dalsze części bloga możesz nie odnosić wrażenia zmian... chcę ci powiedzieć, że ten proces, proces zmian trwał kilka lat. 

niedziela, 14 marca 2004

Wirtualna władza….



Od kilku miesięcy jestem użytkownikiem pewnego forum. Oj źle się ostatnio na nim dzieje… Sejsmograf wykazuje znaczne spadki popularności….
Rozpocząłem parę prowokacyjnych rozmów a raczej wdałem się w nie i w jakiś sposób stałem się dość popularny na owym forum.
Ostatnio nie mam zbyt dużo czasu na poważne udzielanie się, i to zostało zauważone..
W raz z moim spadkiem publikowanych postów tak jakoś się dziwnie stało, że sejsmograf znowu zarejestrował postowy zastój.
bastek – prowokator wypalił się i brak mu pomysłów… a jednak dostałem propozycję zostania Moderatorem wybranych przeze mnie tematów rozmów.
Ja staram się łagodnie odmawiać, bo zdaje sobie sprawę z tego, że nie mam na to czasu. Brak mi pomysłów i użytkowników , z którymi można by podyskutować…. No może oprócz paru aktywnych i w jakiś sposób bliskich..
….Nie chcę zostać „komandorem” na Titanicu…..
zostanę orkiestrą

sobota, 13 marca 2004

Nowy dzień


Puk, puk to ja Pan Sen ....może wreszcie czas spać? Poukładać myśli, ułożyć wspomnienia, zostawić te dobre wymazać te złe.... dać odpocząć zmysłom...
Czas zebrać siły i przygotować się psychicznie co Soboty....

Żegnaj Piątku.
Nie płacz... za tydzień znowu się zobaczymy

Chwilowe załamanie...



Wiosna zawitała, +13st.C w cieniu…., wieczór… dwie tabletki Neurolu…
wielka porcja lodów truskawkowych….
W radiu leci Marchewkowe Pole….
Gorąca odprężająca kąpiel z olejkiem sandałowym….
Niesamowicie romantyczna książka – „Prawo Konstytucyjne RP” P. Wieczorek…..
Nic mi dziś więcej nie potrzeba…..
...albo jednak?

Łza się kręci w oku….
wspomnienia wracają
...lody się roztopiły…
...jestem sam.

Kieliszek Martini...
Już dobrze... zapomniałem.
Uśmiech wraca...
nie dam się wpędzić w labirynt idiotycznych nie konstruktywnych myśli...

eeech to nie tak miało być....
zjebałem notkę ;)

Wyczuwam w powietrzu romans.

Gdzie byłem gdy mnie nie było..



-Czwartek-
No, więc tak…..
Dziś miał przyjść do mnie Andy, jednak coś mu tam wyskoczyło…....i co teraz ? Cały dzień zaplanowałem pod niego i teraz muszę się męczyć w czterech ścianach.
Więc….
Minęła 15:30, tak mi się nudziło a wiedząc, że wszyscy znajomi są zajęci to postanowiłem urządzić sobie małe amnezja-party.
Przygotowałem sobie jedno piwo oraz cztery tabletki Afobamu i zacząłem test ;)

16:00 - podano dwie tabletki Afobamu - 0,5 mg.
16:45 – humorek chyta ;)
17:00 – och, ale ten świat wiruje
17:30 – mama stwierdziła, ze jestem pijany (i miała racje bo Afobam wywołuje objawy podobne do lekkiego upojenia alkoholowego. No i sam testujący czyli ja czół się jak po kilku piwach )
18:15 – coś mnie głowa rozbolała więc połknąłem jeden Ketonal – 50 mg
18:30 – iiii jeszcze jeden Afobam ( a co sobie będę żałował)
18:45 – czas na piwo
19:00 - rozluźnienie totalne ( wszystko mnie wali )
19:10 – i jeszcze jeden Afobam ( a jak…)
19:20 – ech, tak mi fajnie…. Mam ochote na seks
20:20 – i znowu Afobam ( doznaje małego szoku bo byłem ścięcie przekonany, że łykłem tylko 4 tabletki. Teraz, gdy to przepisuje to aż mi oczy wyszły )
20-30 – 50g wódki
…dalej zapiski są nie czytelne.

