środa, 29 grudnia 2004

Sprawozdanie po świętach

Chociaż te święta w niczym nie przypominały prawdziwych mroźnych świat to i tak zaliczam je do bardziej udanych niż zeszłoroczne. Nie pozwoliłem na nudę…
W Wigilie rzecz jasna najbliższa rodzina, chociaż nie do końca…
Jakoś to przeżyłem.
Pierwszy raz w te święta nie wpadłem w jakiś kiepski nastrój i nie dostałem doła.

Dużą niespodziankę zgotowała mi Naiwna, która zaprosiła mnie do swojego rodzinnego domu. Znamy się już prawie sześć lat a bastek u Naiwnej był po raz pierwszy… Zawsze jakoś nie było możliwości albo okazji.
Urządziliśmy wieczór… można to tak nazwać. Obecny był też Tomek, typ odpornego na alkohol człowieka, który odpadł już po pierwszej 0,5  Smirnoffa na trzech ;) Jak dobrze pamiętam razem z Naiwną wypiłem jeszcze pół butelki Finlandii i szklaneczkę wina… To się nazywa mieć głowę. Nie mogę się sobie nadziwić, że potrafiłem tyle wypić i nie wylądowałem pod stołem. Cały sekret tkwi chyba w tym, z kim się pije.
W południe odstawiono mnie do domu z big kacem.
Wieczorem zaliczyłem jeszcze imieniny u ciotki… lubię ją, bo zalicza się do ludzi, którzy mają luzackie podejście do życia. Tam sobie trochę kaca podleczyłem i już całkiem wykończony wróciłem do domu. SPAĆ!

Następnego dnia wpadł do mnie Andy… na złość z jakąś butelką w plecaku… ;)
No cóż… przyniósł wiec trzeba coś było z nią zrobić.
Alkoholizm.

Dziś dzień ostatnich poprawek w planie sylwestrowym. Wszyscy potwierdzili przybycie. Cieszę się bardzo, ze będę miał przy sobie jednego dnia wszystkich moich dobrych znajomych.

I to już będzie koniec tego sprawozdania. Ciężko to nazwać czymś innym… ostatnio nie mam nastroju na jakieś moje przemyślenia czy zwierzenia. Nie zrobię też żadnego podsumowania roku, a jeśli już, to będzie ono najkrótsze z możliwych.

Podsumowanie roku:
Było minęło ;) …i kropka.

Szczęśliwego Nowego Roku!!! :)

piątek, 24 grudnia 2004

Święta :)

Życzę, aby te święta wypełniły Wasze serca radością i szczęściem, a każdy dzień Nowego Roku niech będzie lepszy od poprzedniego.
Niech każdy nowo poznany człowiek w Twoim życiu będzie przyjacielem, każda chwila radością, a miłość niech nigdy nie opuszcza Twojej duszy.
Dużo, dużo radości, uśmiechu, niezapomnianych wrażeń,
ciepłych, dobrych chwil z najbliższymi, a pod choinką -
wspaniałych niespodzianek! :))

środa, 22 grudnia 2004

Przygotowania...

Wtorek... 
Zaraz z samego ranka pojechałem z Patulkiem do Czeskiego Cieszyna…
Ech… to miejsce zawsze przyciąga mnie jak magnes...
Po drodze wypiłem na czczo jedno piwo…
Jejku… czułem się jak co najmniej po trzech…
Poprawiło mi to oczywiście nie za dobry humor, który mnie dręczył od poniedziałku…

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Centrum aby kupić prezenty…
W tym roku postarałem się i każdej bliskiej osobie kupiłem mały drobiazg…
Bo… ja… to ostatnio marzę o kuli plazmowej ;) nie żebym coś sugerował […] ;)

Dziś... środa:

Dziś odbyło się walne zgromadzenie organizatorów tegorocznego Sylwka… Obradowaliśmy całe popołudnie i ustaliliśmy wszystko co do najmniejszego szczegółu…
Jednym słowem będzie tak zajebiście jak w zeszłym roku… w końcu, będziemy mieli wszystko to, co sobie zaplanowaliśmy ;)

Dzień ogólnie dobry… nie mam nawet na co narzekać…
No… może tylko na kaca…

poniedziałek, 20 grudnia 2004

Już za dni parę święta, za dni parę

Wigilii do Nowego Roku…

Zjedzie się Austria… - no tak to raczej będzie wielka impreza a nie święta i lalala…
Przyjedzie Naiwna… - godziny gadania, śmiechu, wzruszeń… czyli nadrobienie całego półrocza…
Przyjedzie Michał z Białego… - będę miał się, komu pochwalić moją nową płytą „Eliminator”… liczę na krytykę w dobrym smaku…
No i cała Banda pozostałych… czyli Sylwestrowe szaleństwa nocy dwóch ( wariacja słowna… uwielbiam pisać nie bardzo gramatycznie)

A jutro?

Jutro Kochany Cieszyn na horyzoncie.

środa, 15 grudnia 2004

odwyk

Chciałem pisać… nie chciałem… gdy chciałem, to nie miałem czasu… gdy nie chciałem to mogłem… i tak dalej… i tak dalej. Jednym zdaniem…
Dostałem lenia…
Cały tydzień pod znakiem „szczania na żywo” w kolorze nadziei…

Już święta za progiem…
Nie wiem czy się cieszyć czy nie…
Święta… fajna rzecz… tylko gdzie śnieg?
Może to i dobrze… zieleń też ładna jest… Byle tylko głupich nie przyciągała ;)

No i jeszcze do tego wszystkiego to rzucanie palenia. Marysia miała rację… nie łatwo sprzedać zapałki.


Podsumowanie tygodnia:
A wszystko to, bo łatwiej jest nie umieć palić, niż, umieć nie palić …
Ogólnie jestem wrogo do wszystkich nastawiony.

piątek, 3 grudnia 2004

To jeszcze nie koniec...

Dzień dobry…
Dzwonię z Urzędu Pracy…
Chciałabym, aby Pan zjawił się u nas w sprawie wyjaśnienia okoliczności, dlaczego zrezygnował Pan z propozycji pracy w miejscu gdzie Pan odbywał staż.

Ja wiem… mamy pańską odmowę, ale potrzeba jeszcze uzasadnienie, więc może się umówimy na jakiś konkretny dzień…
Szkoda by było, aby Pana skreślili z ewidencji…

No to w poniedziałek czeka mnie przesłuchanie ;)

środa, 1 grudnia 2004

też mi sensacja

Pierwszy wstrząs nastąpił o 18:18 w momencie, gdy pisałem tą notkę. Drugi 30 sekund później. Potem długo, długo nic. Do rana było jeszcze 11(!) Wstrząsów, ostatni… jak do tej port o 7 rano… prawie się obudziłem;)
Dlaczego Tivi robi z tego takie wielkie halo!
Normalka… ostatnie tektoniczne trzęsienie ziemi w tym rejonie było 4 lata temu, jeszcze mocniejsze i wtedy media milczały... ech ta komercja.

wtorek, 30 listopada 2004

koniec i początek

Ostatni dzień na stażu… koniec. Nareszcie. Karta stażu wypełniona… program zrealizowany w stopniu ponad programowym - jeśli można to tak ująć. Umowy nie podpisałem. Lecz… zawsze drzwi firmy stoją dla mnie otworem… pocieszające – to tak jakby z własnej woli wejść na teren obozu z napisem „Arbeit macht Frei".

Nic straconego. Od czwartku zaczynam pracę w rodzinnym interesie… przynajmniej na jakiś czas.

P.S. 
Dziś zatrzęsła się w Polsce ziemia.

niedziela, 28 listopada 2004

Andrzejki

Andy pokazał wczoraj „klasę”, Żelazna swoje „dobre” odbicie…
Andy przez swoje nieposłuszeństwo z własnej nieprzymuszonej woli wymierzy sobie karę, a Żelazna przejedzie się na swoim wewnętrznym świecie, w którym się zamyka coraz bardziej.
Czy to sen? Czy to wszystko może się wydarzyć? Nie… to nie sen. To dzieje się w realnym świecie tu i teraz ( lekka przesada).

Żelazna przybyła do mnie z kwiaciarnią w rękach… Podarowała mi kwitnącą cytrynę… Nie przypadkiem, mówiłem jej kiedyś, że uwielbiam cytrusy, a nic nie smakuje tak ja Gin z tonikiem i świeżą ledwo, co zerwaną cytryną. Prezent? Czy… przejaw czystej wdzięczności? Mam jej nagrać 20 płytek ;)

Wieczorem udaliśmy się do Andiego. Myślałem, że jeśli to Andrzejki to będzie miał multum gości. Okazało się, że nie było nikogo, a ja z Żelazną byliśmy pierwszymi osobami, które złożyły mi życzenia, i które odwiedziły go w tym dniu.

Było drętwo… spodziewałem się ożywionej konwersacji a nie gadania o dupie Maryny… o pracy, pogodzie i polityce… a gdzie miejsce na śmiech i zabawę?
Po dwóch godzinach myślałem, że pójdę do domu… bo ileż można.
Żelazna z nudów – chyba zarzuciła focha i jak zawieszona w przestrzeni nie odzywała się przez jakąś następną godzinę. Jedyną rozrywką dla mnie w tym czasie była zabawa z małym kotem…

Żelazna potrafi zarazić swoim złym humorem każdego, kto jest w jej zasięgu wzroku… Zgadaliśmy się coś o przyjaźni i relacjach między osobami, które znamy. Żelazna w którejś chwili powiedziała, że nikt do szczęścia nie jest jej potrzebny, że jednego dnia ustawia odwiedziny do osób, które ja zaprosiły tak po trzy spotkania, żeby oblecieć parę osób i mieć je z głowy na jakiś czas, i nie ma wyjątków… ja i Andy, też się do tych osób zaliczamy…
Trochę mnie to wkurwiło… trochę, bo wiem, że bardziej musiało to urazić Andiego… W końcu przez to powiedziała, że dziś u niego na imieninach, też pojawiła się po to, aby odbębnić i mieć spokój na jakiś czas. Stwierdziła na koniec, że ma swój świat, w którym sobie żyje i nikt do szczęścia nie jest jej potrzebny.
Nie miałem słów do niej… nie chciałem się już z nią kłócić i tłumaczy jej, że tak nie powinna robić… byłaby to rozmowa typu „grochem o ścianę”. Powiedziałem tylko jedno zdanie „To uważaj tylko, żebyś się grubo nie przejechała na takim sposobie myślenia”

Są ludzie i ludziska. Są ludzie „prości” i ludzie o złożonej osobowości. Żelazna jest jedną z tych osób, które w kryzysowych momentach odwracają się od całego świata i udają, że są na tyle silne, ze mogą sobie ze wszystkim poradzić. Wiem o tym i dlatego już w drodze powrotnej zapomniałem o tej niemiłej rozmowie. W końcu ktoś, kto zamyka swoje wnętrze i dobro przed innymi, nie planuje czy sylwestra spędzi u mnie czy z koleżankami, tylko to zlewa i siedzi w domu.

Dlaczego ja zawsze muszę zadawać się z takimi trudnymi osobami? Dlaczego takie osoby najwięcej dla mnie znaczą? Dlaczego są dla mnie cenniejsze od szczęśliwych na maksa ludzi? Dlaczego zawsze wszystko im wybaczam?
- bo jesteś tolerancyjny
- bo nie ma dla ciebie trudnych tematów
- bo potrafisz wczuć się w każdą sytuację
- bo potrafisz wysłuchasz drugą osobę i nie oceniasz jej.
- bo zawsze mówisz to co myślisz
Takie odpowiedzi słyszę najczęściej…
Pic na wodę!! Zwykłe cukrzenie.
!!!
Przecież też jak inni ludzie mam problemy, doły i zmienne humory. Ra jestem wulgarny a inny razem święty… Przybieram wiele masek, które są zgodne z moimi granicami przyzwoitości.

Dlaczego ludziska, których znam widzą tylko moje dobre cechy?

Czy kluczem do zrozumienia drugiej osoby i jej problemów jest wejście w jej system wartości, myślenia, zrozumienie go, a każdy problem rozwiązywać indywidualnie, nie za pomocą schematów moralnych? A może chodzi tu o zwykłe zrozumienie przyczyn… nie skutków.

Jak zawsze dużo pytań retorycznych.
Kropka.
Powinienem zwać się „pytajnik” a nie bastek.

A co z wymierzeniem sobie samemu kary przez Andiego i za co, zapytacie?
Tej karty dnia wczorajszego nie odkryje, choć miałem tak zamiar. Przepraszam.

piątek, 26 listopada 2004

plany czas zacząć...