Trochę się teraz zdziwiłem bo nie czytałem tego wcześniej tylko przepisuje i oczom własnym nie wierzę….

Połowę, rzeczy nie pamiętam. Jak ja w ogóle poszedłem spać i kiedy???
Nie ważne…..


-Piątek-

Przebudzenie…
No, no jeszcze tak dobrze to mi się nigdy nie spało, no może tylko po Dormikum ;)

Popołudniu wpadł Andy.
I znowu musiałem wcielić się w rolę psychoterapeuty….. kłopoty, problemy itp.
Dobrze, że chociaż ja mogę go wysłuchać i coś doradzić bo biedaczysko coś marnieje.
Oczywiście musiałem wysłuchać tych plugawych kłamstw jaki ja to jestem dobry, ładny i inteligentny, szczery i pomocny.
Nie są to dla mnie żadne komplementy! To raczej stwierdzenia które jednym uchem mi wchodzą a drugim wychodzą.
Dla mnie największym komplementem jest szczery uśmiech na twarzy ….to mi wystarczy.

-22:00-

Głowiliśmy się przez GG z Naiwną jak zainstalować księgę gości na jej blogu. A wiecie... to tak jak naprawianie telewizora przez telefon.
Coś nie wykonalnego. ten Onet jest taki toporny. No ale po długich zmaganiach się udało. Przy wolnych chwilach oczywiście nie bylibyśmy sobą i „po obgadywaliśmy” troszkę Blogowego "Smutaśnego". No no
Oczywiście były to same superlatywy bo wyznaję zasadę, że jeśli obgadywać jakąś osobę to tylko w jej obecności a chwalić to tylko za plecami ;)

I tak mija kolejny dzień w życiu bastka
Czy był dobry? Niczego nie żałuję.

P.S. Blogowy przyjacielu ;)…. Postaram się więcej opisywać moich zawirowań życiowych ale na razie mam mętlik w głowie totalny i nic z tych zapisków by nie wyszło. Notki będą się ukazywać regularnie, obiecuję :))

środa, 10 marca 2004

Istoty

Po obejrzeniu dzisiejszej relacji z namiotu cyrkowego ( czytaj Sejm III RP) i serwisów informacyjnych, oczywiście nie można pominąć programów typu „Uwaga” czy „Interwencja” – pomyślałem:
Boshe, jeśli człowiek jest istota doskonałą, zwięczeniem Boskiego aktu stworzenia to my chyba nie jesteśmy ludźmi ;)

[…]Szatan długo nie odzywa się, a później nie podnosząc głowy, mówi niewyraźnie: - A ja przyczyniłem się... namówiłem ich... aby zjedli owoc z drzewa poznania... - wtula głowę w ramiona czekając na wybuch gniewu bożego. Stwórca przez chwilę milczy, jakby nie dowierzał własnym uszom, a potem pyta niskim gardłowym głosem: - Co takiego?... Czy ja się nie przesłyszałem? - Archanioł patrzy błagalnym wzrokiem na Boga i mówi szybko: - Myślałem Panie, że to są ludzie!... A ponieważ wydali mi się strasznie prymitywni umysłowo, postanowiłem im jakoś pomóc!...zwłaszcza, że przypomniałem sobie Twoje słowa gdy mówiłeś, że dopiero po zjedzeniu owocu z drzewa poznania, otworzą im się oczy i staną się tacy jak my... to znaczy jak Ty, Panie! - poprawił się szybko, patrząc z niepokojem w oblicze Boga. A ten złapał się za głowę i zaczął szarpać się za włosy, jakby chciał je sobie powyrywać wszystkie. - Coś ty narobił najlepszego!... Coś ty narobił! - wołał do przestraszonego Szatana, który próbował się jeszcze tłumaczyć nieporadnie: - Mówiłeś przecież Panie, iż otworzą im się oczy na Prawdę... […]
[…] Bóg zazgrzytał zębami, aż Szatanowi ciarki przeszły po plecach i skulił się na swym miejscu. - To co ci mówiłem, miało dotyczyć ludzi, a nie te bezmyślne istoty, ty głupcze! - zawołał z błyskiem wściekłości w oku.
Bóg podnosi się ciężko ze swego siedziska, kładzie dłoń na ramieniu archanioła i patrząc mu długo w oczy, mówi: - A więc dobrze Luciferusie!... Zostawiam więc ten świat i te istoty pod twoją opieką...
- A co z ludźmi, Panie? Miałeś ich stwarzać przecież jutro? - pyta szybko Szatan zaglądając w boże oblicze. Ten uśmiecha się w zamyśleniu i jakby do siebie, cicho mówi: - Ludzi stworzę już w innym świecie... Daleko stąd, aby przypadkiem znów nie przyszło ci do głowy "pomagać" mi w tym dziele... Dlatego nie zostawiam ci adresu,... Wybacz... - na chwilę milknie, a potem nadal z uśmiechem, patrząc Szatanowi w oczy, mówi: - Ale obiecuję ci, iż za jakiś czas wpadnę tutaj, aby obejrzeć jak sobie radzisz!... Możesz być tego pewien, Luciferusie! – […]Lucjan Feruj

Nic dodać, nic ująć....

wtorek, 9 marca 2004

Stresy.... problemy do rozwiązania... radość....




-- 6:00—
….alarm zegara – horror!
Już od dawna myślę o spaniu z młotkiem przy budziku ;)
Dziś wtorek i chodź bym się zesrał to tego nie zaprzeczę.
Szkoda bo gdyby to był poniedziałek to za wszystko co może się dziś wydarzyć obarczył bym poniedziałek ;)
Będę dobrej myśli.
Tak sobie leżę i myślę… Panie Bosze spraw żeby ten dzień nie był podobny do poprzedniego.
Dobra…. Szybko wstaję po tym krótkim seansie Silvy, bo dziś o 7:30 mam ważne spotkanie w sprawie pracy.
Szybki prysznic, lekkie śniadanie jeszcze zdążyłem uruchomić gruntowne skanowanie systemu w poszukiwaniu wirusów bo tak mi wczoraj wieczorem coś nie grało i ruszam do firmy Lemarxxxx.

-- 9:30 –
Wróciłem z rozmowy. Hmmmmm, nie wiem czy się cieszyć na zapas ale po rozmowie dyrektor od spraw sprzedaży powiedział:
….Dziękuję Panu. Skontaktuje się z Panem do końca tego miesiąca. (chwila zrezygnowania) Może być Pan pewien, ….zadzwonimy. (chwila pocieszenia) Ma Pan tą pracę. Musimy tylko zreorganizować strukturę a to może potrwać z jakieś dwa tygodnie ( Hurra! )
No już spokój. Opanowałem swoje emocje.
Po powrocie do domu szybkie „porządki codzienne” i to co robią wszyscy w Polsce „o wpół do dziesiątej…” smaczna kawka i chwila relaksu.

-- 12:00 --
Test skanowania dysków zakończony ( a mówią, że aktywny skaner działający w tle zapewnia stabilną ochronę) z widmem sformatowania sytemu…
No, więc tak….. pierwszy skaner (polski) wykrył jakieś robactwo i bardziej pasożytniczego wirusa niż groźnego.
Załączyłem skanowanie innym ( zagranicznym ) skanerem. Ku mojemu zadowoleniu wykrył pominięty tylko plik adware.
Super…. Pomyślałem ….system czysty….
Jednak moja radość nie trwała długo ( …o nie). Zawsze powtarzam „do trzech razy sztuka” , więc włączyłem trzeci skaner (polski) niesamowicie skuteczny, ….i zaczęło się …….4 wirusy i 104 pliki zarażone!
Muszą jeszcze dodać, że każde z oprogramowania wyposażony był w aktualne definicje wirusów.
Mój „numer jeden” poradził sobie z usunięciem ogniska i z wyleczeniem zainfekowanych plików ….a już myślałem, że będzie
„ format c:/q”.

-- 15:00 –
Stały akcent w moim życiu „Ostry Dyżur” i dokument da dwójce.

-- 17:00 –
i właśnie to piszę ;)

Bądź co bądź to oceniam ten dzień jako normalny nudny dzień kosmity w skórze przeciętnego obywatela ;)

Na wieczór nie planuję jakichś większych rewelacji. Tak dawno już nie położyłem się spać przed 2:00, że nadszedł czas na solidną regenerację sił psychicznych, położę się dziś wcześniej spać – obiecuję.

poniedziałek, 8 marca 2004

8 Marca



Sto lat, sto lat i nawet dłużej niech żyją, żyją nam!