Jowita dziś mnie uchwyciła na gadulcu i zeszła na temat tegorocznego Sylwka. Może to i jeszcze wcześnie na plany, ale jakieś wstępne ustalenia muszą już być. Doszliśmy do wniosku, aby w tym roku spędzić Sylwka w pełnym składzie… tak jak poprzednio. Jeśli ten pomysł wypali to będę musiał się przygotować na dwa dni zabawy. Dwa dni bo jeśli to ma wyglądać tak jak ostatnio to będzie tyle alkoholu i żarcia, że 1 stycznia znowu się zobaczymy wczesnym wieczorem i przypieczętujemy formalnie nowy rok.

środa, 24 listopada 2004

nawet Naiwne Motylki wiedzą co robią...

Nic się nie dzieje… totalny zastój… Praca, dom, praca, dom P, D, P, D… itd… wszystko to przeplatane śniegiem, deszczem, plus 10, minus 2, śnieg, wiatr…

Andrzejki tuż, tuż… muszę pomyśleć, jaki prezent kupić… spiknę się z Żelazną ( tzn. postaram się, bo Żelazna ostatnio ma dziwne nastroje – chyba przedwczesne klimakterium;)) ...się okaże.

Motyliczka - Naiwna skasowała bloga… biorąc pod uwagę okoliczności i motywy jakie nią kierowały przy zakładaniu bloga – nie dziwie się… ja też bym tak zrobił po jakimś czasie, ale mam złą wiadomość;) – ja nie zamierzam bloga tzn. szmatławca-dastkowego kasować… jeszcze nie wszystko zostało powiedziane… kiedyś na pewno to nastąpi…. Swoją drogą sam jestem ciekawy, kiedy podejmę taka decyzję… prawdopodobnie wtedy, gdy nie będzie już potrzebny, gdy moje życie nie będzie potrzebowało przemyśleń i… zresztą – nie ważne…
Lubię sobie bez powodu o głupotach popisać – takich jak właśnie ta.

Teraz na poważnie…
Martwię się o siebie…, jeśli tak dalej pójdzie to z dniem 2 grudnia zasilę szeregi największej elity w tym kraju… wiecie, co mam na myśli.

środa, 17 listopada 2004

heute ist nicht mein Tag.

Strasznie zjebany mam dziś humor. Jestem jakiś taki drażliwy… sam nie wiem, z jakiego powodu. Chyba najlepiej będzie zwalić wszystko na pogodę.

Dziś szefowa zapytała się mnie czy podjąłem decyzję i czy podpiszę z nią umowę o pracę… odmówiłem… Chyba mam za dobre serce, bo mam teraz małe wyrzuty sumienia…

Jak to mówią – jutro też jest dzień… a ja się pytam kiedy będę mógł powiedzieć z radością „dziś jest mój dzień!”

niedziela, 14 listopada 2004

lawina urodzin...

Nie mam pamięci do dat…
No, bo wczoraj wspomniało mi się, że w listopadzie obchodzi urodzinki Żelazna (10 listopad) … no to buch… sms do Andiego… dobre białe winko pod pachę i na Bielany…
Niespodziewajka była duża dla Żelaznej, bo nie przypuszczała, że ktokolwiek będzie o niej pamiętał… bidulka przechodzi jakieś doły… zastaliśmy ją przybitą i smutną a żegnaliśmy wesołą i rozpromienioną…
Podczas rozmowy wyszło, że tego samego dnia obchodziła urodziny Jowita…, więc… trzeba znów było nadrobić i złożyć życzenia… pod koniec listopada urodziny ma też Naiwna (Motylek), tylko, że nie pamiętam, którego dnia:(
Wstyd mi… jak nigdy.

poniedziałek, 8 listopada 2004

Iskierka nadziei

Właśnie zakończyłem rozmowę z Naiwną… i doszliśmy do wniosku, że jeśli kończy mi się staż, a na przedłużenie umowy niema, co liczyć z dwóch powodów – po pierwsze, co mi z pracy na pół etatu… po drugie, 60% zarobków przeznaczyłbym na dojazdy… byłaby to czysta desperacja… tkwić w sytuacji, która normalną nie jest…
Więc…
Zaczniemy szukać zajęcia w pobliżu Wrocławia:)
Oczywiście nie nastawiam się zbytnio, bo, po co sobie robić nadzieje. Chyba nie po to, aby potem czuć rozczarowanie.

Tak nawiasem mówiąc byłoby wspaniale być blisko Naiwnej… nie ma takiej drugiej osoby jak ona:)

W domu też mi huczą abym się nie pakował w dalsze umowy z instytucją, w której obecnie odbywam ten przeklęty staż, bo szkoda marnować czasu na pracę w „czynie społecznym”.
Za nie podpisaniem umowy przemawia tez fakt, że szef – jak sam powiedział – szuka ludzi do ROBOTY a nie do pracy… najlepiej ze wsi – ciemnych i zastraszonych, aby łatwo można było nimi kierować i wykorzystywać ich w pracy. Ostatnio z ust szefa usłyszałem, że jak chcę tu zostać to muszę zacząć myśleć jak prosty chłop a nie analizować wszystkiego.

Nie zostaje tam!

piątek, 5 listopada 2004

Nibylandia... czyli - Mapa nie jest terenem.

Wystarczało tak niewiele...

Nie wiem, czy widziałeś kiedyś mapę ludzkiego umysłu. Widać na nim linie zygzakowate, podobne do wykresu temperatury na karcie szpitalnej. Linie te są prawdopodobnie, drogami biegnącymi przez wyspę. Bo Nibylandia jest zawsze – w mniejszym lub większym stopniu – wyspą, gdzie błyskają , od czasu do czasu, zdumiewające barwy i gdzie są koralowe rafy, podejrzanie wyglądające okręty w pobliżu brzegów, dzicy ludzie, odludne legowiska zwierząt, gnomy zajmujące się krawiectwem, jaskinie, przez które płyną rzeki, książęta mający sześciu starszych braci, chyląca się do upadku chatka i pewna, bardzo maleńka, stara pani o haczykowatym nosie. Nie byłaby to trudna mapa, gdyby to było już wszystko. Ale jest jeszcze: pierwszy dzień w szkole, religia, ojcowie, okrągły staw, morderstwa, wieszanie, nieregularne czasowniki, tort czekoladowy, wkładanie szelek, powiedz: Chrząszcz brzmi w trzcinie! – i tak dalej.

No właśnie... kto z nasz nie miał kiedyś swoja Nibylandię. Teraz, gdy wyrosłem z krótkich majtek, zapomniałem o niej tak jakby nigdy nie istniała. Nibylandia w żaden sposób nie pasuje do świata „dorosłych”, w którym mówi się ciągle tylko o „polityce, golfie i krawatach”. Chociaż dziś już nie mogę przekroczyć granic Nibylandii , ciągle irracjonalnie posługuję się niepotrzebną i niezrozumiałą dziwną starą mapą, która jest jedynym świadectwem, że moja Nibylandia istniała naprawdę. Podejmując decyzje i usiłując zrozumieć otaczający mnie świat, nieraz zachowuję się tak, jakby moje mapy opisywały cały wszechświat. Tymczasem… moja mapa dotyczy wyłącznie mojej wyspy. Nikt inny nie ma możliwości poznania wszystkich jej zakamarków…

No i co z tego? A no to z tego, że mając taką świadomość, nie mogę powiedzieć, że inni mnie nie rozumieją., a ja nie rozumiem innych bo są zbyt głupi, prymitywni, lub zbyt słabo rozwinięci duchowo. To tak, jakbym wierzył, że mapa Warszawy przyda się do czegoś w Bielsku – Białej tylko dlatego, że jest mapą. W praktyce jest ona tam tylko kawałkiem papieru.

dziś zawsze czegoś jest za mało, coś się nie zgadza... czegoś brakuje do... szczęścia.

Jutro dzień wesoły bo nie trzeba iść do... pracy

czwartek, 4 listopada 2004

Chciałbym napisać dziś o czymś przyjemnym ale...

Panikuje… bo jeszcze trzy tygodnie stażu… i … ta niepewność mnie dobije!!!!!!

Ciepło nam trzyma… dziś zobaczyłem pierwszy raz w swoim życiu, żeby w listopadzie tylu ludzi chodziło w krótkim rękawku… no cóż biorąc pod uwagę, że tu na południu pogoda dopisuje - i dopisywała przez cały październik... uroki Podbeskidzia ;) – więc nie mam się niby czemu dziwić… ciągle mnie coś zaskakuje…

Pytanie retoryczne:
Dlaczego tylu ludzi myśli, że do zachowania czystości wystarczy kawałek mydła w kieszeni?

Ogólnie humor fatalny mam od wczoraj… za dużo myśli typu: co to będzie?

Śnią mi się jakieś koszmarzyska paskudne… strasząc mnie miesiącem stagnacji i smutku… co prawda to prawda – listopad nigdy nie był dla mnie miesiącem szczodrym i obfitującym w radosne chwile… sama nazwa odstrasza… ale… przecież , czy chociaż raz nie może być inaczej? Hm?

…jeden Neurol i… spanko. Dobranoc.

czwartek, 28 października 2004

wcale nie takie, do końca nic.

Głęboko pod ziemią biło krystaliczne, mocne i czyste źródło. 
Nikt o nim nie wiedział. Ludzie spacerowali nad nim, przechodzili nie zatrzymując się. Wielu się gdzieś spieszyło, wielu nie miało się gdzie spieszyć i szło bez celu. Wielu z nich było spragnionych. Ci szukali miejsc, gdzie odkryto wodę, ale wszędzie panowała susza i zbudowane wcześniej studnie wyschły. Jednak tylko jeden z poszukujących wodopoju i niemogących go znaleźć zapragnął sam wykopać studnię. Najpierw rozpoczął poszukiwanie miejsca, w którym warto zacząć kopać. Wziął w dłonie delikatne gałązki wiśni i z uwagą spacerował. Widział wcześniej takie sposoby u cudotwórców i uzdrowicieli, którzy po drżeniu różdżek poznawali rzeczy niewidoczne wzrokiem. Liczył, że i jemu wskażą obecność źródła. W którymś miejscy gałązki zachybotały w jego dłoniach. Drżenie było tak delikatne, aż trudno było mu uwierzyć, że tu właśnie może być woda. Tak bardzo jednak był spragniony i tak bardzo chciał odkryć swoje własne źródło, że zdecydował się zacząć pracę. Przez wiele dni rozkopywał ziemię. Pracował wytrwale, mimo że chwilami nadzieja go opuszczała, a przechodzący obok zatrzymywali się tylko po to, by drwić z jego wysiłków. Któregoś dnia poczuł pod dłonią wilgoć.
Szybkimi ruchami zaczął odgarniać ziemię i po chwili woda trysnęła silnym strumieniem, aż wypełniła cały dół tworząc na powierzchni nieruchomą taflę. Człowiek pochylił się nad nią i… cofnął w popłochu, bo tego się nie spodziewał.

Opowiadanie zaczerpnięte z ulotki Polskiego Stowarzyszenia Ericksonowskiego.
Sam do końca nie wiem, czemu przytaczam go na blogu, człowiek czasami coś mówi i sam nie wie po co.
…nie myśl o nim więcej.

Cholera, co za niezborny typ jestem.

czwartek, 21 października 2004

czasem bywa tak, że nie mam ochoty...

Może być tak, że nie miałem czasu. Może być i tak, że zapomniałem. Może być też, że nic się nie działo.

W poniedziałek wybrałem się na małe zakupy… nareszcie dostałem jeden dzień wolny w tygodniu – co z tego jeśli musiałem odbębnić go w sobotę… to się wytnie.
Wytnie się też to, że na mieście widziałem trzy razy szefa – nawet w dzień, w którym nie chcę myśleć o pracy muszę trafić na takiego ch* plastikowego.
Po południu pojechałem do Wadowic w odwiedziny do Patulka.
Freestyle… fajny standard.

Potem poszliśmy na dworzec lecz… nie uśmiechało mi się jechać tak wcześnie do domu. W końcu jeden dzień wolnego i ja mam trzymać się jakichś cholernych grafików? Wykluczone! To nic, że następnego dnia musiałem wstać o 5:30… poszliśmy na piwo. W knajpach same jakieś nie odpowiadające mi towarzystwo: ę… ą… szczatka. Kupiliśmy piwa i poszliśmy na alejki. No, to rozumiem… luz, wygłupy… śmiech na całą otwartą gębę… dziś nie miałem nastroju na dobre zachowanie… bo i po co (?)

Czas mijał nieubłaganie… w domu byłem coś grubo po pierwszej… i co z tego… niektórzy maja zegarki, a ja mam… czas. Zawsze powinno się mieć czas dla przyjaciół i na rozrywkę z nimi.