Z okazji Dnia Kobiet,
wszystkim kobietom,
tym małym i tym dużym,
tym bliskim i tym nieznanym,
życzę
wszystkiego najlepszego.

niedziela, 7 marca 2004

Nuda z nudów



--15:30--
Dziś niedziela 7 marca….. muszę wpisać w terminarz na czerwono, „Dzień nudny jak flaki z olejem”, wpisać chodź by po to, żeby kartka tego dnia nie została pusta.

--18:30--
Nikt nie dzwoni…. Zero sms-ów….. odwiedzin.
Jedni coś gotują inni uczą się pilnie do jutrzejszego dnia, jeszcze inni nie mają ochoty dziś na nic….. a ja? Też….. zero zajęcia. Nawet w necie za bardzo nie chce mi się grzebać.
Pociesza mnie fakt, że jutro będzie poniedziałek. Zawsze to już jakieś zajęcie człowiek znajdzie….. może pochodzę po sklepach…. Może zrobię wiosenny remanent w szafie, która przez tą zimę z deczka zubożała. O! ….i wypiorę kurtkę bo stwierdziłem, że aż wstyd! …rękawy takie dobyczone.
Poza tym podobno jutro jest jakieś święto …czy coś, …w TV słyszałem ;)
 to wszystko na dzisiaj. Idę leniuchować…:)

Poszedłem szukać wiosny***

Dziś razem z Żelazną wybraliśmy się w odwiedziny do A. Biorąc pod uwagę, że w słońcu temperatura odczuwalna wynosiła jakieś hmm, 6-7 st.C to postanowiłem pozbyć się w dzisiejszym dniu czapki, rękawic o szalu już nie wspomnę. Jak się potem okazało był to błąd ;)
Ten nasz A. coś zmarniał biedaczek. Już nie mogę na niego patrzeć. Musi mieć chyba jakieś problemy, stresy - schnie nam w oczach. Najgorszy jednak jest fakt, że za żadne skarby świata nie chce powiedzieć, co jest grane. Martwię się o niego :(
Dlaczego są na świecie ludzie, którzy „kochają” się zamartwiać. To jakaś patologia chyba.
Po długich "przesłuchaniach" stwierdziliśmy, że jeśli naprawdę będzie chciał coś powiedzieć to powie nam sam, (błyskotliwe myśli) …oby.

Ta zima wszystkim przewraca w głowach.
…więc, poplotkowaliśmy, powspominaliśmy dobre czasy liceum, poopowiadaliśmy kawały zjedliśmy pyszne ciasto i o 21:00 wyruszyliśmy z Żelazną w daleką drogę do domu.
Po minucie drogi doświadczyłem na własnej skórze potęgę mrozu. Na termometrze uwaga (-16) st. C. Syberia. Och moje biedne ręce, one chyba najbardziej odczuły taki spadek temperatury a uszy… – o Boże gdzie ja mam uszy ;)))
Szkoda, że słońce, które tak „długo” dziś świeciło, tak szybko zaszło.
Gdyby nie ta pełnia księżyca to może byłoby chociaż trochę cieplej.
6 marca i takie mrozy….. rok temu o tej porze było już takie przyjemne powietrze, ….ech szkoda nerwów ;))

piątek, 5 marca 2004

Patrz na mnie..., nie dotykaj mnie!



...a ostrzegałem, że to wszystko będzie nieźle zakręcone ;)[ jeszcze przez jakiś okres]
Zresztą mężczyzna dojrzewa dwa razy.
Pierwszy raz w wieku "młodzieńczym", drugi raz w wieku 23-26 lat - wtedy następuje właśnie dojrzewanie psychiczne.
Więc, może dlatego zachowuje się lub myślę jeszcze jak nastolatek. (burza myśli)
Dobra już kończę, żeby bardziej nie namieszać wam w głowach ;)
Kiedyś to wszystko będzie dla was prostsze do zrozumienia, a dla mnie prostsze do przekazania ;)
Zresztą co się dziwić.... moje otoczenie rzadko ( ale jeszcze) używa co do mojej osoby określenia Allek McBillek.
Teraz właśnie nadchodzi okres na uporządkowanie moich myśli i postępków.

czwartek, 4 marca 2004

Lekka przesada



15:30
dziś dałem sobie luz (wieeelki luz) czyli spanko do (uwaga!) godziny 14:00 - dlaczego ten dzień jest taki krótki.
Potem obiadzik, jakieś pierdoły w TV.