Wczoraj wracam z pracy wchodzę do domu a tam już czekają na mnie Patulek i Andy… pojechaliśmy do Żelaznej :) Uraczyła nas swoim winkiem ;) moim ulubionym… mieszanina czterech odmian winogron – rocznik 1997. Pyszności.
No i jak zawsze… śmiech i zabawa do… no... nie trwało to długo bo Patulek musiał się zbierać do domu… a my razem z nim. W końcu przyjechaliśmy razem z nim, to i wrócimy… a po drugie lepiej autem niż autobusem czy pieszo ;)

W sobotę, jeśli szczęście dopisze i dostanę wolne to zabieram się z Patulskim do Czech… dawno już mnie tam nie widzieli ;)

Czy 20 dni to dużo - 20 dni roboczych. Czy 180 godzin (teoretycznie) roboczych to dużo? Sam nie wiem…. Za ten czas skończę staż. Już nie mogę się doczekać i mieć go już za sobą… z drugiej strony muszę znaleźć jakąś inną posadę bo… u tego szaleńca w tym obozie pracy nie zamierzam marnować swoich ambicji… i zdrowia psychicznego.

...się okaże.

wtorek, 12 października 2004

Młynek...

Zmęczony. Bardzo. Można by powiedzieć wyczerpany. Psychicznie i fizycznie. Zajob z pracy daje mi się we znaki a raczej w nogi. Jeszcze te uciążliwe dojazdy…
Dom – miejsce do spania.

No i do wypłaty dwa dni ;)
Na pierwszy ogień pójdzie wymiana telefonu bo oprogramowanie szlag trafia – już nie mogę patrzeć na ten zżera-cz nerwów.

poniedziałek, 4 października 2004

odzienności ciąg dalszy...

Dziś dzień bardzo ciepły wiec założyłem do pracy krótkie spodenki… opłacało się ;)

Czas pracy dziś to chyba lekkie przegięcie… usiedziałem się w tym  miejscu 13 godzin!

Gdy wracałem byłem tak wyczerpany, że nie zauważyłem nawet, że w tym samym autobusie jedzie Żelazna ;)
no szczyt szczytów… ani ona mnie nie zauważyła ani ja jej do momentu wysiadania… a autobus jechał prawie pusty.

Pieniądze się kończą a do wypłaty jeszcze 9 dni… odliczam z niepokojem czy na pewno wystarczy :(
jeśli nie to allegro.

czwartek, 30 września 2004

Rób wszystko w sposób prosty, ale nie prościej...

No i masz… „opierdol” dostałem od szefa…
Szanuj pracę! Powiedział szefunio… Przez dwa m-ce zapierdalałem jak mały motorek i?.... zostały mi dwa m-ce stażu a tu pracy prawie jak na lekarstwo…
Rozciągam w czasie prawie każdą czynność… robię „puste przebiegi” tylko po to, aby się nie nudzić i aby mi zajęć starczyło do końca listopada.

Zjadłem dziś dwa kilogramy brzoskwiń i kilogram winogron… pękam… chyba troszkę za dużo ;)

Nie jestem wróżkom ale… przyjedź do mnie a już dwa życzenia się spełnią… Zobaczysz się ze mną i odpoczniesz… powiedziała Naiwna…
No tak, ale, żeby to się spełniło to najpierw musi się spełnić trzecie życzenie, czyli… zakończyć staż… ewentualnie przed końcem podjąć inną pracę…
Bo… Zero wolnego – powiedział szefunio… i parę dni wolnych u Naiwnej szlag trafi.
I gdzie tu logika? Robić, robić, robić… a gdy się pracuje to szef mówi aby zwalniać tempo…. Ja się tam nie obrażę – tempo zwolnię... a co.

...no może jeszcze na dobranoc ze trzy jabłka

wtorek, 28 września 2004

Fascynacji - NLP - cią dalszy...

Zmiana historii osobistej?

No brzmi niczym z filmu „Efekt Motyla”
Na psychologiczny proces zmiany historii osobistej natknąłem się w jednej z książek o NLP.

Autorzy tej dość interesującej książki twierdzą, że...
„ Doświadczenie ludzkie istnieje tylko w czasie teraźniejszym. Przeszłość istnieje we wspomnieniach i aby ją przypomnieć, musimy jej w jakiś sposób doświadczyć tu i teraz. Przyszłość istnieje zaś jako oczekiwania i fantazje, również tworzone w teraźniejszości. Kotwiczenie umożliwia nam zwiększenie naszej emocjonalnej wolności przez ucieczkę spod tyranii negatywnych doświadczeń przeszłości i tworzenie bardziej pozytywnej przyszłości.”

Zaczyna się ciekawie…
Wczoraj postanowiłem skorzystać z opisanego postępowania… jak i co robić by pewne złe przeżycie ulotniło się z mojej pamięci albo stało się "pozytywne"
UDAŁO SIĘ!!! :)))

Oto dość okrojony przebieg zmiany historii osobistej, którą można przeprowadzić na innej osobie.
1. Zidentyfikuj stan negatywny, wywołaj go, rozpoznaj i w końcu zmień stan.

2. 2. Utrzymując negatywną kotwicę, poproś drugą osobę, aby cofnęła się w myślach do czasu, gdy czuła się podobnie. Kontynuuj, dopóki nie dotrze do najwcześniejszego pamiętanego doświadczenia. Zwolnij kotwicę, złam stan i sprowadź ją w pełni do teraźniejszości.

3. Poproś, aby – w świetle tego, co wie obecnie – pomyślała, jakich zasobów potrzebowałaby w tej przeszłej sytuacji, aby stała się ona raczej satysfakcjonującym niż problemowym doświadczeniem. Prawdopodobnie wymieni takie zasoby jak bezpieczeństwo, bycie kochanym, zrozumienie. Zasoby jednak muszą pochodzić od samej osoby, pozostawać pod jej kontrolą.

4. Wywołaj i zakotwicz specyficzne i pełne doświadczenie potrzebnego zasobnego stanu i sprawdź tę pozytywną kotwicę.

5. Utrzymując pozytywną kotwicę, zaproś osobę z powrotem do najwcześniejszego wydarzenia. Zaproponuj jej, by obserwowała sama siebie z zewnątrz z tymi nowymi zasobami i zauważyła jak zmienia to doświadczenie. Potem poproś, by wkroczyła w sytuację z zasobami i przeszła przez nią tak, by jakby miała zdarzyć się jeszcze raz. […]. Gdy osoba jest zadowolona, doświadcza sytuacji jako odmiennej i może się z niej uczyć, usuń kotwicę i zmień stan.

6. Sprawdź dokonaną zmianę bez użycia kotwic, prosząc osobę, aby przypomniała sobie przeszłe wydarzenie i obserwując, jak wspomnienia uległy zmianie.[…]

Zawiłe? No tak... aby wszystko do końca zrozumieć polecam książkę: „Wprowadzenie do programowanie neurolingwistycznego” Koseph O’Conner & John Seymour.

Bardzo dużo radości daje przeżywanie negatywnych wspomnień w sposób pozytywny. Zmienia to nasze myślenie i rzutuje na wydarzenia w przyszłości.

Koniec wykładu… idę na fajkę :)

niedziela, 26 września 2004

Rozmowy a'la Miodek

Tak z Andym rozważaliśmy nad sprawą odmiany niektórych wyrazów polskich. Podczas rozmowy na temat kto jakie miejsce zajął w jednym z teleturniejów napotkaliśmy na barierę językową nie do pokonania. Otóż… one są pierwsze, drugie, szóste, dwudzieste czwarte itd. To jest sprawa prosta, ale jak to się ma do rodzaju męskiego w liczbie mnogiej? Oni są pierwsi, drudzy, szóści, dwudzieści czwarci, osiemdziesiąci piąci itd.? Jakoś to strasznie dziko brzmi. Druga sprawa to przypadek, kiedy rozpatrujemy następujący przykład: Gdy obchodzimy rynek dookoła to jak powiedzieć twierdząco, że już rynek został …?... no właśnie, …obejdzięty? …obszęty?
Takie głupie paradoksy językowe pojawiają się w sytuacjach, kiedy nie chce nam się czegoś wypowiadać pełnymi poprawnymi zdaniami. Z tym Rynkiem to po prostu chyba jest tak, że należałoby raczej powiedzieć że rynek już obeszliśmy.
Tak czy owak… język polski trudny jest ;)

środa, 22 września 2004

Grzebanie w myślach...

Środa – dzień wewnętrzny… żadnych gości, spotkań.
Petentów przyjmuje tylko po między 17:00 a 17:05. Kto się spóźnił zapraszam w pozostałe dni ;)
Dziś dzień tylko dla mnie i moich nie poukładanych myśli.



Z zaległości dni paru…

Szefowa mi szykuję po stażu posadkę… na okres zimowy pół etatu a od marca pełny.
Niby się cieszę… bo jak nic innego nie znajdę do końca listopada to dobre i to.
Jednak nie jestem do końca zdecydowany…
Jeszcze nie straciłem do końca ambicji zawodowych…
No może jak by mi dała trochę większą stawkę to poświęciłbym moją psychikę na oglądanie szurniętego  szefa, którego jedyną rozrywką jest sianie mobbingu w szerokiej skali. Mnie na szczęście to nie dotyczy, bo rozgryzłem jego osobę i zawsze wiem czego po mnie oczekuje.
Po drugie jestem na innych zasadach zatrudniony niż „normalni” pracownicy – więcej mi wolno > popełnić pomyłek.

Pani wróżka mi powiedziała, że jestem zakochany… coś w tym może jest - [bez komentarza].

Chory jestem coś ostatnio. To wszystko przez tą paskudną pogodę… - przeziębienie.

NLP
Zademonstrowałem ostatnio Andiemu jak ładnie potrafię określać mechanizmy, których on używa do myślenia w danej sytuacji oraz rozebrałem jego sposób myślenia na czynniki pierwsze przy odpowiadaniu na jakieś zadane pytanie. He, He… próbował się kontrolować i odpowiadać jak najlepiej, ale i tak nie wiedział, że nie interesuje mnie odpowiedź na zadane pytanie tylko tysiące rzeczy, które dzieją się w czasie po między pytaniem a odpowiedzią, tych parę sekund moż powiedzieć wszystko.. Był zaszokowany. Gdy mu mówiłem o całym jego myśleniu po każdej odpowiedzi to czuł się jak otwarta księga, np.
„Wiesz co Andy w tym przypadku zanim odpowiedziałeś na to pytanie poddałeś się dialogowi wewnętrznemu, następnie przypomniałeś sobie obraz, potem odtworzyłeś dźwięk temu towarzyszący i dopiero na końcu co zdradziło cię, że trochę upiększyłeś swoją odpowiedź to, to że gotową odpowiedź wizualizowałeś sobie i poddałeś myśleniu konstrukcyjnemu."
„Dobra rada bastku… nie mów tego nikomu ani nie zdradzaj jak to robisz bo ludzie mogą stracić do ciebie zaufanie” …powiedział.
"Wiem o tym… "odparłem z szelmowskim uśmiechem.

poniedziałek, 20 września 2004

Wyobraźnia...

Czy spostrzegłeś lilię białą?
Nim twe ręce jej dotknęły?
Albo śniegu plamę małą.
Nim twe kroki ją przecięły?
Wełny bobra czy dotykałeś.
Puch ptaka w ręku zmiąłeś?
Czy wąchałeś róży pąk.
Zapach ziół z leśnych łąk?
Czy kosztowałeś z pszczół koszyka?
Cóż za biel, jakaż miękkość.
Co za słodycz ci umyka.

Ben Jonson

czwartek, 16 września 2004

Kiedy wyruszasz w drogę, nie myśl, że Twój cień zostanie w domu.

Poprawianie nastroju…
To pierwsza wypłata w obecnej pracy… pognałem rankiem do kapliczki (bankomatu) i wymodliłem parę stów… i… ZZAAKKUUPPYY…
Trzy bluzki, spodnie i koszula… uff, opróżniłem „wymodloną” kasę do cna.

Nauka chodzenia…
Ech ta moja podświadomość… czy ona nie może działać, chociaż trochę w bardziej normalniejszy sposób?


Spostrzeżenia różne
- mój kot ma uczulenie na… własną sierść (!) Gdy się myje to kicha jak szalony… tylko podczas mycia.
- Stosunki po między mną a A. ociepliły się… oby tak dalej.
- Chaos to alternatywna aranżacja wnętrz... szczególnie rankiem.
- NLP działa.
- gdy wychodzę do pracy jest ciemno… gdy z niej wracam jest… ciemno :/
- lay jeszcze nieskończony – muszę zwolnić tępo bo… przegapię sylwestra.
- Aniouły testy o bastku rozwiązują najlepiej ;)

poniedziałek, 13 września 2004

Za mundurem... wycieczki sznurem

Poniedziałek, 13… zaczał się już od samego rana pechowo. Zaspałem do pracy bo jebany zegar nie zadzwonił… zamiast na 8:00 to poszedłem na 13:00(!) – oczywiście uzgadniając to z szefem. W drodze do pracy zaczepiła mnie Straż Miejska za to że przejechałem przez zamknięty szlaban. No dobra – powiedziałem… ale czy prawo stosuje się wybiórczo, czy dotyczy wszystkich obywateli bo widzą panowie, że mnie tu pouczacie a tam cała wycieczka pod szlabanem przechodzi… trochę wjechałem im na ambicje… gdy zignorowali wycieczkę pod szlabanem postanowiłem, że tak być nie może. Poprosiłem ich o numery służbowe – zgłoszę na nich oficjalną skargę… a co mi tam.

W pracy wysiedziałem się do 20:00… kiblowałem z nadgodzinami… no bo jak to inaczej nazwać. Musiałem przecież nadgonić sobie trochę godzin za mega spóźnienie…

A środa zapowiada się wolna! …tra la la la.

Nie każdy, kto pali gazetki, jest piromanem

Wstęp
Ostatnie zajęcie: Przewidywanie przyszłości - Łatwiej ja przewidzieć, gdy się ją tworzy...

Było minęło… Fiszyzm.
Wracam do normalności… cokolwiek to znaczy…

Parę słów…
…na temat intrygi…
To nie jest zabawa… potraktowaliśmy ją bardzo poważnie… skonstruowana została tak aby zawierała w sobie dwa - a jak się potem okazało miała trzy - dna. Intryga nie do wykrycia. Musieliśmy pozbawić pewnej osoby „czegoś” lub „kogoś” aby zyskała dużo więcej: coś straciła ale więcej zyskała… Zmanipulowania totalnie została…
Pierwszy punkt poszedł jak po maśle… to było prostsze niż się spodziewaliśmy… trudniej jednak miało być z osobą, którą „podopieczny” dobrze znał… teoretycznie trudniej. To drugie było jeszcze prostsze niż to pierwsze.

Po co ten cały cyrk… ktoś może zapytać. No otóż po to, że „podopieczny” nikogo nie słucha a z towarzystwem w jakim zaczął się zadawać źle by skończył…

Trzeba było działać kanałami aby „podopieczny” się nie zorientował i aby osoby, które zostały odsunięte od niego zrozumiały, że to był wybór „podopiecznego”…

Zakręcone… była to intryga, która zawierała w sobie dozę, wojny psychologicznej, perswazji, trafnej dedukcji co do przebiegu, kilka scenariuszy na każdą ewentualność i oczywiście parę wyjść awaryjnych… nie obyło się bez NLP.

Może dziwnie to zabrzmi ale napiszę, że jestem dumny… ocaliliśmy człowieka od zgnilizny nie ingerując bezpośrednio w jego życie… Wszystko miało ( i tak właśnie przebiegło) wyglądać na cykl naturalnych zdarzeń… żadnych zbiegów okoliczności czy dziwnych następstw.
[...] urwane w kontekście [...]
...Qniec

środa, 8 września 2004

Się porobiło...

Zabiegany. Bardzo. Zajęty, byłem przez te parę dni.

Z pracy do domu, w domu kuzynek z Białego… plus Żelazna plus Andy… dzień w dzień goście, goście, goście… a potem jeszcze nocne eskapady na miasto… Bary,  imprezy domowe.
Kuzynowi się udzieliło… tzn. zaiskrzyło po między nim a Żelazną… oj będzie ciekawie ;) już teraz zapowiedział się na Sylwestra…


Pakt i protekcja
Zabawa w Boga może być bardzo męcząca… Jak to jest zmieniać komuś świat… kierować nim… bawić się w protektora za osłoną nocy… działać kanałami… poprzez półśrodki, po kryjomu…?
Piszę to dlatego, ponieważ zawarłem pakt z byłym wrogiem i postanowiliśmy połączyć siły i uderzyć na wspólnego wroga, a dokładniej na osobę, która szkodzi naszemu „podopiecznemu”…

Odpowiedź: Bardzo prosto… wystarczy znać słabe punkty „podopiecznego” i złe cechy wroga i tak nim poprowadzić aby sam odsunął się od WROGA.
Zagmatwane… wiem. Nie mogę dużo o tym teraz pisać bo Blog ma uszy!!! …od pewnego czasu.


P.S.
W dodatku net mi padł na trzy dni nie mogłem nic na blogu pisać. Zresztą… mała strata dla czytelnika… i tak mało kto go czyta ;)

piątek, 3 września 2004

Sssssaaaasasasasasa ;)

Fikcyjny dialog:
Dziś trochę przesadziłem… nieświadomie.. ale jednak
Jechałem z szefem autem i przez pasy przechodziła jakaś kobieta… szef zatrąbił… ona zero reakcji… wlokła się po tych pasach jak po smole… więc powiedziałem: „Pospieszyłaby się święta krowa…” na co z uśmiechem szef: „ to moja sąsiadka zza ściany;)” na co ja: „Boże współczuje… dupsko jak trzydrzwiowa szafa i w dodatku blondi, kto by chciał taką kobietę”, … To moja pierwsza żona – odparł szef. Zamurowało mnie… nastała cisza ;) No wie pan… w młodości na pewno była z niej fajna laska” odparłem z wątpiącym przekonaniem …szef ani mru mru… nie wydusił słowa… nadal cisza…. Więc odparłem: „to może ja już sam się zwolnię z pracy ;) ...”
Szef wybuchną śmiechem… i powiedział: wiem, wiem… straszna jest, straszna.
Uffff….

Dom…
No jak to w domu… zamieszania jak w ulu przy nadejściu zimy… dwie ciotki z Katowic, rodzinka z Białegostoku… tłok, tłok, tłok i duuuużo śmiechu…

Miłość…
[Empty]

Czas wolny…
Co to takiego?
…jutro jak mi się poszczęści i wygospodaruje trochę czasu to wybiorę się do fryzjera… „co by se na włosach pawia szasnąć”


 
 

wtorek, 31 sierpnia 2004

Gdy inni są w błędzie, ty też jesteś w błędzie.

Tak! Tak! To już jutro… kuzyn z Białego… zawita.
Się będzie działo… zderzenie trzech kultur… podlaskiej, śląskiej – ciocie z Katowic też się na tydzień zapowiedziały… i podbeskidzkiej… się pozabijają wszyscy chyba… ;)
…no a ja większość czasu spędzę oczywiście w pracy, bo jakby inaczej :(

poniedziałek, 30 sierpnia 2004

Myśli co myśli


No to powiedzmy…


… że się nudzę w domku… czasami… i szperam po necie…


ostatnio zassałem eBooka o interesującym (jak dla mnie)
tytule „Najskuteczniejsze metody radzenia
sobie z obiekcjami klientów






Jak zawsze można się
czegoś nauczyć o sprzedawcach i ich metodach… a i nie rzadko wykorzystać te
umiejętności w życiu prywatnym…





Oto fragment:

Równoważność


[...] Robimy ostatni już krok i dokonujemy kolejnego chytrego zabiegu. Tym
razem łączymy obiekcję klienta z dowolnym (naprawdę dowolnym!) stwierdzeniem na
temat klienta, oferowanego produktu lub czegokolwiek innego. Tym łącznikiem mogą
być zwroty typu "oznacza, że", "to znaczy, że", "świadczy o tym, że". Co
ciekawe, za pomocą takich łączników, możemy budować długie konstrukcje, dzięki
którym będziemy mogli sterować tokiem rozumowania klienta - od obiekcji,
wątpliwości po satysfakcję, zrozumienie i przekonanie do przedstawianej przez
nas oferty.


Przykłady: [...]


Uwaga! Oczywiście stosujemy ten mechanizm bardzo umiejętnie - w ten sposób,
aby powstało stwierdzenie, które wytworzy w umyśle klienta przekonanie, że to my
mamy rację, że warto nas posłuchać. Celem może być także "pogłaskanie",
dowartościowanie klienta - jako pierwszy element, punkt wyjścia w dłuższym
procesie budowania zaufania klienta do nas, naszej firmy czy naszej oferty.


Zwróć ponadto uwagę na jeszcze jeden "drobiazg": między obiekcją klienta, a
naszą sugestią nie może istnieć zbyt duża przepaść. Bo przecież nie jest tak, że
wystarczy powiedzieć "czarne oznacza, że jest białe", a każdy w to uwierzy.
Jeśli nasza konstrukcja będzie zbyt grubymi nićmi szyta, wówczas efekt naszych
zabiegów może być zupełnie odwrotny do zamierzonego. Uważajmy więc, bo granica
między skuteczną perswazją a manipulacją bywa czasem bardzo cienka... [...]


a całość można sobie pobrać Mulkiem lub Demo ze strony poniżej...

Centrum NLP i Technik Perswazji

niedziela, 29 sierpnia 2004

... a mała zręczność... siły

Wisienka…
Żelazna wpadła z wiśnióweczką własnej roboty… zrobiliśmy sobie party… bo jak to inaczej nazwać… alkohol, ibisa mix, smucenie i pocieszanie się nawzajem słowami: „…ale to nie ważne… napijmy się „ …i tak przy falujących rytmach ibizy dotarliśmy do… końca wiśnióweczki ;)

środa, 25 sierpnia 2004

Czas płynie jak wartki strumień...

...Gdy się spremedykujesz"


Miał być tylko Czeski Cieszyn a zahaczyliśmy razem z Patulkiem o Ostrave i… Trinec… potem coś nam odbiło i zamiast wrócić do domku pojechaliśmy się do Katowic. Nogi mi z dupy odpadają… takie pomysły to możliwe są chyba po nowości jaką ostatnio odkryłem z grupy moich kochanych benzodiazepin czyli… czeski Ansilan- Medazepam… Lek o „wszechstronnym” działaniu… pierwsze wrażenie po 3-4 kapsułkach jest super… człowiek czuje się jak motylek ;) a do tego jeszcze dwa piwka i… „szafa gra”.

No a jeszcze przez dwa do trzech dni po Ansilanie będą się utrzymywać aktywne metabolity… jednym z nich jest 1mg Relaniumkaps… czyli piwka przez te dni muszą odejść w zapomnienie bo już po jednym będę czuł się z pewnością jak po trzech… ;) wiem to z autopsji …

Dzień jak najbardziej udany.

P.S.
W czeskiej aptece doznałem szoku… dopalacze są bez recepty (!) i tanie jak barszcz… w Polsce na Rp. i w dodatku kilkukrotnie droższe… jak wszystko zresztą...

o Bioparoksie lub hypnogenie bez Rp. już nie wspomnę...

wtorek, 24 sierpnia 2004

Tylko ten, kto podejmie się robić to, co absurdalne...

...jest zdolny do osiągnięcia tego, co niemożliwe.

Zabaweczkę...
…sobie załatwiłem, nowy mikser i „raczę” sąsiadów rytmami do utraty sił… moich lub miksera ;)

Jutro…
...bastek wyrusza do Czech… wreszcie – po tak długiej przerwie…
Jednak… jak to mówią „nic w przyrodzie nie ginie” i jutrzejszy dzień będę musiał odrobić w sobotę :(

Uchwycone…...zmącony święty spokój.
Patrz! Jakaś wariatka udaje Villaskę…ha, ha, ha
- To jest Villas…
- aha…

Pół żartem 
…upał 30 stopni C, w autobusie jedzie pijany facet, a obok niego stoi grube babsko, trzyma rękę na górnej poręczy, a pod pachą kudły jej wiszą długie jak cholera. Pijaczek chwiejąc się spogląda raz na te jej pachę i odwraca głowę z obrzydzeniem. Za chwile robi to powtórnie i
w końcu nie wytrzymuje i mówi:
- Teeeee, baletnica, - nie za wysoko ta nózia trochę?


środa, 18 sierpnia 2004

Droga jest pełna jak bezmiar przestrzeni...

...gdzie nie ma braku i nie ma nadmiaru.

bastek ostatnio trochę bardzo się zapędził i skupił na pracyji…
…a tak może wyrwać się gdzieś na dzień… dwa… na godzin trzy z przyjaciółmi i pozwolić wyszaleć się myślą spychanym do podświadomości…
Nie jakieś tam dewiacje czy aserese, ale czysta zabawa ;)

Może sobota?

Miesiąc temu powiedziałbym, że nie potrzebuje nowych znajomości bo „starych” mam duuużo i to mi wystarcza…
…czuje nieodpartą potrzebę poznawania nowych ludzi; zmian, …dodania do mojego zakręconego życia trochę (jeszcze) mocy w kolorze pomarań-czystym…

poniedziałek, 16 sierpnia 2004

całkowicie limerycznie i dada...

tekst... przeklęty autor.