16:00
Właśnie wracam od Naiwnej.... ale się podq***łem, ludzie jak bym miał być taki jak "Pan Buum" to bym sobie lepiej w łeb strzelił.... ten to ma gadane, he.

środa, 3 marca 2004

Uwaga może być ostro!



Obudziłem się dziś o 05:12 i stwierdziłem, że chce zjeść jabłko, więc nie zastanawiając się długo wykaraskałem się z kopca i ruszyłem nie tylko po zakazany owoc, ale na pełny podbój lodówki. Gdy się już najadłem pomyślałem [uwaga! ja myślę - nieraz mi się to zdarza o 5:12 ;-) ] , a raczej stwierdziłem (z tym też ostatnio mam problemy), że to koniec mojej dwu miesięcznej depresji. Niesamowite, do jakich wniosków człowiek potrafi dojść po bliskim spotkaniu z lodówką o poranku.
Biorąc pod uwagę to, że godzina piąta to dla mnie środek nocy a na drugi bok obracam się dopiero przed dziesiątą, nie zastanawiając się długo ( chociaż mój bufor pamięci ostatnio jest na niskim poziomie), położyłem się do łóżeczka.
No i zaczęło się…. Nie mogę zasnąć…. Jakieś przemyślenia pchają mi się do głowy – logiczne – nie poukładane, więc biorę kartkę papieru i piszę.
Oto wnioski, do jakich doszedłem o szóstej (już) nad ranem….

Albo ja zwariowałem albo świat oszalał….
 Miłość przez Internet – czy to jest normalne?
 dzieci mają dzieci - czy to jest normalne?
 Rosjanie bawią się kurkami od gazu - czy to jest normalne?
 Zakonnica upojona alkoholem rozbija się autem pod klasztorem – parodia?
 Dyrygenci grają słowikom na fletach - czy to jest normalne?
 Amerykanie wydają dziesiątki milionów dolarów po to aby zapakować ośmiu ziutków do puszki konserwy aby wysłać ich na orbitę żeby zbadali wpływ nieważkości na muszki owocówki – czy nam się naprawdę nudzi?
 Matka Teresa była w ciąży z kosmitą!
AIDS wzmacnia – cukier krzepi…..
Człowiek uzależniony od pieniądza, od czasu - ????
Co to ma q*** być? Czy tak wygląda ludzkość?
Czy o to chodzi?

Teraz Polska…. – jaka Polska przecież nikt w nią już nie wierzy…
Nasza kultura – brak kultury
 Nasz służba zdrowia – jaka służba zdrowia?
Policja – jedna suka i maszyna do pisania z lat ’70
Szkolnictwo – a co to takiego??
„poszukujemy sprzątaczki z wyższym wykształceniem” – no tak musi przecież wiedzieć, że suchą szmatą wyciera się na sucho a mokra na mokro i musi wiedzieć, że nie ekonomicznie jest zacząć mycie podłogi od jej środka…..
 Nasz Parlament – „ tu szklanka tam zagrycha - jaka zagrycha przecież w tej szklance jest woda. Jak by tam była woda to by się takich głupot nie gadało”
 Poseł samoobrony nie wie, co to jest lista wyborcza - szok!
Wszystko jest prowokacją
Naiwna ma kosmiczne problemy

O co tu chodzi???????
Czy to jest jakiś cyrk? Czy myśmy już do końca powariowali?
Czy aż tak nam się nudzi?

Wiara – jaka wiara?
„Kościół pełen dziewic i eunuchów” – czy o to chodzi?
Kto ma większe szanse na zbawienie ( jeśli takowe istnieje) : zakonnica, która klepie paciorki od rana do nocy zamknięta w klasztorze, czy ta która pomaga w Afryce przy umierających?
Co jest dobre a co złe?