...bo niepoprawna i po sznurku swoje marzenia senne wam ogłasza że to ja z Hiszpanem, Włochem i Niemcem
anomalia imprezowe wyczynialiśmy
cała ta mimra na nocną wyglądała
i balkon też był blokowo czteropiętrowy

bo oto Włoch pił zemną polską wódkę,
szajba nieokiełznana
wlazł mi przez ucho do czaszki
i kocie harce odstawiał
i dada z seksem zmieszana
dzikie miałczenia "wydawa"
ogon przedziwnie wygięty
drugim mi uchem wychodzi
przebierając nogami konika na biegunach

Hiszpan wjechał wprost do sedna tej już orgii
Lwa drącego opony mózgowe przegonił
do szyi się dostał niczym nietoperz z najlepszego burdelu
ssał głaskając muśnięcia
do tętnic się dobrał
Znów adrenalina
da, adrenaliny, da, dada
szyja pyskiem ssaka opętana wygląda
organ-leptycznie dał skosztować byczej krwi
bo z nimi też endorficznie się wiązał
da, endorfine, da, dada

Niemiec zaś, szczurzyca jasna,
oczo niebieski się pojawił
nic, robiąc dada, nie potrafił do dziury się schować – bo przy tuszy był
krecią metodę obrał ustnie się wykopując z balkonowego wysoka leciał
chwytając się ekstazy w brzuchu motyle obudził

a ja wam powiem,
fajnie było, budząc myśli popaplałem się
o motyle podbrzuszne, endorfine.

Co da, dada sen, to, da, czasami.


Z plotek naciągniętych sztywnie
Pan Jarek, o czym nawet doniosły inne blogi i internetowa prasa
Miał małego i bardzo krzywego zwisasa.
Panie pisały i pytały,
O kierunek skrzywienia pały,
Bo krzywe dziury miały, a chciały hopsasa.
 

niedziela, 15 sierpnia 2004

Zmienność jest gwarantem przetrwania

STOPIK
Ten tego… co ja to miałem… „Świat gna do przodu… a ja?” Coś ten świat został w tym tygodniu w tyle. Olśniło mnie dziś rano , że 13 piątek był… już. Długo na niego czekałem i wyprzedziłem go ;) Tydzień w pracy zleciał mi jak z bicza strzelił… gdzie? Kiedy? Już sobota? Ojej… jaki krótki był ten tydzień. Wczoraj miałem cały czas wrażenie, że jest niedziela… to, że dziś po przebudzeniu miałem jawową wizję dzwoniącego zegara i szybko zacząłem się zbierać do pracy […] nie ważne ;)… sedno: Wyprzedzam czas o jakieś dwa dni… i dobrze mi z tym - na razie.

Planowanie…
W lipcu nauczyłem się wykonywać wszystko bardziej sumienniej i dokładniej. Zacząłem segregować rzeczy i sprawy na bardziej priorytetowe i mniej ważne… niektóre w ogóle nie biorę pod rozważenie. Wszystko staje się bardzo proste i przewidywalne co powoduje u mnie zamszowy spokój ;)

Miało być o planach… oj tak… mam już cel na następne pół roku ustalony… a raczej dwa podcele, które wchodzą w skład Celu życiowego… zapowiada się cottonowo - zamszowo ;). Dwa bo zawsze trzeba mieć wyjście awaryjne. Jakie?
No cóż… ciiiii…
nie powiem, bo sam sobie potrafię zapeszyć ;)

Stan bufora zadowolenia...
Średni

czwartek, 12 sierpnia 2004

Nie żyjesz… przeżyjesz

Wparzył szefo…. lekko podenerwowany… w dobrym humorze jednak i wydusił…- Dziś skończycie sobie pracę dwie godziny wcześniej… to taki mały prezent
- a co żona rodzi?
- lepiej… teściowa umarła i trzeba ją zakopać. Nie przepuszczę tej okazji, muszę to zobaczyć na własne oczy..., czy aby ją dość głęboko zakopią… nie chcę aby ją krety wywlokły na powierzchnie. "Zawsze" - powtarzała - „Leon, pamiętaj… ja zawsze dam sobie radę…" i to "zawsze" dosłownie akcentowała

emmm… ten tego… to chyba zła kobieta była….

Nie pracuję, więc jestem... wcześniej.

...wszystko zamszowo.

wtorek, 10 sierpnia 2004

Jak niebo niedotykalna jest rzecz powierzona

Niedziela…
Się pojawili. Pięciokąt… utworzyli. Gugusiowe piwka, Chmielowe dowcipy, Żelaznej zasady, Januszowe nowości i Davercia domek…

Ech… to była noc - szaleństwa, zdziecinnienie, Tyskie, p-Strong, rumienie po rumie, zrywanie nóg pod batutą Dj Mastermix-era v.216 -217, bora bora Ibisa Hous

Poniedziałek
em, em… ach tak… no, to jak w poniedziałek… głowa naładowana alkoholitami… tido, tiki 6:00 wstawanko – teroia, 7:10 – praktyka… czyni mistrza przejechanie rowerowych 7 km w 15 minut… płuca gdzieś zawieszone gdzieś w powietrzu 2 km… za mną… no i pracujemy, pracujemy… oczy „na zapałkach” łzawią… od szczypiorku…

Po odnalezieniu drogi na automatycznym pilocie w domu jestem
Andy przybierzył więc… ten tego… bo on to wieczyście zagubiony… Nieba się mu zachciało… co to wszyscy ze wspólnego talerza jedzą… identycznie się ubierają… i mają imiona typu „Weź Śrubokręt”, „Jasny Płomień Świecy”, „Pęknięta Guma”.
Szczatka izolacyjna od pospołu…
A dlaczego Andy do Niebieskiego się wybierasz?
- Bo tylko oni tam mnie zrozumieją…
hem… się ludziom głupoty w makówkach lęgną w dołach…

Wtorek
Jechałem z obozu pracy nieprzymusowej, …kolwiel-ać wysysającej ostatki logicznego myślenia…
Trafiłem na burzyczkę… to jest… lało jak z cebra… 100% naturalnej mokrości na sobie miałem… extra było… ;)
brrr… ta mokrościowa naturalność kłopotliwa jest – czasem… szczególnie podczas pozbywania się jej z ubraniem…

Qniec.

Tam… jest poniżej… jeszcze cusik…








Ciekawostki dropsa…
Wpisz w Woda następujące znaki: „N Y Q 3 3” (New York, lot numer 33)
Zaznacz i zamień czcionke na „Wingdings”


Oj… wpadła Żelazna… czas kończyć.

niedziela, 8 sierpnia 2004

Nawet w samotności zachowuj się jak w obecności drugiego człowieka

Zmęczony. Bardzo. W związku z Jarkiem. Tyle się działo kumulunimbusowe myśli, rachatłukum esemesowate. Odpoczynkowana nadszedł czas. Sprawa ciachnięta. Przebiłem się przez barierę manipulacji. Zrozumiałem.

Pojaśniało mi, mój dzienniku pro-konfidencki, poświeciło i ujrzałem…

a no, dostałem olśnienia dla jasności i dla wszystkich małych i dużych nieścisłości prrrr… pomału…

Będzie to krótka rozmowo-warjacja, mimra-widły …ze śmietnika podświadomości

Widzę, widzę…
Przejrzałem…

A będzie to z gier i zabaw zręcznościowo-strategicznych Jarka, Króla Liska-Chytruskowskiego.
Na ulicy omen- no-men Lisiej w Bielsku-Białej pod oknem mieszkania Jareckiego zebrał się tłum… i krzyczy…
obudzony Jaro przeciągną się raz, drugi, ubrał szlafrok firmowy, made in China ( w innych nie miał zwyczaju chodzić) i wyszedł na balkon…
zobaczywszy tłum… rzekł…
- Sqńście sum?
- Z okolicznych miejscowości
- Ja, ja… możci, ości...
- …a, was wollen Sie?
- nie oszukuj nas!
- Ja, ja… jo tyż miałem dla was…
…i poszedł.

Oj, bym się nabrał na gry słowne Jarkowskiego, byś się sparzył bastku i ugotował w własnym garze głupoty… tak nie było… by-m-ś zostało.

A no kończę tą pokręconą znajomość, bom już zmęczony tymi manipulacjami i ogromniastymi, skumulowanymi w jednym czasie nie-porozumieniami…


--------kilka spacji zanim zakończę----

Jarku o stu imionach
gwoli przypomnienia…
- jestem wybredny, stawiam na szczerość, nie na rozbijanie starych przyjaźni, tych kulawych też
- wykrywacz głupoty mam zawsze włączony …chodź tego nie okazuje
- słuchałem, słuchałem, usłyszałem, nie posłuchałem, wartości nie zatraciłem

…i wiedz – nie pomyślę o tobie

ENTER
ziżej...
niżej...
jeszcze niżej...

pysk… byle nie uronić słówka, panie cenzorze.

Caps Lock powstrzymam…

End.

czwartek, 5 sierpnia 2004

Każde nieszczęście jest w połowie wielkim szczęściem

Urodziny…
Dziś mam urodziny… wole nie mówić ile kończę lat bo to i tak nie istotne… tym bardziej dla mnie… po prostu urodziny… ;)

Z tego powodu Żelazna zabrała mnie do knajpki gdzie upiliśmy się ;)… w sposób cywilizowany… ja odreagowywałem zamęt w głowie wywołany sprawą „Ktoś tu kręci” a Żelazna nieoficjalne zerwanie ze swoim – już nie długo – obecnym.
Przez Weck… goście, goście i goście… przez cały rok będzie przynajmniej z nimi spokój ;)

Piosenka "Toggle Repeat" na dziś...
Eminem - The Kids z płyty Off the wall" ;)

poniedziałek, 2 sierpnia 2004

Tragedia trwa chwilę, reszta Twojego cierpienia to Twoje dzieło

Bajka z życiowym morałem

Podpadł kiedyś cesarzowi, gdy ten miał zły humor. Cesarz kazał go ściąć. Ale nie miał czasu.
Powiedział tylko:
- Niech się pan zgłasza co godzina w mojej kancelarii i przypomina, że w najbliższym czasie mam panu uciąć głowę.
Więc się zgłaszał. Najpierw to przeżywał. Rozmyślał nad znikomością bytu i skrępowaniem jednostki, zależnością od dzikich kaprysów tępego kacyka. Ale potem się wdrożył. Urzędnicy mieli z nim krzyż pański. Roboty huk, interesanci słabną w kolejce, a tu ten stale:
- Dzień dobry. Cesarz kazał przypomnieć, że w najbliższym czasie ma mi uciąć głowę. Do widzenia.
I tak co godzina.
Punktualnie dwie przed dwunastą wypadał z kawiarni "Ministerialnej" (w innych nie bywał), aby pośpiesznie wygłosić swoja formułkę. Co sobota o jedenastej w nocy, lekko chwiejąc się na nogach po butelce wychylonej w barze "Raj Ambasadora" (w innych nie bywał), zjawiał się w kancelarii i oświadczał bełkotliwie:
- Cesarz kazał przypomnieć... żeby... tego... tam..., że w najbliższym czasie ma mi głowę uciąć.
O czwartej nad ranem zeskakiwał z pryczy, rozstawianej w przedpokoju kancelarii (gdzie indziej nie sypiał), i zaspanym głosem budził drzemiącego sekretarza dyżurnego:
- Cesarz kazał mnie - itd.
Po dwudziestu latach natknął się kiedyś w kancelarii na sędziwego już cesarza.
- A czego ten chce? - spytał cesarz.
- A on się tu zgłasza, że wasza Cesarska Mość ma mu głowę uciąć - rzekł sekretarz.
- No to mu utnijcie - żachną się cesarz.

No to mu ucięli.

Koniec bajki

A. Bursa

piątek, 30 lipca 2004

Ludzkie ambicje są niczym kometa, ...

...może pięknie jaśnieć ale potrafi zniszczyć świat.


Jutro ciężki dzień… sobota, a ja będę kiblował w pracy po ostatki sił… będzie bardzo dobrze gdy uda mi się wyrwać o 19stej – 20stej...

Horror… zamiast gdzieś iść spotkać się z przyjaciółmi to ja będę od 8smej rano przygotowywał 6 tyś. Próbówek z pożywką dla roślinek in- vitro…
to naprawdę nie wiele - odparł szef
zobaczysz ile tego zawsze jest z początkiem nowego roku… - pocieszył mnie poklepując po ramieniu


Przypomniały mi się wiersze (Poety przeklętego… oczywiście )
Pedagogika
Z dziećmi trzeba surowo
zamiast płaszcza łach
ubierz łach
zapnij łach
szanuj łach
ten łach to moja praca
moje wyprute żyły
ten łach
moje stracone złudzenia
moje niedoszłe posłannictwo
moje złamane życie
moja martwa perspektywa
wszystko ten łach
ubierz łach
zapnij łach
szanuj łach
A. Bursa


Podsumowanie

Pantofelek
Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie
A. Bursa.

Jeszcze jedna… smutna rzecz, która chyba najbardziej mnie dziś dobiła :(
  Kiedyś na imprezie u Żelaznej poznałem ciekawą dziewczynę - Monikę
widzieliśmy się jeszcze parę razy na różnych okolicznościowych imprezach…
  potem zniknęła…
[…] nie ważne…
od tygodnia leży w szpitalu przypięta pasami do łóżka…
nie muszę chyba pisać na jakim oddziale…
Ciężko mi w to uwierzyć

środa, 28 lipca 2004

Między jasnością świecy, a ciemnością lochu istnieje ścisły związek...

...TajChi.
… to było drugie spotkanie…
ENTER-óff dwóff…

...em
...em
...em
łbym
łbym
łbym
ten tego
ten tego
ten tego

  ...Bursa przeklęty


- zauroczył mnie przenikliwy dreszcz długo trzymanej ręki na pożegnanie… puściłem… myśli plączą w tańcu słów 

poniedziałek, 26 lipca 2004

Blog nie wydaje owoców, jest tylko pośrednikiem..

…z jednej strony:

Zastanawiam się co mnie ciągnie i popycha do pisania Tego bloga?
Po co ludzie mają czytać te niepoukładane wywody…



Co osiągnąłem dzięki blogowi…

A no… poznałem wirtualnych przyjaciół, którzy swoimi komentarzami dodawali mi otuchy w trudnych momentach, którzy ganili i nagradzali zarazem w różnych sytuacjach.

Mija pół roku – to mało – od kiedy mam bloga… czytałem dziś całe archiwum…
…mimry z mimrami - widły i powidła

Dzięki blogowi mam jasny obraz moich transformacji w życiu.
Dzięki blogowi wiem co zmienić w swoim wnętrzu i co za tym idzie …w swoim życiu


Co za mną…

W skrócie:
LUTY– mega deprecha
  MARZEC – przebudzenie… Nagle zdałem sobie sprawę, że żyję - to za sprawą Mateusza i jego stylu pisania ( przyjazna dusza) i Andrzeja Bursy… Szkoda, że po Mateuszu został tylko blog a Bursa tak krótko żył i nie napisał więcej wierszy.
  KWIECIEŃ – nie wszystko trwa wiecznie - zerwanie z A. ale zawsze rodzi się nowe – zakochałem się w Czechach… nowe doświadczenia z niewinnymi lekami
  MAJ – huśtawka nastrojów, imprezy, dylematy w podejmowaniu decyzji... Nieodparta pokusa odkrywania nowych lądów… jednak na pokusie tylko się skończyło.
  CZERWIEC – upragniona praca… odwiedziny Naiwnej… nowe zainteresowania, Przyjaźń z A. wylizanie dawnych ran i rozczarowań życiowych
LIPIEC – nowe kontakty, optymizm… luzik i dziwne (tylko na pierwszy rzut oka) zbiegi okoliczności.

  Dziękuje Wam, za to że jesteście i staracie się mnie zrozumieć.


Co przede mną…
… jestem dobrej myśli. Bloga będę pisał nadal… zmienię tylko styl pisania bo styl na „gimnazjalistę” czuję, że nie pasuje do mnie… Może bardziej intymniej, Duchowo, Tajemniczo, z dodatkiem dadaizmu… czas pokaże.

Wiem tylko jedno… Ten blog zawsze będzie moim blogiem. Nawet gdy pokażą się na nim niechciani goście i będę zmuszony do zmiany nazwy albo do wprowadzenie prymitywnego hasła… zawsze to będzie mój dziennik… jeszcze nie pamiętnik.



Z drugiej strony…

Zacytuję tu Naiwną… ma dużo racji w tym co pisze na temat blogów i ja sie z tym tekstem zgadzam

"BLOG- co to? Q....a konkurs zycia?


No bo tak sie coraz czesciej zaczynam zastanawiac? Co to ma wogole byc i kto to wymyslil? Zalozylam sobie bloga- bo chcialam gdzies wylac smuty bo mnie facet zostawil- polecam wszystkim zlamanym serduchom- pomaga. Zawsze to lepiej gdzies zostawic ten bol byle nie trzymac go w sobie. Mam Bloga.... I tym samym laze po innych blogach...I tak sie zastanawiam coraz czesciej co to Qrwa konkurs zycia? Rankingi... Czyj blog najlepszy...
Pamietniki...te stare...ach.... Zapomnielimsmy o nich? Przeciez pamietniki, dzienniki to wszystko pisane bylo w tajemnicy i dlatego robilo tyle uciechy! Wymyslanie dla nich kryjowek, walki z rodzenstwem gdy juz ktores znalazlo nasze sekretne zapiski. Zapach czystej bialej kartki, ktora mozna bylo zapelnic tymi najbardziej skrywanymi myslami i wydarzeniami typu: "Magda jest glupia", " Wojtek mnie ciagnal za warkocze", "Co to za czerwone paskudztwo na moich majtkach", "Boze jak ja go nadal kocham".....itp... Mam w domu pare zeszytow zapisanych swoim zyciem. Jak juz zaczelam kiedys tak nie moglam skonczyc. I nie ma nic lepszego niz kartkowanie starych zapiskow z budy, o pierwszej milosci, o wojnach ze starszymi, imprezach ... z lampeczka wina- ubaw po pachy i wieczorek wspomnien. Mozna dotknac, spojrzec na powklejane zasuszone kwiatki, wlasnoreczne ilustracje do dni dolow. Poogladac skrawki rozmow z nudnych lekcji (kto tego nie robil? wszyscy)- ach! Nie ma piekniejszego uczucia i nic tego nie jest w stanie zastapic.....
Bo internetowy pamietnik- system padnie- nie masz notek... Ktos wchodzi i Ci czyta, o tym co Cie trapi. Zastanawiam sie czy niektore blogi nie sa robione pod publike? Im wiecej glupich zdjec- tym lepiej- im wiecej ciekawostek- tym lepiej- Im wiecej o szefie i swoich zainteresowaniach sexualnych- tym lepiej... Do czego to do Qrwy nedzy prowadzi? Kazdy siedzi wieczorem przed kompem i zachodzi w glowe "jak tu stworzyc z tego nudnego dnia fajna notke, zeby ktos to chcial czytac"....A pozatym czy my nie mamy innego zajecia niz chodzenie i grzebanie w zyciu innych?
Naiwna "

niedziela, 25 lipca 2004

Gdy nie śpisz więcej i Twój umysł czuwa...

...to sny mamiące nikną same z siebie.


Rozmowa dnia...

[...] Czuję, że muszę puścić głośnego bąka
Piękna a zarazem niebezpieczna z pani kobieta [...]

poniedziałek, 19 lipca 2004

Deszcz uspokaja niczym sen...

...Życie jest jak sen - słońce jest przebudzeniem.


  Dzień baaaardzo gorący i parny... no i ta burza... a raczej to tornado... Jadnak to nie wszystkie atrakcje dzisiejszego dnia ;) 

[ocenzurowano] 

Człowiek jak wiatr...

...winien zmieniać kierunki, by przetrwać.
 

[ocenzurowano]
Tak się nieraz zastanawiam. Chciałem to napisać /przekopiować/ ze starego bloga.... hmmm.
Nie czas na to.
Dla mojej pamięci wystarczy hasło:
dzień poznania Sylwka. 

poniedziałek, 12 lipca 2004

Kwiat miłości rozkwita w świetle uczuć,

i w nim też usycha.

Dowcip tygodnia...

Ocean ...
  ... Wokół samicy pływa wieloryb i narzeka:
  - Dziesiątki organizacji ekologicznych, setki aktywistów,
  tysiące polityków i naukowców, dziesiątki tysięcy ludzi na manifestacjach,rządy w tylu krajach robią wszystko, by zachować nasz gatunek a Ciebie,kurwa,głowa boli...

piątek, 9 lipca 2004

Decyzja to wolność...

...Wolność to łatwa decyzja, którą lekko poruszasz świat.

Dziś w pracy szef mi powiedział, że nie może patrzeć jak ja nerwowe sprawy załatwiam z takim stoickim spokojem, że to nie przystoi na dzisiejsze czasy... a ja na to: Przecież nie będę stukał głową o ścianę bo szkoda na to czasu... lepiej mieć głowę na karku ;) ...no tak, masz rację... odpowiedział z lekkim uśmiechem i zgaszony poszedł czepiać się pracownicy sezonowej...

Bleeeeee.... jestem wykończony, a jutro znów do pracy... :(
...wieczorkiem spotkanie w knajpie z Agą, Andym, Anią i Żelazną. Zapowiada się ciekawie :) ...chyba.

czwartek, 8 lipca 2004

Chcesz się uwolnić od pracy


- wykonaj ją!




Nadal boliiiii!


Z
przerwami...


Jeszcze
do tego musiałem dziś na tych sparzonych plecach nieść plecak :(


Dziś
spanie na brzuchu... ;P





Jak
mówili tak jest... w Bielsku–Białej 30st.C, w cieniu!!!! 

środa, 7 lipca 2004

Człowiek to coś więcej niż tylko zbiór przemyślanych doświadczeń

Świadomość dotyka wszechrzeczy.
amorettiblog.com



Poziomki są dobre... Tak dobre, że aby nazbierać 10 kilogramów spaliłem swoje plecy na słońcu... taki upał  Nie ma przy mnie nikogo, kto by mi je podmuchał i posmarował Pantenolem :((   ... słodycz poziomek rekompensuje mi ból.






Dopisek po chwile



Uuu auć,
...boli  (!)

... czuję, że noc będzie
nieprzespana... ;)

wtorek, 6 lipca 2004

Nieskończoność jest tylko pojęciem

jego zrozumienie nie rodzi Wszystkiego.


Po raz pierwszy od no... prawie roku, wszedłem na stronę mojej skrzynki pocztowej ( Nie korzystam z „https://” bo wolę to robić przez klienta) Wchodzę do „wysłane” i... niespodzianka :) Mnóstwo korespondencji z ludźmi z Białegostoku, wysłanych jeszcze przed przeprowadzką do tego miasta.

Dlaczego nie przypomniałem sobie o tych mejlach wtedy, gdy miałem ochotę je poczytać... przypomnieć sobie adresy osób, tylko teraz, gdy są dla mnie obojętne i wzbudzają tylko lekki uśmiech na mojej twarzy...


Wolne myśli...


a gdy dzień słabnąć zaczął i majaczyć łuną
miasto na nas jak czołgiem wjechało wieżami,
hałas ulic zatopił błękitne poszumy
i wzrok odwracaliśmy żegnając się w bramie
Bursa

poniedziałek, 5 lipca 2004

Śmiech oddala strach jak wiatr mgłę

Do widzenia.... do widzenia.... WKU... Z tą instytucją już mam spokój... Jeszcze miesiąc temu
miałem kategorię „A” a teraz.... „D” :)

Na pytanie: Nie boisz się, że cię wezmą do wojska...?
Odpowiadałem: Mnie? ha, ha, ha!!!
i miałem rację... Wiara czyni cuda ;)

sobota, 3 lipca 2004

Pamiętaj o wielkich słowach

nie zapominaj o małych ludziach.


W pracy urwanie głowy…. (Jeszcze). Teraz zostałem sam, staremu personelowi nie przedłużono
umów…. Wczoraj był ich ostatni dzień… Ja jestem pierwszym z nowego narybku. Dziś nie miałem, do kogo gęby otworzyć… osiem godzin pracy w prawie całkowitym milczeniu, obłęd!!! Kiedy rozpocznie się ta rekrutacja? Oby szybko, bo zwariuje. Liczę na konkretne osoby, …nie tylko do pracy ;)

A miał być tak pięknie, wakacje u Naiwnej, wspólne popijawy ...godzinne rozmowy ... eeeech, eeeeech, eeeeeech.
Musiała się praca przyplątać :(
...i tak źle i tak nie dobrze.
Nie chcę być dla Naiwnej „Przyjacielem z dalekich stron, niedobitkiem”
:(((((((((((((((((((((((((((

środa, 30 czerwca 2004

By osiągnąć mądrość musisz być naiwny, jak bawiące się dzieci,

one rozumieją więcej niż Ci się wydaje.

Dziś w ramach projektu europejskiego „Szybszy i pewniejszy start” zrobiono mi test na preferencje
zawodowe. Wyszło mi, że jestem Społecznikiem Realistą a w dodatku Badaczem Artystą ;)… dużo w tym prawdy, biorąc pod uwagę zawody, które mi przedstawiono jako takie, w których mam szansę się spełniać.


Ogłoszenia parafialne...

Księga gości to nie miejsce na krypto-reklamę stron niczym nie związanych z blogowaniem.


Dopisek po chwili

Brak mi seksu!! Pomocy!! ;)

poniedziałek, 28 czerwca 2004

Po każdym końcu następuje...

...nowy początek.