 Jeśli tak wygląda ludzkość a ja w czymś się pomyliłem, spalcie mnie na stosie. Przynajmniej będę miał satysfakcje że wreszcie mi jest ciepły - zmarzluch jestem. A jeśli to wszystko prawda co napisałem to słuchaj ty moja ludzkości kochana ty wielki ropiejący wrzodzie na tyłku Chrystusa – obudź się bo możesz tego kiedyś pożałować.
Chodzę ulicami i co widzę? Lunatyków poruszających się na oślep. To można podsumować jednym, no może dwoma cytatami:

„ a jeśli już zechcesz narodzić w cieniu wojennych zgliszcz
to lepiej zaraz po narodzeniu rzuć go na krzyż”
S. Babiński

„ gubi się tu liczenie po omacku rąk,
oddychać ustom trzeba żeby nie umarły […]
każe mi me milczenie nie dobywać słów,
z płuc z gardła mego, niespokojnych snów,
toczy się ziemia tak jak odcięta głowa,
a nad nią słychać szelest żerujących słów,
nauczeni przyzywać Boga po imieniu,
zapomnieli swego, gdy naszła ich śmierć,
w śród śnieżycy dreptają w niepewnym płomieniu,
Betlejemskiej gwiazdy nadzianej na żerdź.”
S. Słoneczny.

******************


No to się zbulwersowałem dziś nad ranem. Sam się sobie dziwie. Wiem, że wykrzyczenie tego wszystkiego ( chociaż to i tak mało) było mi konieczne aby na zawsze pożegnać moją eks-depresje.
Teraz już luzik totalny :)

wtorek, 2 marca 2004

Ech ta deprech... już mi się znudziła

Nio i cio…..
Miałem tyle dzisiaj zrobić i nic…
W PUP – nie byłem
U psychologa – poco
W szkole na kawce – bee, nie miałem ochoty
Jedynie odwiedziłem A.
Posiedziałem poplotkowałem, ponarzekałem i trochę podniosłem się na duchu.
Teraz jestem w domu i sklejam tą notkę.
Jednym słowem dzień „bagna” psychicznego….
Podobno chodzenie po bagnach wciąga.
Musze się nie dać i wreszcie obudzić z tego snu, w którym jestem od dwóch miesięcy.
Takiej sytuacji nie miałem jeszcze w moim życiu – niechęci do wszystkiego.

poniedziałek, 1 marca 2004

Zakręcone zakręcenie


Albo ja tak szybko żyje, albo to świat tak szybko pędzi….. Od paru dni łapie się za głowę i zastanawiam się
gdzie ja gubię ten czas…. Ciągle mi go jest za mało. Nie zdążę się nawet obrócić a tu już zmrok .

Jutro będę miła dość ruchliwy dzień. Czeka mnie wyprawa do Urzędu Pracy, wiecie to taka szacowna instytucja, która istnieje tylko z nazwy i udaje, że coś robi. To tak jak organy demokratyczne za PRL – istniały tylko z nazwy. Już nie raz mi się wydaję, że te nasze ulice, style życia pokazywane w TV to wielka propaganda, UTOPIA, matrix.

Ciekawe, czy będą mieli jakieś kursy czy starze.

Po tej fascynującej przygodzie z UP odwiedzę moją Panią psycholog i podzielę się z nią, moimi wywodami. Przynajmniej ona mnie słucha ( nie licząc Naiwnej)

 I jeszcze muszę zajrzeć do mojej starej znajomej na kawkę, czyli do Pani J. w mojej byłej szkole. Ona to ma gadane.

No i oczywiście odwiedzę A.
Może jak tak sobie będę wypełniał dni to stłumię moją depresję.

Ostatnio moje dni są takie podobne jeden do drugiego, że żyć się nie chce. O ludzie jak ja chce iść do pracy.
[...]
 No, ale jak to się będzie miało do tego, że zakochałem się w jednej takiej mojej koleżance, którą znam już ho ho 6 lat? Faktycznie, ten mój świat jest t trochę zakręcony. Jeszcze jest wszystko ok. bo panuję nad wszystkim, chociaż z doświadczenia wiem, że zderzenia takich postępków nie wychodzą na dobre. Ja nie będę skromny i powiem, że jako lew (z zodiaku) to zawsze spadałem na cztery łapy, zawsze chociaż sytuacja była bez wyjścia miała miły dla mnie finał. Nio może oprócz jednej gdzie wyszedłem z niej w 90% bez gorszego uszczerbku. 

 Jestem taki zakręcony, że sam się dziwię.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...