Kucharz, kelner a w dodatku Technik Informatyk. I co mi z tego przyszło (?)… odbywam staż
zawodowy w zawodzie UWAGA: Ogrodnik…

Świat jest mały… otóż, już pierwszego dnia w miejscu gdzie odbywam staż spotkałem koleżankę, z którą pracowałem w jednej z dyskotek, i drugą, z którą wspólnie chodziłem do liceum.

niedziela, 27 czerwca 2004

Ciemność to Twój strach -

- światło jest wszędzie.

Imprezę z okazji początku wakacji w składzie: Jowita, Guguś, Piterka, Chmiel, Anna, Toya i Davero
uznaje za udaną. Ok. 23:30 nastąpiła awaria zasilania i pół miasta było pogrążonego przez godzinę w ciemnościach. Nie wiedziałem, że impreza bez prądu może być tak fascynująca ;) Gdy energetyka uporała się z awaria i wszystko wróciło do „normy” cały czar uleciał… jednak i tak impreza trwała do białego rana :)… jak zawsze!

P. S.
Zaopatrzyłem się w nowego kompa… Moja fascynacja tym sprzętem ( jak to przystało na informatyka)

nie zna granic ;)

czwartek, 24 czerwca 2004

Rzeczywistość, jeśli istnieje,

nie jest dostępna naszym zmysłom.

Dziś popołudniu spotkałem sąsiada, który miał do mnie nietypowe pretensje.
Otóż, ostrzegł mnie, że jeśli jeszcze raz wejdę mu pod auto to nie daruje mi tego.

W tym momencie zacząłem się zastanawiać co jest grane (?)

Twierdził, że wczoraj o 21:45 nagle „zboczyłem” z chodnika na ulicę w kierunki mojej furtki i o mały włos nie wpadłbym mu pod auto… podobno popatrzyłem na niego z ironią i jak gdyby nigdy nic wszedłem do mojego ogrodu.

Strasznie się przestraszyłem i poczułem zdezorientowany tą sytuacją ponieważ po mojej odpowiedzi „chyba się panu przewidziało” zapytał mnie „jeśli to nie byłeś ty to kto?!” (podał jak byłem ubraniu ) W tej chwili próbowałem naturalnym biegiem rzeczy przypomnieć sobie co robiłem o tej godzinie.
Pamiętałem, że szedłem ze sklepu… tak to była ta godzina bo po powrocie do domu spojrzałem na zegar… więc, szedłem ze sklepu i […] następnie wszedłem do domu, wcześniej dając jeść kotu. Najbardziej interesują mnie te kropki w nawiasie… tego momentu nie mogę sobie przypomnieć… tak jak by go nie było.

To już n-te takie wydarzenie w moim życiu. Nie raz i nie dwa razy przytrafiła mi się podobna sytuacja… nie pamiętać jakiegoś krótkiego odcinka czasu w sytuacji, która wydarzyła się dzień, dwa dni temu. Takie kilku minutowe utraty filmu mam od jakichś 7 lat w odstępach hmmmm… ok. 1/pół roku.

Tłumaczyłem sobie to, że jeszcze rok temu byłem poważnie chory… miałem pewne niebezpieczne świństwo w głowie, które usunąłem. Po operacji myślałem, że wraz z bólami głowy… utratami przytomności… i pewnego rodzaju widzeniem pozazmysłowym w przedziwnych sytuacjach, i ta nie miła przypadłość też pożegnała się na zawsze ze mną.
Myliłem się.

niedziela, 20 czerwca 2004

Wchodząc, myśl o powrocie,

a wychodzić będziesz cało.

no i jest - A… troszkę z mojej nie przymuszonej woli a trochę w sprawie uzgodnienia, czy dołożę się
do prezentu razem z Żelazną dla Agi. z tytułu jej ślubu. Dołożę, dlaczego nie. Przecież znam ją tyle lat.

A. u bastka. 
Rozmowa była luźna i bez podtekstów – naturalna… o to mi chodziło.
Nikt nie miał nic sobie za złe… brak też jakiejkolwiek zazdrości z obu stron…. Czyste towarzyskie spotkanie.
ENTER
Dzień z A. uznaję za udany, co nie oznacza, że będzie częstym moim gościem… nie odczuwam takiej potrzeby… dla mnie to on jest już innym człowiekiem.

sobota, 19 czerwca 2004

Dmący wiatr łamie drzewa niczym głupota rozum

Szarmanccy bałaganiarze 



Czy można robić interesy z Polakami? Tak, trzeba ich tylko przedtem grzecznie ująć w karby – radzi
autor poradnika dla niemieckich przedsiębiorców, którzy chcą robić interesy nad Wisłą.


A. HILDEBRANDT


...Podobno łamiemy stereotypy... (?)

środa, 16 czerwca 2004

Fascynacje, to chwile zapomnienia,

które podarowała nam natura

Ostatnio Naiwna wpadła na genialny pomysł… seks „na wagę”.
Wyobraźcie sobie, wchodzicie do sklepu, kierujecie się na półkę z używkami i wrzucacie
do koszyka dwa piwa i jedno opakowanie świeżego bruneta. Albo… wchodzicie do delikatesów i mówicie… Poproszę dwa pączki i seks w ubikacji… W biurze udajemy się na przerwę… zjadamy pączki i rozpakowujemy tajemniczą torebeczkę… nagle wyskakuje z niej świetny brunet… a po wszystkim rozpływa się w powietrzu jak płatek śniegu. Czysto, schludnie, szybko i bez wyrzutów sumienia…
eeee, wole naturalne produkty ;)

niedziela, 13 czerwca 2004

Jak porcelana łamliwe i kruche są myśli..

...o niemożliwości rzeczy codziennych.
Zapraszam Cię na imprezę związaną z moim ślubem, który odbył się niedawno :)
Będzie wyśmienite towarzystwo… Ja, Ty, Żelazna, Ania i A (!).
No właśnie… A. wyśmienite towarzystwo.

Nie mogłem odmówić… Zgodziłem się. Teraz muszę się zastanowić jak ja to spotkanie sobie wyobrażam. Postaram się A. ignorować.

sobota, 12 czerwca 2004

Powstrzymywanie siebie od działania jest też działaniem,

które Cię wypełnia.

Zjawiła się u mnie długo oczekiwana Naiwna… szkoda, że w biegu i nie zdarzyliśmy się nagadać…była to tylko namiastka naszych dłuuuuugich rozmów, przemyśleń, żartów… to był „maraton”, wszystko powiedzieć w ciągu dwóch godzin. Nie mam się czemu dziwić, przyjechała na parę dni więc dla wszystkich przecież musi znaleźć czas.
Mam nadzieję, że wakacje u Naiwnej wypalą… czas najwyższy zmienić na chociaż kilka dni klimat… oddychnąć od spraw codziennych i nacieszyć się widokiem przyjaciółki. Czas pokaże…

Od kilku dni odzywa się A… z pretensjami, że nie chcę się widywać. Muszę przypomnieć, że zerwaliśmy wszelkie kontakty! Twierdzi, że to był błąd... Co mam robić? Nie chcę utrzymywać częstych kontaktów. W tej chwili wiem, że jeszcze tego nie chcę. Dlaczego to jest takie dziwne. To ma być…cyrk? Sorry... ale biletu nie kupiłem!

piątek, 11 czerwca 2004

Wszystko zależy od Twojej wyobraźni

Przed Smęceniem.

Z powodu problemów ze serwerem notka wczorajsza dopiero dzisiaj... dzisiejszej nie będzie ;)

***

Odkryj cel swojego życia…


Proste? Może i tak, ale nie dla każdego.

Oto dobre sposoby na odkrycie swojego celu.

Sposób pierwszy…
a) Zrób listę twoich wyjątkowych talentów.
b) Wypisz 10 cech charakteru, które najbardziej lubisz u siebie.
c) Sporządź listę 10 czynności, które bardzo lubisz i w których wyrażają się twoje niepowtarzalne uzdolnienia.
d) Opisz w pozytywny sposób kilkoma zdaniami swoją koncepcję świata doskonałego.
e) Napisz zdanie stosując 2-3 wyrażenia z punktów b, c, d. To jest twój cel życiowy!

Sposób drugi…
- Co pragniesz osiągnąć?
- Co zamierzasz robić?
- Co chciałbyś mieć?
- Kim chcesz być?
- Jaki chcesz być?
- Jakie umiejętności pragniesz zdobyć?
- Jakie cechy charakteru rozwinąć?
Wypisz odpowiedzi na kartce i miej ją zawsze przy sobie!

To naprawdę dobre sposoby na odkrycie celu w swoim życiu… sprawdziłem :)

wtorek, 8 czerwca 2004

poniedziałek, 7 czerwca 2004

Daktyl po obiedzie nie smakuje tak,

jak świeża woda o poranku...


Ranek
Na WKU było lepiej niż przypuszczałem. Pełna kultura. Dostałem skierowanie na badania do wojskowego szpitala w Krakowie… jeszcze pozwolono mi sobie wcześniej wybrać dzień, który mi odpowiada… a bilecik dostałem na pamiątkę ;)

Była to najlepsza wiadomość jaka mnie dziś ucieszyła, lepsza niż nowy telefon, który sobie dziś kupiłem ;)

P.S
Koniec remontu bloga.
Jeszcze tylko Lay archiwum i gotowe...

UWAGA! Głębokie wykopy

Remont bloga...
Bo jak długo można patrzeć na ten sam layout?

bleeeeeeeeeee

niedziela, 6 czerwca 2004

Państwo demokratyczne...

Ciekawe czy obywatele RP w referendum opowiedzieli by się za powszechnym obowiązkiem służby

wojskowej… na pewno nie. Zresztą to i tak nie ważne bo należałoby zmienić konstytucję a ten punkt może zmienić tylko sejm. Idiotyzm totalny.

Czy ja zawsze się muszę użerać z tym WKU? Dostałem bilet.
Nie pierwszy, ale mam nadzieję, że ostatni.
Pierwszy gdy chodziłem do szkoły…
Teraz też mam „alibi”… posiadam czasowy lekki stopień niepełnosprawności ( po leczeniu).
Szkoda tylko, że będę musiał użerać się jeszcze raz z wojskowymi biurokratami… o lekarzach już nie wspomnę…

W styczniu mój rocznik idzie do rezerwy… czy Ci „ludzie” nigdy nie dadzą sobie spokoju?

środa, 2 czerwca 2004

Golf sypialniany...


Gracz musi posiadać własny sprzęt: kij i dwie piłki.

Gra na polu rozpoczyna się po otrzymaniu zezwolenia od właściciela dołka.

W odróżnieniu od golfa trawiastego w golfie sypialnianym grający ma wprowadzić kij do dołka a piłki pozostają na zewnątrz.

Regulaminowy sprzęt ma posiadać twardy trzonek.

Właściciel dołka posiada prawo sprawdzenia twardości trzonka kija przed rozpoczęciem gry.

Właściciel pola ma prawo ograniczenia długości kija w celu uniknięcia uszkodzenia dołka.

Zasada gry jest wprowadzenie kija jak największa ilość razy aż do momentu, gdy właściciel pola będzie zadowolony i tak grający jak i właściciel pola uznają grę za zakończona. Nie uzyskanie pozytywnego rezultatu może spowodować, ze grający nie uzyska w przyszłości zezwolenia do gry na polu.

Za sprzeczne z dobrymi zasadami uważa się rozgrywanie dołka niezwłocznie po przybyciu na pole. Doświadczeni gracze poświęcają znaczna ilość czasu na podziwianie pola. Specjalnie dużo uwagi przyciągają zwłaszcza wspaniale ukształtowane bunkry.

Ostrzega się grających przed opowiadaniem właścicielowi, na którym aktualnie ma być gra o innych polach, na których grający gra lub gra regularnie. Wyprowadzony z równowagi właściciel pola może uszkodzić sprzęt gracza.

Na wszelki wypadek gracz powinien być zaopatrzony w odpowiednia odzież gumowa.

Gracz winien zawsze dokładnie sprawdzać czy jego czas gry jest właściwie ustalony, zwłaszcza gdy gra ma się odbyć na polu po raz pierwszy. Znane są przypadki zdenerwowania graczy, którzy stwierdzili, ze inny gracz gra na polu uznanym za jego własne.

Każdy gracz powinien wiedzieć, ze pole nie zawsze jest dostępne do gry. Niektórzy gracze czują się niezadowoleni jeżeli stwierdza, ze pole
czasowo nie nadaje się do gry.

Zaawansowani gracze stosują w tym przypadku grę alternatywną.
Gracz winien otrzymać zezwolenie właściciela pola do gry na tylnym dziewiątym dołku.

Regulamin zaleca powolna grę, grający musi jednak być przygotowany do szybszego tempa gry przynajmniej okresowo jeżeli takie będzie życzenie właściciela pola.

Zagranie gry kilka razy w czasie tego samego meczu jest porównywalne z "hole in one" w golfie trawiastym.

wtorek, 1 czerwca 2004

ajajajaja… w główce szumi…jak po balandze…

Połknąłem sobie na sen dwie tabletki Hypnogenu.… ale coś mi jeszcze wyskoczyło i zająłem się
czymś innym. Po pół godzince czuję się lekki… w głowie się kręci… oczy same zamykają… humorek dopisuje... Uhahhalalalal trallllll

Powiem szczerze… jestem pijany bez kropli alkoholu! :) NOKAUT… spylam spać bo zaraz to nie wstanę z tego krzesła i albo dupnę głową o klawiaturę co właśnie się dzieje… albo usnę gdzieś na dywanie bo do łóżka się nie dociągnę… nie, oj, nie ma takiej możliwości… już wypitalam do łóżka.
WOW jakie to łóżko jest duże

niedziela, 30 maja 2004

Wszechświat czeka na Ciebie

lecz nie myśl, że jesteś wybrany; jeśli tak jest - skalała Cię przeciętność.


Będąc częścią tego świata nie jestem kimś wybranym czy za nadto szczególnym. Jako jeden z trybików wielkiej machiny nie jestem też nikim. Jestem sobą. Gdy zakończę swoje życie na ziemi machina się nie zawali. Trybik zostanie zastąpiony innym trybikiem. Ja jednak będę miał satysfakcję z tego, że wypełniłem całkowicie swoją rolę i spełniałem się jako trybik zwany bastkiem. Żyję aby być szczęśliwym... lub jestem szczęśliwy, że żyję.
Czy Ty też wiesz po co żyjesz na świecie?

Jeśli tak to jesteś szczęśliwy… jeśli nie to najwyższy czas uświadomić sobie jaka jest Twoja rola na ziemi.
Jak to zrobić?
Rób to co przynosi ci satysfakcje, zadowolenie i co za tym idzie… szczęście.

**************************************

Muzyka to przestrzeń pomiędzy dźwiękami. Claude Debussy

Słucham nowej płyty ATB „No Silence” i rozpływam się jak lody Magnum… Delikatne zestawienie fal morza, śpiewy ptaków, muzyki relaksacyjnej i bardzo delikatny trance o neutralnym tempie BPM (120)... mmmmmmm odpływam.... relaks.

sobota, 29 maja 2004

Nie żałuj tego co zrobiłeś

… kara przyjdzie z czasem; tymczasem ucz się dobroci

Następnym razem, gdy będę czuł się nieszczęśliwym – będę musiał się temu przyjrzeć bliżej i zauważę, że jest to połączone z czymś, co się wydarzyło w
przeszłości albo z czymś, co myślę, że się wydarzy w przyszłości.
Jeżeli coś mi się nie podoba teraz – to dlatego, że porównuję to z przyjemniejszym wydarzeniem z przeszłości lub z pełnym nadziei oczekiwaniem czegoś, co ma się wydarzyć w przyszłości.

Wniosek:
Uznawać wszystko, cokolwiek się wydarza, za dobre dla mnie.

Zawsze ufałem intuicji i snom... chyba na dobre mi to wychodzi :)


Po południu
Po między 8:00 a 10:00 miałem sen... przyszła do nie we śnie, zmarła trzy dni temu, moja ciotka. Powiedziała mi, że mam się nie smucić bo jej jest tam dobrze.
Była ubrana w granatową pelerynę i miała kaptur na głowie. Jej twarz była pogodna, emanująca spokojem i zdrowiem. Wyglądała tak jak by miała dopiero 35 lat.
potem pomagałem jej zejść ze schodów... trzymałem ją za rękę... powiedziała, że musi jeszcze kogoś odwiedzić... Tak sen się skończył.
O godzinie 16stej dowiedziałem się, że rankiem zmarła jej koleżanka, której dawno nie widziała.
Chyba wiem, kogo odwiedziła moja ciotka i zabrała ze sobą...

"Przyszła się z tobą pożegnać" odparła moja mama. Coś w tym jest bo strasznie żałowałem, że już jej nie zobaczę
i że się nie zdążyłem z nią pożegnać Teraz jestem spokojny i szczęśliwy.


17:00
Po południu wraz z Żelazną siedziałem nad Sołą i rzucając marzeniami uwięzionymi w kamyczkach w szybki nurt wody, doznawałem całkowitego relaksu i szczęścia... ja i cała przyroda była jednym... Leżałem na drobnych kamieniach i powtarzałem - TERAZ JEST TERAZ, nie ważne co będzie za godzinę, jutro.. Teraz jest teraz.

poniedziałek, 24 maja 2004

Śmierć mobilizuje mnie do życia…

Rak wygrał … jutro pogrzeb mojej ciotki, najstarszej z  Łęckich.
Czuję się strasznie dziwnie… nie potrafię płakać. Była dla mnie bliska… Uwolniła się od bólu, od cierpienia.
Teraz jest szczęśliwa i to się dla mnie tylko liczy.
„Być w życiu szczęśliwy” to ostatnie słowa, jakie wypowiedziała do mnie, gdy ostatni raz ją widziałem.
Będę szczęśliwy… obiecuje Ci to ciociu… obiecuje.

piątek, 21 maja 2004

kto nie ma w głowie...

…ten ma w nogach.

Tak mnie naszło na spacery, a że nie lubię spacerować sam zabrałem rower i udałem się do Żelaznej aby namówić ją na wspólny spacer nad rzekę Sołę.

Udaliśmy się na kamienne plaże w Bielanach… przypomniały mi się stare
dziecięce lata, kiedy to razem z rodzicami spędzałem całe wakacyjne dni nad tą piękną rzeką. Ponieważ uwielbiam całą przyrodę tą nieożywioną i ożywioną od razu pochyliłem się nad kamieniami… szukałem „perełek” skalnych. Parę udało mi się znaleźć… ostatnio nawet zwykłe kamienie stały się dla mnie piękne, ich wzory i faktura… o kolorach już nie wspomnę. Po drodze widzieliśmy mnóstwo bażantów, zajęcy oraz mew. Po godzinie spędzonej nad brzegiem postanowiliśmy, że przejdziemy się kawałeczek w górę rzeki. Po jakimś czasie okazało się, że pokonaliśmy już 4 km, bo znaleźliśmy się w Nowej Wsi… no cóż, pomyślałem… jeśli pokonaliśmy taki odcinek w tak krótkim czasie to czemu nie udać się dalej w górę aż do mostu w Kętach… i tak też się stało, następne 4 kilometry. Po drodze natrafiliśmy na osławioną plażę nudystów. Żelazna była zasmucona, że nikogo o tej porze ( 20:45) nie było… chodź kto wie ilu ludzików czyhało w krzakach na podryw ;)
Plaża nudystów zsunęła zainteresowanie z przelatujących nietoperzy na rozmowę na temat stref erogennych człowieka… temat rzeka… nie ma się co dziwić, byliśmy nad rzeką ;)

O godzinie 21: 00 doszliśmy do celu… ojojoj… moje nogi… a czeka nas jeszcze droga powrotna :(

Jakoś dokulaliśmy się do Bielan do domku Żelaznej, już drogami cywilizacji, nie omijając po drodze żadnego placu zabaw ;) a co… jak już patrzeć na świat oczyma dziecka to na całego :)

Jej to dobrze... była już u siebie, a ja musiałem jeszcze wracać „mały” kawałek rowerem.

Tak oto, krótki spacer nad Sołę zamienił się w ponad 20 kilometrowy spacior w chwile z dzieciństwa.

Jak rzeka Soła płynie, wespół z Koszorawą
Tak Żywiec niechaj płynie nieśmiertelną sławą
I rzeki Komorowskich niech nie giną wiecznie
Lecz płyną w familije, słynąc z nich stayecznie
A. Komoniecki

P.S.

Dwa razy z rzędu miałem sen z S.
Mam jakieś dziwne przeczucie…
Chyba moja podświadomość coś wyniuchała...

czwartek, 20 maja 2004

Zakochać się w życiu?

Brnąć dalej wśród lunatyków tego świata, nie zauważać ich spuszczonych głów i wędrować bez celu po ulicach… bez celu?

Jaki to jest cel wstawać rano w pośpiechu do pracy wracać tą samą drogą do znudzenie kilkaset razy w ciągu roku… dom –praca, praca – dom i tak w nieskończoność.
Co to za cel mieć klapki na oczach i nie zauważać cierpienia ludzkiego…

Czy to trudne powiedzieć do trzech przypadkowo spotkanych osób coś miłego, rozejrzeć się dalej i zobaczyć coś więcej niż czubek własnego nosa?

Zamknięci w swych skorupach dreptamy samotnie w kółko wśród tłumów ludzi.

Ostatnio Naiwna zainspirowała i pobudziła mnie do życia czymś tak prostym i banalnym jak oglądanie zachodów słońca.

Może to co wydaje się nam proste i banalne jest wielką tajemnicą życia i szczęściem?

Wierzę, że tak.

„ Nie szukaj mnie w domach z drewna i kamienia
podnieść głaz a będę tam
oderwij kawałek kory a znajdziesz mnie tam”
Cytat ze zwojów z nad Morza Martwego

Najwyższy czas dostrzec szczegóły a nie tylko kontury.

Wróżba z ciasteczka: Szerokość rzeki nie jest jej głębokością.

Więc jak do cholery zakochać się w życiu?
Tu zainspirowała mnie Ewa F.
Może poprzez rozumienie błędów które popełniam.

BŁĘDY TO WIELKIE CHWILE!
Błędy są jedynym momentem, kiedy naprawdę możemy się uczyć.
Urodziłem się bez instrukcji obsługi. Pojawiłem się na Ziemi w wymiarze fizycznym i raczkując próbuję wykapować, o co tu chodzi, co jest grane. Nie mam żadnych wskazówek. Nikt mnie nie wziął za rękę i nie powiedział: „Słuchaj, to jest tak i tak. Idziesz w dobrą stronę.
Nie pozwolę też, aby pouczycie winy i wstydu przejęło panowanie nad moim życiem.
Wszystkie błędy, które popełniłem, były mi potrzebne! Tak samo jak były potrzebne wszystkim osobom, na które moje błędy miały wpływ.

wtorek, 18 maja 2004

Raz w górę raz w dół

…totalna huśtawka nastrojów

Przez pół dnia chodzę nieobecny… wolę oglądać świat z za szyby…
tak jest bezpieczniej, ciszej…
zatraciłem gdzieś marzenia… cele…
gubię dzień po dniu, marnuję piasek klepsydry… nie widzę wyjścia z negatywnych myśli.

wieczorem
wszystko przechodzi… nagle dostaję „skoku ciśnienia” wracają cele… chęć do życia

Takie stany bardzo mnie dziwią i zaskakują…

A wszystko to za sprawą (chyba) nałożonych na siebie paru spraw i sytuacji… brak pracy…  tęsknota za Naiwną… i jeszcze umierająca ciotka ( wolę napisać ciężko chora… chcę mieć nadzieję na jej wyleczenie)… jest mi bliska i bardzo samotna...

Muszę coś wreszcie zrobić z życiem bo zwariuje!

niedziela, 16 maja 2004

Wreszcie


Konserwacja nadajnika zakończona… Hura! Mam wreszcie net!
Dwa dni przerwy w dostawie… myślałem, że oszaleje z nudów.


Prawie przez cały dzień

Dziś postanowiłem przywrócić do życia drukarkę. Przez prawie pół roku była nieużywana… nawet nie miała czyszczonej głowicy… i w tym problem. Tusz tak mocno zasechł, że wszelkie sposoby zmuszenia drukarki do wyplucia chociaż jednego piksela graniczyły z cudem. Próbowałem oczyścić głowicę wszystkimi sposobami jakie znalazłem na grupach dyskusyjnych, czyli czyszczenie spirytusem, poppersem, igłą (!), nawet odważyłem się na zanurzenie końca głowicy w gorącej wodzie… efekt… zerowy. Wszystkie sposoby znalezione w necie zawiodły. W chwili ciszy nad drukarką… obejrzałem dokładnie głowicę i wpadłem na genialny pomysł… do przeczyszczenia Canon S400 użyłem niewinnej słomki do napojów i wrzątku… a dokładniej, nałożyłem słomkę na siateczkę do pobierania atramentu, drugą stronę głowicy zanurzyłem we wrzątku i z całej siły zacząłem dmuchać… potem do siebie… do napełnienia się słomki… na koniec osuszyłem głowicę i założyłem. Teraz chwila prawdy… czyli druk strony testowej… i cio? Zwycięstwo! „Pacjent stabilny” druk prawie, że idealny… a już byłem pewien, że niespełna 1,5 roczny sprzęt wyląduje w koszu.
Jednak cuda się zdarzają…
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...